Głośno się zrobiło ostatnio o projekcie konstytucji według PiS, więc wreszcie się spiąłem i zabrałem za przejrzenie jego treści. Tak tylko poglądowo, bez dogłębych analiz (bo ani czasu, ani ochoty, ani przede wszystkim kwalifikacji do tego nie posiadam). I parę kwiatków udało mi się tam wypatrzeć.

Znalazłem dwa projekty konstytucji, z różnych lat:

Pierwsze, co rzuca się w nich w oczy, to jawne wprowadzenie państwa wyznaniowego. Preambuła nie tylko zaczyna się od “W imię Boga Wszechmogącego”, ale wręcz udaje, że nie istnieją obywatele w niego nie wierzący. Znika fragment o ludziach “nie podzielających tej wiary, a uniwersalne wartości wywodzących z innych źródeł”, a całość brzmi bardziej jak akt zawierzenia jakiemuś niepokalanemu sercu, niż jak akt prawny cywilizowanego kraju. No ale w końcu jak ktoś nie katolik, to co z niego za obywatel, nie?

Obecnie wszystkie konstytucyjne roty przyrzeczeń mają zastrzeżenie, że można do nich dodać “Tak mi dopomóż Bóg”. W państwie PiS-u będzie ociupinkę inaczej: rota zawiera wezwanie do boga, ale ustawodawca łaskawie pozwala je pominąć. