Droga ludzkości, uprasza się o samounicestwienie…

multicolored planet fluid painting
unsplash.com/photos/1nUNsmWfcSk

‘Wszyscy powstać przed Jenu Wysokością, Władcum Siedmiu Kontynentów, Suwerenum Trzech Księżyców, Obrońcum Wolności, Cesarzum Kĥalɨdu, czwartum tego imienia!’

Rozbrzmiały fanfary i każdu ze stu czterdziestu czterech Senatorów (cóż za niebywała frekwencja!) powstału, podczas gdy Cesarzu wchodziłu do Sali Plenarnej Senatu, a tuż za num tuzin jenu generałów. Cóż, “wpełzłu” byłoby może ciut lepszym słowem, lecz jako że ich gatunek tak właśnie się poruszał, pozostańmy zwyczajnie przy “wchodziłu”. Tak czy siak, choć dla ludzi mogło to wyglądać ospale i odrzucająco, dla mendrɨanów scena ta wyglądała niezmiernie królewsko i godnie jak cholera. Suwerenny Senat nieczęsto zapraszał do siebie Cesarzum. Cokolwiek się zaraz wydarzy – będzie ogromne.

‘Moju drogu Senatoria’, rozpoczęłu przemowę Cesarzu tuż po dopełznięciu do podium, ‘ta wojna jest nie do wygrania’. Słychać było głośne westchnięcie zdziwienia. Choć wiedzieli, że niezmierna potęga ich Imperium to nic w porównaniu do piekła, które potrafią im rozpętać najeźdźcy z Ziemi, to jednak trzymali się resztek nadziei. Czy to znaczy, że teraz nawet nadziei już nie ma?

Kĥalɨd kontynuowału: ‘lecz jeśli nie wygramy, to cały nasz gatunek zginie, a nasza Ukochana Planeta i jej Trzy Księżyce zostaną obrócone w pył. Więc nie możemy jej przegrać. Wojna jest nie do wygrania, ale musimy ją wygrać.’

Jenu głos zaczął się trząść. ‘Co my do kurwy mamy teraz zrobić?’, zapłakału.

Cisza w Sali Plenarnej była ogłuszająca. Nikt nigdy nie widział Cesarzum tracącum choćby na chwilę wizerunek silnum, potężnum przywódcum. A teraz wyglądału onu, jakby miału wybuchnąć płaczem.

Nikt nie odważył się odezwać. Nikt nie miał dobrego rozwiązania. Kiedy przychodzi ci się zmierzyć z flotą, arsenałem i technogią gatunku, który dał radę znaleźć cię po drugiej stronie galaktyki, dotrzeć do ciebie i zniszczyć cały kontynent na twojej planecie jedną tylko bombą, podczas gdy ty ledwo co skolonizowałuś swoje Trzy Księżyce, wtedy masz zwyczajnie przejebane. Nie ma dobrych pomysłów.

‘Ja mam pomysł’, ogłosiłu jednu z Senatorów, wstając. Trochę nu zajęło zdecydowanie, czy warto w ogóle o tym pomyśle wspominać. A raczej, czy bezpiecznie jest o nim napomsknąć. Lecz w końcu wstału i odważyłu się odezwać. I tak zaraz będzie martwu, więc co za różnica? Wszyscy będą. Jeśli kiedyś łapać się desperackich kroków, to teraz.

‘To szalone, niebezpieczne, niszczycielskie, desperackie, lecz wciąż lepsze niż alternatywa. Błagam, Wasza Wysokość, błagam, szacowna współsenatora, błagam, dostojna Generała, błagam wysłuchajcie mnie do końca zanim skrócicie mnie o głowę za ośmielenie się wyjść z tą oburzającą propozycją.’

Kĥalɨd kiwnęłu bez słowa.

‘Zagrożenie, przed którym stajemy, to nikczemna Ziemiana, traktująca nas jak plugastwo. Ich bronią przeciwko nam jest ich zaawansowana technologia. Nie mamy z nimi najmniejszych szans w tej dziedzinie. Choć nasza technologia też nie jest niczego sobie, choć zadziwia każdum mendrɨanum, to jednak jest od ichniej zdecydowanie gorsza…’

‘Z jednym wyjątkiem…’, powiedziału, lecz potem się zająknęłu i zwątpiłu, czy chce kontynuować… Ech, pieprzyć to. I tak wszyscy mają przesrane.

