Genius from the future

Kategoria: Refleksje
Genius from the future

If you could travel back in time, say a thousand or two thousand years, how awesome would it be? Anyone from the Western civilization in the 21st century would look like a genius, or even a god, to the people from back then, right? With our superior technology, our smartphones, our quick transportation, our wast knowledge at the tips or our fingers...

Awesome, right? You'd become the king of the world, wouldn't you? Well, I doubt it... Here are some issues you'd almost certainly stumble upon:

Czytaj dalej

Confusion around pansexuality and genders

Kategoria: Refleksje
Confusion around pansexuality and genders

Even as a cis man, I've experienced how awful gender roles are. There's always someone questioning your masculinity, someone always know better, what it takes to be a “real man”, don't they? Especially if you're gay. Because, you know, fucking some sweaty, muscular dude in the ass, is so... delicate, so feminine, isn't it? Ask any homophobe...

I'm seriously annoyed by all the people on the Internet crusading against unusual gender identities, repeating over and over again that “there are only two genders”. Because chromosomes, because sex organs, because biology.

Well, they obviously know nothing about biology or sociology, and never even bothered to learn the difference between “sex” and “gender”.

So let me briefly explain.

Czytaj dalej

Exporting playlists from Google Play Music to Spotify

Kategoria: Programowanie
Exporting playlists from Google Play Music to Spotify

Spotify is so much better than Google Play Music! Whether it's in the field of cool features (like using your smartphone to control the music on your computer) or just basic user experience (like ability to filter songs inside a playlist) – Spotify wins by far!

There's just one thing that for the past two months was stopping me from migrating to Spotify. Neither in Spotify nor in GPM can you export or import a list of songs. Really! And I really don't have time to search for all my songs again...

Fortunately, there's Soundiiz! This fancy tool allows you to migrate playlists between different streaming services. Among which... there's no GPM, because of course there isn't. Oh, damn you, Google!

We can however upload a text file (in format Artist - Title for each line) to Soundiiz and it will automatically find our songs in the Spotify database, creating a playlist. Cool! So now we only have to create such file.

We might just scrape the data from GPM's HTML, couldn't we? Well, Google doesn't make it easy. It loads the list of songs dynamically while you're scrolling... Oh, damn you, Google!

Czytaj dalej

Poezja Białoszewskiego

Kategoria: Recenzje
Poezja Białoszewskiego

Nie wiem, czy lubić Mirona... To nie takie łatwe zdecydować.

Otóż są dwie szkoły białoszewskie, przynajmniej wg moich obserwacji. Obie równie przekonujące.

Powiedzmy że napisał wiersz o pomidorze. Jedni powiedzą, że jest geniuszem, a te jego pomidory są zawoalowanym impulsem do rozważań natury egzystencjalnej i punktem wyjścia do głębszej analizy czegoś strasznie skomplikowanego. Inni odrzekną, że Miron jest po prostu dziwakiem tworzącym “gówno artysty”. A jego pomidor jest tylko pomidorem.

Albo np. taki wiersz:

„Ortoepisen”


Siedzą ludzie schowanimo
knąc sobie plecypalt
PRĘT…! LU…!
Pręt ! Lu !
nie wytrzymajcie – wyżymajcie plecy z palt
szkoda was moknięcia

Profesorka z US zrobiła o nim 1,5-godzinny wykład, przekonując, że wiersz jest próbą przedstawienia charakterystyki snu wybitnie oryginalnymi środkami stylistycznymi. A moja co polonistka na to? “No debil. Po prostu patrzy jak ludzie mokną”.

Nie mam pojęcia, czy był geniuszem, czy debilem. Przy pewnym poziomie abstrakcji to się robi bardzo nieodległe od siebie.

Jeśli Szymborską nazwać rozrywką intelektualną, to Miron zdecydowanie jest intelektualną mironczarnią.

Proof that there is no god

Kategoria: Refleksje
Proof that there is no god

No one can prove god's existence. When an atheist states this obvious fact, he will almost certainly hear the response “well, but you cannot prove he doesn't exist, either!”.

Agnosticism sounds reasonable then, right? You cannot prove god's existence, you cannot disprove it, so you label yourself as “I don't know” and... and you live your life as if there were no god. Almost as if you knew there's none, but just didn't want to admit it.

No one does it in regard to any other similar case. We cannot prove there are no unicorns, fairies or flying teapots orbiting the Earth, but do we label ourselves as fairy-agnostics? The notion that there are genies who grant three wishes is so absurd, that an educated person living in the XXI century either rejects it or becomes a subject of justified ridicule.

How is god different? That notion is so absurd, that since the moment I understood it, I would feel utterly ashamed not to reject it, too ashamed to hide behind the “nobody knows” excuse.

But most importantly: yes, you can. You can prove that there is no god.

How?

