Obłąkańcze tańce po krwawej łaźni

Kategoria: Refleksje
Obłąkańcze tańce po krwawej łaźni

Fronda, choć w kółko pisze o tym samym i tak samo, to ciągle potrafi mnie zaskakiwać. Wczoraj w artykule Tak geje "opłakują" w Berlinie ofiary z Monachium pojechali po berlińskiej CSD – wiadomo, że gołe dupy, że dewiacja, że przebieranki – ale największy problem widzą tym razem w fakcie, że parada odbyła się dzień po zamachu w Monachium.

Bo powinniśmy wszyscy płakać, przyodziać czarne szaty żałobne, jeszcze lepiej zaszyć się w domu ze strachu, a idealnie – wziąć karabin w dłoń i iść walczyć z wrogiem religijnym, no nie? Nie.

Sorry, ale no nie. Czy to, że ktoś umarł gdzieś w tym samym kraju, ma sprawić, że odwołamy wszystkie imprezy? W tym samym dniu zginęło na niemieckich drogach więcej osób niż w zamachu w Monachium. Tak samo jak na polskich drogach. Czy Kościół odwoła z tego powodu Światowe Dni Młodzieży?

Owszem, należy solidaryzować się z rodzinami ofiar, należy godnie uczcić ich pamięć, należy szukać sposobów na uniknięcie takich tragedii w przyszłości. Ale nie wolno się bać, nie wolno zmieniać swojego życia z tego powodu. Bo to właśnie jest celem terrorystów – jak sama nazwa wskazuje, do cholery! Oni chcą wzbudzać terror, chcą żebyśmy się bali. Jeśli poddamy się strachowi, to właśnie wtedy wygrają.

Wyobrażacie sobie, co by było, gdyby ISIS za pomocą jednego popaprańca z karabinem było w stanie odwołać przygotowywaną od roku imprezę na 750 000 ludzi w centrum europejskiej stolicy?

Berlin robi swoje, nie daje się zastraszyć. Parada była świetna. Tak, byli faceci w sukienkach (od kiedy tacy przeszkadzą katolikom?), były gołe dupy, ba, były nawet gołe kutasy. Była świetna muzyka (btw, Atemlos Heleny Fischer już trzeci rok z rzędu jest niekwestionowanym hitem CSD), były tańce, była radość, było kolorowo.

A przede wszystkim – była wolność.

Choć normalnie nigdy nie noszę makijażu, na CSD miałem umalowane oczy i paznokcie – tylko dlatego, że mogę. Nawet i taka pierdoła sprawia, że człowiek czuje się lepiej. Bawiłem się świetnie! Po sześciu godzinach tańco-marszu byliśmy tak padnięci, że ledwo trzymaliśmy się na nogach, ale też tak szczęśliwi...

Także pierdol się, Frondo. You have no power over here.

Dzięki za nic!

Kategoria: Refleksje
Dzięki za nic!

Berliński Christopher Street Day odbędzie się w tym roku pod hasłem “Danke für Nix!” – dzięki za nic. Uważam, że hasło jest przezajebiste!

Ma bowiem podwójny przekaz: ironiczne podziękowania dla polityków za lata bezczynności w kwestii praw LGBT, oraz podkreślenie, że nawet gdyby było im za co dziękować, to i tak nie ma za co – bo prawa LGBT są prawami człowieka, a równe traktowanie obywateli bez względu na płeć, kolor skóry, narodowość, orientację seksualną czy tożsamość płciową, jest czymś, co zwyczajnie się wszystkim należy.

Skoro Pride ma być dumny, to wyjdźmy na ulice z podniesioną głową i wypiętą piersią – nie tyle prosząc polityków o konkretne działania, lecz domagając się respektowania praw, na które zasługujemy!

Czytaj dalej

Picco – Golfy PHP framework

Kategoria: Projekty
Picco – Golfy PHP framework

Code golf is a type of recreational computer programming competition in which participants strive to achieve the shortest possible source code that implements a certain algorithm. [source]

Picco is a tiny PHP web framework that only takes ~2,5 kB of space and has no dependencies on other libraries, while still providing quite a lot of features, being extensible and reasonably easy to use.

picco.avris.it

Pokémon Go sucks! (for now)

Kategoria: Recenzje
Pokémon Go sucks! (for now)

Yeah, yeah, it's a nice idea (not theirs though, it's based on Ingress), it gets people out of their homes, it makes them excercise, explore the world... It's all fine. But on the other hand, this game annoys me so much that I've already given up on it after just three days of playing. Why?