‘Z wyjątkiem jednej technologii, którą nam udało się stworzyć, a im nie. Podróży w czasie.’

Oczekiwału głośnego oburzenia, krzyków, wrzasków, jak nie linczu. Każdu byłu jednak wiernu przyrzeczeniu, by pozwolić nu wypowiedzieć się do końca. Lub zbyt zszokowanu by jakkolwiek zareagować.

‘Jak wszyscy wiemy, odkąd Wspaniału Tĥarrenæ z Rɨɨnø wynalazłu swą Maszynę Czasu czterysta lat temu, została ona użyta tylko raz. Wspaniału Tĥarrenæ z Rɨɨnø użyłu jej samu, by cofnąć się w czasie o osiem dni i zapobiec śmiertelnej katastrofie w elektrowni termonuklearnej w Ikkonu. Poniosłu jednak sromotną porażkę, a wszystko z powodu nieodłącznych praw Wszechświata. Z powodu Prawa Olbrzymiej Reakcji.’

(Znanym przez ludzkość pod nazwą Efektu Motyla)

‘Elektrownia Ikkonu działa po dziś dzień i żadnu z tysięcy jej pracownika nie doznału krzywdy, lecz misja Tĥarrenæ'u i tak jest uważana za porażkę. Być może sama jenu obecność w Ikkonu, być może któreś jenu słowa, być może to, co zjadłu na obiad zamiast tego, co byłu zjadłu w oryginalnej osi czasu – któryś malutki detal rozpoczął reakcję łańcuchową niefortunnych zdarzeń, które przyczyniły się do wybuchu Wojny Domowej. Miliony mendrɨana zmarły okropną śmiercią z rąk swego rodzeństwa. To była największa tragedia w dziejach mendrɨańskości.’

Senat milczał.

‘Wspaniału Tĥarrenæ straciłu w tej wojnie miłość swego życia. Wiedziału, że nie minęło jeszcze ponownie nawet te osiem dni, o które cofnął się w czasie. Ta wojna nie powinna była mieć miejsca. Nie miałaby miejsca, gdyby onu pozostału w swojej teraźniejszości. Opowiedziału więc swą historię reszcie z nas, by przestrzec nas przed popełnieniem ponownie jenu błędu, po czym odebrału sobie życie.’

‘Przekazywaliśmy tę historię z pokolenia na pokolenie, i nigdy więcej nie ośmieliliśmy się zmieniać osi czasu. Nawet sugerowanie Senatowi, by użył Maszyny Czasu Tĥarrenæ'u, jest zbrodnią karaną śmiercią. Lecz jestem gotowu ponieść konsekwencje, jeśli pomoże to uratować naszą planetę.’

Cesarzu Kĥalɨd nie wyglądału jednak na wściekłu. Wyglądału raczej na… pełnu nadziei?

‘Jeśli zdecydujemy się zaryzykować potencjalne zniszczenie naszego Imperium przez konsekwencje podróży w czasie, by bronić się przed pewną anihilacją ze strony tych jebanych Ziemniaków, to jaki byłby nasz plan by to osiągnąć? Jak konkretnie podróż w czasie miałaby nam pomóc, Senatoru?’

‘Jeszcze tego nie wiem, Wasza Wysokość. To nie jest pomysł, który pojawiłby mi się w głowie przed tym Nadzwyczajnym Zebraniem. Lecz jego sednem jest to: może i jesteśmy mniej zaawansowani niż Ziemniaki, ale jesteśmy przecież bardziej zaawansowani niż oni byli trzy tysiące lat temu. Moglibyśmy jakoś wykorzystać to na naszą korzyść. Być może Służba Wywiadu Waszej Wysokości ma jakieś wiarygodne informacje na temat historii Ziemniaków, ich słabych punktów, etc.’

Jednu spośród Generała wstału. ‘Jest to wiedza ściśle tajna, lecz za pozwoleniem Waszej Wysokości, chciałubym podzelić się nią z Senatem ze względu na czas kryzysu.’

Cesarzu skinęłu.

‘Owszem, mamy od groma informacji na temat ich przeszłości. Jesteśmy w stanie określić dokładny moment, w którym zasianie ziarna niepewności, zamieszania i dezinformacji mogłoby sprawić, że zniszczyliby własną planetę zanim jeszcze urosną do swej dzisiejszej potęgi.’

Zaskakująco radosny szmer dało się słyszeć wśród Senatora. Te potwory mają jednak jakiś słaby punkt! Nie cała nadzieja jest jeszcze stracona!

Generału kontynuowału: ‘Ledwo co uniknęli całkowitego zniszczenia po tym, jak byli wyeksploatowali wszystkie zasoby naturalne swej planety, produkując miliony ton dwutlenku węgla i innych substancji, które są toksyczne dla nich i dla ich atmosfery, i niszczycielskie dla ich klimatu. Dotknęły ich przerażające huragany, pożary, powodzie, niedobory żywności, etc. etc. Wszystko, czego potrzebujemy, to wrócić do tego decydującego momentu w ich przeszłości i namówić ich, by się niczym nie przejmowali. By parli do przodu i liczyli, że będzie dobrze, albo nawet żeby nie wierzyli, że którykolwiek z tych problemów jest prawdziwy.’

Ktoś zaczęłu klaskać. Ktoś zaczęłu owacje. Wkrótce cała Sala była głośna i widocznie pełna nadziei.

‘SPOKÓJ!’, wrzasnęłu Cesarzu. ‘Miejmy najpierw plan, a dopiero potem celebrujmy manie planu.’

Senatoru, któru zaproponowału użycie Maszyny Czasu, zorientowału się, że dziś głowy pozbawionu jednak nie będzie. Ma Senat po swojej stronie. Więc… zaczęłu wątpić w swój własny pomysł.

‘Czy to wystarczy?’, spytału Generału. ‘Czy nie powinniśmy mieć planu zapasowego na skrzywdzenie ich w inny sposób? Nie będziemy mieli drugiej szansy.’

Generału nie wyglądału na zmartwionu. ‘Wierzcie mi, Dostojnu Senatoru, te potwory może i są dziś niezniszczalne, lecz w przeszłości zmagały się z wieloma problemami. Dla przykładu, jedynym powodem, dla którego jeszcze istnieją, jest sposób obrony przed chorobami, który nazywają “szczepionkami”. Nie będę się teraz wgłębiać w szczegóły, lecz jeśli przekonamy wystarczająco wielu Ziemniaków, że szczepionki tak naprawdę nie działają, że są oszustwem, albo że mają jakieś zmyślone efekty uboczne, to ich gatunkowi dostanie się od chorób bardziej niż Drugiemu Księżycowi dostaje się od asteroid.’

‘Nie zawsze byli tak zjednoczeni jako gatunek, jak są dzisiaj. Mieli od groma rzeczy, które nazywali “państwami”. W skrócie: podzielili się arbitralnie na grupki, które się nawzajem nienawidziły bez powodu. Poza tym, ich osobniki mają różne kolory skóry, co najwidoczniej jest dla nich uzasadnionym powodem, by przez wieki się nawzajem nienawidzić i mordować. Jedyne, co musimy zrobić, to sprawić, by nie przestali.’

‘Co by tu jeszcze…? A no tak! Ich boom technologiczny nigdy by się nie wydarzył, gdyby nie był odpowiednio sfinansowany. A sfinansowało go opodatkowanie najbogatszych, które doprowadziło również do większej sprawiedliwości społecznej, spadku ubóstwa i większej ilości pieniędzy do wydania na rozwój gatunku zamiast chomikowania przez garstkę miliarderów.’

‘Ich nauka potrzebowała też wsparcia większości społeczeństwa. Udało się to tylko dzięki temu, że odrzucili prymitywne przesądy, które nazywali “religiami”, a zamiast tego zwrócili się ku nauce.’

‘Wystarczy, że powstrzymamy ich rozwój, i tyle. Sami się wykończą. Sprawmy, że zaniedbają swoje środowisko, swoją naukę, swój rozum. Niech karmią się nienawiścią do siebie nawzajem. Niech rozwijają się między nimi podziały. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, nie będziemy musieli nawet walczyć z Ziemniakami. Nie będzie już Ziemniaków.’