Czytaj dalej

Najpyszniejszy bożek świata

Kategoria: Recenzje
Najpyszniejszy bożek świata

Według tego tekstu z Frondy (z watykańskimi Imprimatur), Jahwe ukazał się pewnej siostrze i przekazał jej sześć ważnych wiadomości. Co ja gadam, nie sześć tylko jedną (sześciokrotnie powtórzoną). I nie ważną, lecz zupełnie małostkową:

Czcijcie mnie!

I tyle. Nic więcej bozia najwidoczniej nie chce, niczego nam nie da, niczego nie powie, w niczym nie pomoże. Jedynie ze szczegółami opowie, jak to by chciała, by ją ludzie wielbili.

Bo wiecie, bozia jest wszechmocna, wszechpotężna, wielka i nieskończona! Tylko potrzebuje czołobicia małych żyjątek z jednego z miliardów gatunków zamieszkujących jedną z pierdyliardów planet. Bo tak.

Ale łaj? Po prostu łaj?

Jeśli już się wymyśla bajkę o niestworzonych bytach, to wypadało by przynajmniej być przy tym w miarę konsekwentnym. Skoro Jahwe jest taki super über mega, to po kiego grzyba mu czyjekolwiek hołdy? Przecież to takie pyszne, tak małostkowe, tak megalomańskie...

Bozia daje ludziom wybór, czy będą ją czcili siódmego sierpnia, czy w pierwszą niedzielę  sierpnia. Czyżby nie wiedział, którą opcję wybiorą ludzie? Bozia pragnie, by w każdym pomieszczeniu, gdzie przebywają ludzie, znajdował się obraz Boga Ojca. Czyżby ludzkość zignorowała prośbę Wszechmogącego? Czyżby Wszechmogący zapomniał o swoim własnym zakazie tworzenia czczych obrazków? (Wj 20, 4-5)

To wszystko jest szyte tak grubymi nićmi, że nawet w czasach swej najgorętszej, najgorliwszej wiary w Jezuska, nie uwierzyłbym w takie bzdury.

A tu proszę, niektórym się to udaje.

“Sprawy światopoglądowe” to bullshit

Kategoria: Refleksje
“Sprawy światopoglądowe” to bullshit

Kampania Ratujmy Kobiety zebrała i złożyła w Sejmie 215 tysięcy podpisów za ustawą liberalizującą przepisy antyaborcyjne. Już wiadomo, że ich projekt nie przejdzie, bo nawet “oświecone” i “nowoczesne” partie postanowiły umyć od niej ręce, deklarując, że aborcja to “sprawa światopoglądowa”, więc każdy ich poseł może zagłosować zgodnie ze swoim sumieniem. (Ale już kobiety, które stają w sytucji niechcianej ciąży, własnym sumieniem kierować się nie mogą, no nie?)

“Sprawy światopoglądowe” to po prostu eufemizm dla kwestii o tyle kontrowersyjnych, że politycznym chorągiewkom na wietrze bardziej opłaca się zachować neutralność niż twardo opowiedzieć za którąkolwiek ze stron.

“To nie jest tak, że ja dyskryminuję gejów, to po prostu mój światopogląd, że są gorsi od normalnych ludzi!”, “Ja wcale nie jestem za zmuszaniem kobiet do rodzenia, ale mam taki światopogląd, że aborcja to grzech”. Bullshit.

Światopogląd też może być krzywdzący, też może być niesprawiedliwy, też może być zły. Do jasnej cholery, nawet rasizm to “światopogląd”!

Wyobrażacie sobie, że do Sejmu wnoszą ustawę zakazującą dyskryminacji czarnoskórych, a wszystkie partie mówią, że to “sprawa światopoglądowa” i próbują ludziom wmówić, że jak kto nie zagłosuje, tak będzie dobrze?

To nie jest sprawa światopoglądowa, lecz sprawa podstawowych praw obywatelskich. Wszyscy mają prawo być traktowani równo w przestrzeni publicznej. Czarnoskóry ma prawo do ochrony przed dyskryminacją, niewierzący ma prawo być przez państwo traktowany tak samo jak katolik, gej ma prawo poślubić osobę, którą kocha, tak samo jak każdy heteryk.

A kobieta ma prawo zdecydować, co zrobi ze swoim własnym ciałem. Nawet jeśli tak się złożyło, że pasożyt w jej brzuchu ma ludzkie DNA (choć poza nim niewiele wspólnego z człowiekiem).

Dlaczego sumienie ustawodawców ma być ważniejsze od mojego własnego? Jeśli pan poseł uważa akty homoseksualne za grzech, to niech ich nie uprawia – ja jestem gotów zaryzykować piekło, proszę bardzo. Biorę to na siebie. Jeśli pani poseł uważa, że za aborcję idzie się do piekła, to niech sobie rodzi, ile jej się podoba – ale niech pozwoli innym kobietom zdecydować. Ich ciało, ich “dusza”, ich “sumienie”.