  • It's buggy, unresponsive and slow. Servers fail every couple of minutes, sometimes during a battle or just before catching a rare pokemon.
  • It drains battery and data transfer as hell.
  • It doesn't work in the background. You could walk a hundred kilometers and not hatch a single egg, if you don't have the app active during all that time. You have to prevent your smartfone from locking the screen, you cannot just put it in your pocket, you cannot switch to a different app... 
  • Right, there is a battery saving mode (when your phone is upside down, the screen blacks out and doesn't react to touch), which is not a perfect solution, but good enough. If it worked... My Samung A5(2016) seems to have a gyroscope, all the other apps know the smartphone's orientation, but Pokémon Go strangely does not.
  • And for that reason the Augmented Reality mode doesn't work for me either.
  • Even if it did, the only AR interaction with your pokemon is catching them. Kinda boring... And the pokemon isn't really interacting with the world, it's just a plain overlay over random objects in front of your camera.
  • No one on one battles? No trading with friends? Boring...
  • Do you have any idea, which pokemon are Bisasam, Glumanda or Schiggy? Probably not. Those are the German names for the three starters. All the names are different in German. And that's annoying as hell. Luckily there's a simple fix for that: just change the language of your entire system! Oh, fuck you!
  • Although it made me more aware of my surroundings at first ("wow I had no idea that particular relief was anyhow important!"), I quickily turned into a smombie (smartphone zombie, i love that word). Because when you encounter two pokemon at once while being near to a poke station and also in quite a hurry, then you simultainously walk, catch pokemon and pray that the servers don't fuck up. Awareness of the surroundings? Next to none involved.

There's so much more not to like that game for... But those reasons above were enough for me. It sucks.

I know it's not even officially released here yet, I know it's still a young project, so hopefully, it will get better soon. But until then – I'm out.

Większość świata się myli

Kategoria: Refleksje
Większość świata się myli

Ludzie wierzący lubią “udowadniać” słuszność swojej wiary tym, że... jest ich dużo. Jak to na przykład ujęto w artykule, z którego się ostatnio śmiałem: “Osoba twierdząca stanowczo, że nie ma Boga, musi zignorować najgłębsze odczucia niezliczonej rzeszy ludzi, którzy są przekonani, że Bóg jest.”

Jakkolwiek niezliczona byłaby ta rzesza, liczebność wyznawców nie ma nic wspólnego z prawdziwością wyznania. Inaczej Ziemia musiałaby zmienić swój kształt i ruch względem Słońca tylko dlatego, że ludzkość zmieniła zdanie w tej kwestii.

Ale nawet gdyby uznać, że prawda podlega głosowaniu, nawet wtedy religie są od niej dalekie.

“Aż miliard ludzi wierzy w tego samego boga co ja” może i brzmi fajnie, ale przecież oznacza też, że pozostałe sześć miliardów wierzy w innego (albo inną, albo innych, albo żadnego).

Wszystkie większe religie są ze sobą wzajemnie sprzeczne, a więc co najwyżej jedna z nich może być prawdziwa. Co oznacza, że którakolwiek by to nie była (jeśli jakakolwiek), to i tak większość świata się myli.

Czyżby bóg był tak wredny, by zdecydowaną większość swojego ukochanego stworzenia skazywać na wieczne męczarnie za tę pomyłkę?

 

Zobacz też:

więzi

Kategoria: Poezja

aby związek wiązał
nie więził

Chapeau Bas, teolodzy!

Kategoria: Refleksje

"Bóg jest miłością" (1 J 4, 8)

"Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego" (1 Kor 13, 5)

"Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (...), ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia" (Wj 20, 5)

Teologia to doprawdy fascynujące ćwiczenie umysłowe. Ileż to przebiegłości i niedbałości intelektualnej trzeba, by wmówić ludziom, że Bóg=Miłość jest jednocześnie zazdrosny i niezazdrosny, jednocześnie skromny i zaborczy, jednocześnie gniewny i łagodny, jednocześnie pamięta zło i go nie pamięta.

Chapeau Bas!

Referenda

Kategoria: Refleksje
Referenda

Brytyjczycy po to wybrali swoich przedstawicieli, by ci podejmowali za nich trudne decyzje. Nie każdy musi się znać na ekonomii, nie każdy musi się orientować w skomplikowanych relacjach politycznych między państwami.

Większość nie podejmie dobrej decyzji tylko dlatego, że jest większością!

Bo że wybrali koszmarnie, nie trzeba przekonywać nawet tych, którzy głosowali za wyjściem. Google Trends notuje ogromny wzrost zapytań o to, czym w ogóle jest UE. Kurs funta i ceny akcji lecą na łeb na szyję. Szkocja znów chce niepodległości. Nawet liderzy ruchu pro-brexit szybciutko wycofują się ze swoich obietnic. Wielka Brytania z dnia na dzień stała się Małą, a Zjednoczone Królestwo – Podzielonym.

Referendum fajnie jest obiecać. Ludzie się ucieszą, że mają coś do powiedzenia, czują się wysłuchani, i chętniej zagłosują na twoją partię. Ale to nie znaczy, że referendum zawsze jest dobrym pomysłem.