Burza oklasków przetoczyła się po Sali Plenarnej. Cesarzu musiału ponownie uspokoić Senatora. Jednu z nich wstału i spytału: ‘ale jak się tam w ogóle dostaniemy?’.

Tym razem wstału innu Generału i odpowidziału: ‘tak jak w poprzednim przypadku, jest to ściśle tajna operacja militarna, lecz za Waszym pozwoleniem, Wasza Wysokość…’ – Cesarzu skinęłu ponownie – ‘W zeszłym tygodniu Armia Imperialna przejęła statek wroga. Jest w pełni sprawny i zdolny do podróży z powrotem na Ziemię.’

Senatoru, któru wyszłu byłu z propozycją podróży w czasie, wstału ponownie i spytału: ‘Czy Maszyna Czasu Tĥarrenæ'u zmieściłaby się w nim? Czy to oznacza, że nasze oddziały mogłyby polecieć na Ziemię, tam dokonać skoku w czasie, a ewentualne konsekwencje Prawa Olbrzymiej Reakcji dotknęłyby wyłącznie ich planety? Czy to znaczy, że jedyna część naszej osi czasu, która uległaby zniszczeniu, to ta pomiędzy inwazją Ziemniaków a teraźniejszością? Czy to znaczy że po prostu będziemy w nowej osi czasu żyli spokojnie aż do momentu inwazji, potem się ona nie wydarzy i nie będziemy mieli o niej pojęcia, i będziemy dalej wiedli spokojne życie?’

Generału nie wiedziału, co powiedzieć. ‘Z oczywistych względów, nie tylko nie zbadaliśmy podróży w czasie wystarczająco dobrze, by wiedzieć to na pewno, my nie zbadaliśmy jej wcale. Kto wie, co się wydarzy? To będzie bardzo ryzykowna operacja, niezależnie, co zdecydujemy się zrobić. W najgorszym wypadku cała nasza egzystencja ulegnie zagładzie. Z drugiej strony, jeśli nie zrobimy nic, bądź będziemy kontynuować konwencjonalną wojnę, wydarzy się dokładnie ten najczarniejszy scenariusz, tyle że będzie on nieunikniony.’

Cisza przeszywała uszy wszystkich zgromadzonych w Sali Plenarnej. Była nieznośna, przeraźliwa, ciężka. Wiedzieli, że to będzie najtrudniejsza decyzja, jaką kiedykolwiek podejmą.

‘To będzie najtrudniejsza decyzja, jaką kiedykolwiek podejmiecie’, powiedziału wreszcie Cesarzu Kĥalɨd. ‘Ale musimy ją podjąć tak szybko, jak to tylko możliwe. Detale zostawię do obmyślenia Generałom mej Imperialnej Armii, lecz decyzja, czy chcemy w ogóle zmierzać w tę stronę, należy wyłącznie do Senatu Ludu.’

Siadłu na jenu tronie, zapraszając do podium Marszałkum Senatu, któru powoli się do niego zbliżyłu, odchrząknęłu i powiedziału jasno i wyraźnie:

‘Najczcigodniejszy Senat Ludu Mendrɨi i jej Trzech Księżyców staje przed pytaniem ze strony Jenu Wysokości, Władcum Siedmiu Kontynentów, Suwerenum Trzech Księżyców, Obrońcum Wolności, Cesarzum Kĥalɨdu, czwartum tego imienia, o głos w sprawie tego, czy Jenu Imperialna Armia powinna rozpocząć starania ku ratunkowi naszego Imperium przed okrutną inwazją potworów z Ziemi poprzez użycie Maszyny Czasu Wspaniałenu Tĥarrenæ z Rɨɨnø mimo szansy, że Prawo Olbrzymiej Reakcji skrzywdzi nas na nieprzewidywalne sposoby. Kto jest za, niech powie “za” i podniesie ogon.’

Ogonów nie trzeba było nawet liczyć.

To już oficjalne. Nadciąga koniec ludzkości.

A photo of me

About the author

Hi! I'm Andrea (they/them). I tell computers what to do, both for a living and for fun, I'm also into blogging, writing and photography. I'm trying to make the world just a little bit better: more inclusive, more rational and more just.