Show previous entries…


kobieta – jakże by inaczej
któż inny by się podjął
tak niewdzięcznej roboty

czarnej roboty
jak krew napełniająca
ranę tych, co pozostali

lecz jakże zgrabnie
rozdziela dwa światy
ciała i ducha

dar zsyła z niebios
wysyła do niebios
uwalnia z klatki
jedyna na świecie
co nas zrównuje

ja, wśród nielicznych
krzyczę radośnie:
viva la muerte!

Step jest wielki jak ocean.
Adaś słucha Litwy.
Nic nie słyszy.
(Może dlatego że to daleko?)

Jest morze, statek, burza.
Statek tonie.
Ludzie mdleją, żegnają, modlą.
Adaś nie mdleje, nie żegna, nie modli.

– Ale tu jest zajebiście!
– E tam, zwykła góra...

Jest miasto.
Jest zniszczone.

Choćby tu było najzajebiściej,
to i tak Litwa jest zajebiściejsza.
Bo tam jest Ona. I bo to Ojczyzna.

– Nie patrz w dół!
– Och jejku, spojrzałem...

Jest skała, są fale.
Horacy miał rację.

To taki dobry chłopiec był!
Problemów nie robił
A i w szkole prymus
Rodzice musieli być dumni!

To taki dobry chłopiec był!
Och tak, ponoć mało pił...
A palić – nie palił wcale
Dlaczego musiał tak nagle...?

To taki dobry chłopiec był!
Przystojny całkiem...
Ach, te niebieskie oczy...
Dziewczyny po nim zrozpaczone!

To taki dobry chłopiec był!
I do kościoła chodził
I innym pomagał
Jakże mało dziś takich jak on!

To taki dobry chłopiec był!
Kto by mógł pomyśleć
Że on tak młodo
Odda ducha...

Na pożarcie szatanowi.
Że tak z dnia na dzień
Pedałem zostanie, tfu...
A taki dobry chłopiec był!

Dali mu do pokochania Szymborską,
(odkochując niemyślnie!)
kazali móc
dać radę

A ten siedzi w sąsiedztwie tego, co powinien
w centrum jednak mając, co bluźniercze
nagminnie bawi się w poetę
bezczelnie bazgrze epopeję
o radzie nadzorczej życia

Usilnie zerka, czy aby elektroniczni przyjaciele
zachcieli obdarzyć
desperata atencyją
i tęskni
do próśb o radę

Leży
Nie dawszy rady, umiera

na świecie jest sześć miliardów światów
a w centrum każdego jest jakieś ego
coś w tym złego? dziwnego?

to najmojsze ego kocha właśnie jego
tak przynajmniej ośmiela się twierdzić
czyż nie przesadza?

czyż oddałbym cośkolwiek ponad trochę
dla szczypty jego szczęścia?

poświęcę może? siebie? czy jego?
cóż większe? moja mojość? jego jegość?
moja jegość? jego mojość?

ja nie wiem i nie wiem

on stary, daleki, zajęty

i kochany
i duchem mój

więc trzymam się tego
jak zbawiennej poręczy

uparcie odmawia przyjęcia płynów wszelakich
uparcie odmawia przyjęcia płynów hamulcowych
uparcie odmawia przyjęcia weselnego
uparcie odmawia różaniec
uparcie uparł się
uparcie ma parcie
na szkło

chwycony w zachwycie
marketingowym
śpi smacznie
śmi spać nie
chłyta chłystka

a imię jego będzie
cezary cezary
czarek
czaruś
czarujący
czarodziej
rozczarowany

Nie widziałem Cię ze dwa miesiące.
I co? Jestem trochę bledszy? Bardziej śpiący?
Tak... Przeżyłem wieczność bez powietrza...

Biegniesz w podskokach. Głos Ci się łamie.
A ja nie biegnę, bo mi radość zakręciła w głowie.
Wybitnie rozproszony chłonę Twą obecność.

Już nigdy więcej.
Nie wytrzymam kolejnej wieczności.
Teraz, gdy na nowo się w Tobie zakochałem.

Chcę każdą chwilę przeżyć z Tobą.
Chcę robić z Tobą takie rzeczy,
Że tutaj nie wypada nawet o nich myśleć.

Eksploduję z tęsknoty.
Teraz, gdy na nowo się w Tobie zakochałem.

O, jakże pragnę
zamknąć się w bańce nieskończonej muzyki
i pokazać całemu światu że mam go głęboko
w odmętach odbytu.
Nie pragnę wiele.

O, jakże pragnę
symbiozy całkowitej
by On we mnie, ja w Nim
by On tylko dla mnie, ja tylko dla Niego
by zawsze razem
by jak jedno ciało
i jak jedna dusza
by tylko On
On jeden
sam jeden
jeden tylko!
Nie pragnę wiele.

Szumiący orgazm dla uszu
Dobija się
Brzęczy
Brzmi
Mi
Co w samym centrum lata
Wylegiwuję
Wsłuchuję
Chuje
Je
I nie ma zbyt bardzo
Wygładzam
Gładzę
Zaiste
Te

Byłeś
chrapliwym pocałunkiem trędowatej
kochanki hadesa, gnijącym mięsem
brutalnie wyrwanym z kontekstu ciała

Cuchnąłeś
dymem zakrytym niechlujnie
tanim litrem stęchłych perfum

Rozłożyłeś
nas i siebie po obrzeżach łajna
wyprowadziwszy nas na żydowce

Zabiłeś
teraz patrzysz tępym narządem wzroku
wybitnie zajęty robieniem niczego

Być niezrozumianym – oto jego los.
Los? Czy cel? Cel życia?
Być niezrozumianym – to być nieszczęśliwym.
To źle? Czy dobrze?
Być nieszczęśliwym – to powód, by się zabić.
Stracić sens? Czy go zyskać?
Odnaleźć szczęście swe w nieszczęściu.
Szukać bezsensu w sensie.
Jak Człowiek Bez Imienia.
Wikłać się w sen błędny.