Warto ludzi spytać, czy chcą przystąpić do jakiejś organizacji, bo wtedy powierzają jej część swojej suwerenności i opowiadają się za określonym systemem wartości. Ale gdy już w niej są, gdy wzajemne więzy zdążyły się znacznie zawęzić i skomplikować, gdy od tej organizacji zależy znaczna część ich gospodarki, a konsekswencje wyjścia mogą być katastrofalne, wtedy nie można stawiać przyszłości całego państwa na pastwę populistów, a decyzji zostawiać ludziom, którzy na tych sprawach zupełnie się nie znają (i mają święte prawo się nie znać)!

Od tego jest rząd, by rządzić. Rozpisanie referendum przez Camerona było czysto polityczną zagrywką i, jak się okazuje, idiotycznym posunięciem, które już mu zniszczyło karierę, a wkrótce może zniszczyć całe UK.

Błędem nie było to, że ludzie zagłosowali, nie wiedząc, za czym głosują. Błędem nie było to, że starzy młodym “ukradli przyszłość”. Błędem było to, że referendum w ogóle się odbyło.

Tak samo jak na przykład to w Irlandii, w którym zdecydowano o wprowadzeniu równości małżeńskiej. Choć cieszy mnie wynik, to nie mogę się zgodzić, że było ono potrzebne. Bo prawa człowieka nie powinny podlegać głosowaniu. Referendum w sprawie zniesienia niewolnictwa byłoby kuriozum, prawda?

The EU is a bureaucratic monster!

Kategoria: Refleksje

“The EU is a bureaucratic monster!”

Well, it should be. It manages to connect 28 really different countries, with different legal orders, different economies, using 24 official languages and 11 currencies; plus a couple of loosely related countries (Norway, Switzerland, Vatican etc.); plus a shitload of dependent territories. What it does is amazing!

How else would you like to join all of those countries and territories, minding all the complicated relations and conflicts of interests, if not by having a massive bureaucracy? You need something bigger than a shovel, if you want to build a skyscraper!

Not only did the EU manage to somehow overcome those differences, but for the first time in history it brought peace to Europe for such a long time. Instead of resolving conflicts with bloodshed, we finally do it with diplomacy, negotiations and compromise.

So, Britain, stop being so cocky, bossy and possessive. You're not too good for the EU, you're not as special as you think. Your colonial approach to foreign policy is hurtful and obsolete. You don't always have to rule. Start being humble, a part of something bigger and better. Appreciate what EU does for you and all the other Europeans.

#remain

Berlin for Orlando

Kategoria: Refleksje
Berlin for Orlando

Nieczęsto widzę Tomka płaczącego... To czuwanie było cholernie wzruszające, lecz nie przygnębiające. Wręcz przeciwnie: radosne, kolorowe, podnoszące na duchu.

Ludzie przyszli tam tacy, jakimi są. Drag, trans, z dziewczyną, z chłopakiem... Tęczowi, radośni, otwarci. Nie pozwolili, by jakiś homofob z karabinem cokolwiek w nich zmienił.

Przyleciał do Berlina chłopak z Orlando, który stracił w zamachu swoich bliskich przyjaciół. Po tym, jak jego własna rodzina go odrzuciła, to Pulse stał się jego domem. W tym klubie znalazł swoją nową rodzinę; tydzień temu musiał patrzeć, jak umiera. A ja swoją rodzinę ciągle mam szczęście trzymać za rękę...

W tekście jednej piosenki, którą dwie dziewczyny napisały specjalnie dla ofiar Orlando, był fragment "so if you're still alive, put your hands up". A ja nie mogłem ich podnieść, nie mogłem klaskać. Bo trzymałem w nich zdjęcie jednej z ofiar. Tak samo jak Darryl i 48 innych nie mogą już tego zrobić.

Choć nikogo z nich nie znałem, poczułem się, jakbym to ja zginął.

Przemawiał też ambasador USA w Berlinie. Przypomniał, jak jeszcze rok temu Berlin świętował podczas CSD amerykańską równość małżeńską. A dziś razem opłakujemy ofiary terroru w Ameryce. Choć to drugi koniec świata, ta rodzina zawsze jest razem.

Z tym tłumem, choć prawie nikogo tam nie znałem, czułem się jak z rodziną.

Ten tłum dodaje sił.

Brama Brandenburska jeszcze nigdy nie była taka piękna :) 


Ten baner mówi: "Wszyscy sprzeciwiający się równym prawom są współwinni".

Bo zamachowiec nie żył w społecznej próżni.

Jego czyn jest skutkiem dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. Jeden powie "ci mają prawo brać ślub, a tamci nie", inny powie "ci mają prawo wychowywać dzieci, a tamci nie". Zamachowiec tylko poszedł krok dalej i powiedział "ci mają prawo żyć, a tamci nie".