Ale jeśli już musi głosować przeciw, niech przynajmniej nazwie to po imieniu – ogranicza ludziom ich prawa. Nie “wyraża swojego światopoglądu”, nie “kieruje się sumieniem”. Chowa się za tymi sloganami, by nie wkurzyć wyborców. Już nawet do PiS-owców mam więcej szacunku: nazwą homoseksualną miłość “jałowym związkiem”, nazwą kupkę komórek bez systemu nerwowego “człowiekiem”, pokrzyczą, poobrażają, popsują – ale przynajmniej ze szczerą nienawiścią. Nie to co polityczni tchórze chowający swoją prawdziwą twarz pod wyświechtanym hasłem “sumienie”.

ks. Piotr Pawlukiewicz – bardzo miła nienawiść

Kategoria: Recenzje
ks. Piotr Pawlukiewicz – bardzo miła nienawiść

Księdza Pawlukiewicza bardzo lubię, choć prawie nigdy się z nim nie zgadzałem. Gdy katecheta w szkole wstydzi się gadać z uczniami o seksie, wtedy włącza im płytę z kazaniami Pawlukiewicza. On opowiada o sprawach seksu bez ogródek, ubierając je w ciekawe analogie, ozdabiając zabawnymi anegdotkami. Wydaje się być bardzo sympatyczny, otwarty i nowoczesny. Wydaje się mówić z sensem.

Wydaje się.

Czytaj dalej

Obłąkańcze tańce po krwawej łaźni

Kategoria: Refleksje
Obłąkańcze tańce po krwawej łaźni

Fronda, choć w kółko pisze o tym samym i tak samo, to ciągle potrafi mnie zaskakiwać. Wczoraj w artykule Tak geje "opłakują" w Berlinie ofiary z Monachium pojechali po berlińskiej CSD – wiadomo, że gołe dupy, że dewiacja, że przebieranki – ale największy problem widzą tym razem w fakcie, że parada odbyła się dzień po zamachu w Monachium.

Bo powinniśmy wszyscy płakać, przyodziać czarne szaty żałobne, jeszcze lepiej zaszyć się w domu ze strachu, a idealnie – wziąć karabin w dłoń i iść walczyć z wrogiem religijnym, no nie? Nie.

Sorry, ale no nie. Czy to, że ktoś umarł gdzieś w tym samym kraju, ma sprawić, że odwołamy wszystkie imprezy? W tym samym dniu zginęło na niemieckich drogach więcej osób niż w zamachu w Monachium. Tak samo jak na polskich drogach. Czy Kościół odwoła z tego powodu Światowe Dni Młodzieży?

Owszem, należy solidaryzować się z rodzinami ofiar, należy godnie uczcić ich pamięć, należy szukać sposobów na uniknięcie takich tragedii w przyszłości. Ale nie wolno się bać, nie wolno zmieniać swojego życia z tego powodu. Bo to właśnie jest celem terrorystów – jak sama nazwa wskazuje, do cholery! Oni chcą wzbudzać terror, chcą żebyśmy się bali. Jeśli poddamy się strachowi, to właśnie wtedy wygrają.

Wyobrażacie sobie, co by było, gdyby ISIS za pomocą jednego popaprańca z karabinem było w stanie odwołać przygotowywaną od roku imprezę na 750 000 ludzi w centrum europejskiej stolicy?

Berlin robi swoje, nie daje się zastraszyć. Parada była świetna. Tak, byli faceci w sukienkach (od kiedy tacy przeszkadzą katolikom?), były gołe dupy, ba, były nawet gołe kutasy. Była świetna muzyka (btw, Atemlos Heleny Fischer już trzeci rok z rzędu jest niekwestionowanym hitem CSD), były tańce, była radość, było kolorowo.

A przede wszystkim – była wolność.

Choć normalnie nigdy nie noszę makijażu, na CSD miałem umalowane oczy i paznokcie – tylko dlatego, że mogę. Nawet i taka pierdoła sprawia, że człowiek czuje się lepiej. Bawiłem się świetnie! Po sześciu godzinach tańco-marszu byliśmy tak padnięci, że ledwo trzymaliśmy się na nogach, ale też tak szczęśliwi...

Także pierdol się, Frondo. You have no power over here.

Dzięki za nic!

Kategoria: Refleksje
Dzięki za nic!

Berliński Christopher Street Day odbędzie się w tym roku pod hasłem “Danke für Nix!” – dzięki za nic. Uważam, że hasło jest przezajebiste!

Ma bowiem podwójny przekaz: ironiczne podziękowania dla polityków za lata bezczynności w kwestii praw LGBT, oraz podkreślenie, że nawet gdyby było im za co dziękować, to i tak nie ma za co – bo prawa LGBT są prawami człowieka, a równe traktowanie obywateli bez względu na płeć, kolor skóry, narodowość, orientację seksualną czy tożsamość płciową, jest czymś, co zwyczajnie się wszystkim należy.

Skoro Pride ma być dumny, to wyjdźmy na ulice z podniesioną głową i wypiętą piersią – nie tyle prosząc polityków o konkretne działania, lecz domagając się respektowania praw, na które zasługujemy!

Czytaj dalej