Żyjemy wbrew prawu
Wbrew wszelkim regułom prawdopodobieństwa
Wszyscy
Od ameby
Przez karakala
Po baobab

Choć tyle stoi nam na przeszkodzie
(Na czele z pozostałymi nielegalnymi)
To my upacie dajemy radę

Ach, jakie to piękne!

Głęboko wierzę w życie dozgonne
I chwała za to dowodom empirycznym

Głęboko wiem, że bez śmierci nie ma życia
I chwała za to Darwinowi

Bo gdyby nie śmierć, byłbym dziś co
Najwyżej nieśmiertelną protobakterią

Głęboko gardzę infantylnym strachem
Przed końcem niestrasznym i nieuniknionym

Bo wszystko co martwe, kiedyś żyło
A wszystko co żywe, kiedyś umrze

Głęboko zacieszam że nas ona czeka
Stęskniony równości, wolności i spokoju

A na strach nie ma czasu
Bo czasu nie ma

Czynię z życia cierpliwe umieranie
Żyję, a więc muszę minąć
Minę, a więc to jest piękne

Na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza “Krzyżacy”. Styl i wersja wydarzeń wg kartkówek uczniów gimnazjum. Ortografia poprawiona.

Continue reading…
(~2 min read)

taka zabawa słowami, aby znaczyły więcej niż znaczą

Raptem jedna trzysetna punktu potrójnego wody
Tyle co nic
Jajka by nie zagotowało
Ale mózg tak
Fuck

Nie być.
Nie mieć.
I tam będzie szczęście.

Świadomy praw i obowiązków
Wynikających z oddania ducha
Uroczyście oświadczam
Że nikomu nic nie oddam

i chuj

Przecież nikt nic nie ma
Niczego mu się aż przelewa
Więc po co mu jeszcze więcej?

Nawet siebie nie
Bo przecież mnie nie ma
A nawet jak jestem
To przecież nie swój

Cały tego, którego kocham
Od stóp do głów
Od skóry po duszę

i tyle

mam taki plan:

wybrać się na drugi koniec świata
i rozpętać tam pokój

tak w imię zasad

w imię wolności
rozwolnić ich

rozpałętać pokój
i przy okazji coś sobie na tym
charytatywnie zarobić

a potem muszę tylko pilnować uważnie
by państwo dotknięte pomocą humanitarną
nie dało rady
wyzwolić się spod mej opieki

drzewa gubią gałęzie
chyląc widoku oknom
skarby tracą włosy
głowy gubią czapki
oczom ginie plastik
kartkom znika istnienie
w kałużach szczęśliwości
powiewa wiatr słoneczny
wolności i radości
tam Ona
choć krokiem ociężałym
choć głosem zziębłym
to rozpaczliwie nadchodzi

Wyrzucasz szlamy na powierzchnię
świadomości
Otwierasz oczy na potęgę
niezręczności
Rozdzierasz rany na strzępy
godności
Przesalasz kipiącą zupę
sumienności
Za miesiąc ci podziękuję
i przeproszę
Lecz teraz proszę: wypierdalaj
w Karkonosze

Hej...

To ja z przeszłości...
Jak bardzo przepierdoliłeś najdłużsiejsze wakacje w życiu, co?
Masz wreszcie więzi zamiast związków? Zacząłeś istnieć?
Jesteś szczęśliwy? Bądź, proszę...

Twój były Ja.

raduj się, córo Mikołaja!
ciesz się i wesel, synu Śnieżynki!
niechaj zabrzmią dzwoneczki
głoszące nadejście świętych Świąt!
albowiem Czerwony Krasnal jest blisko,
raz jeszcze powiadam: radujcie się!
jak mówi pismo: nie będziesz odpoczywał
dnia świątecznego, lecz będziesz
Biegał, Skakał, Latał, Pracował
Piekł, Gotował, Sprzątał, Pakował
zaprawdę powiadam wam:
czuwajcie i módlcie się.
módlcie się, aby był Śnieg,
bo czymże są Święta bez Śniegu?
zaprawdę czuwajcie i czekajcie.
nie przegapcie Prezentów!
zaprawdę Grzeczni bądźcie,
bo Prezentów w ogóle nie będzie.
lecz wiedzcie, że łaskę swą okaże
Pan Krasnal tym, którzy Go oglądają
w Reklamach, i w Filmach, i w Sklepach,
i tym, którzy się za niego przebierają.
on to zszedł na ziemię by Kolędy jej przynieść,
zastępem Reniferów otoczony.
Kolędy o Dzwoneczkach, Prezentach,
Śnieżynkach, Lampkach, Choinkach.
drzewkach zielonych, co są zielone,
i się zielenią na zielono. daj jednak biednemu
miejsce puste, by siadł i jadł.
atoli bez krzesła, albowiem i tak
nie przyjdzie

mironczarniom

intensywnie siedząc
knę rado
śnie na matę.
nim wyżżę senszsłów
sen już zmorzy
chaos śnię
męczę się


Load more entries…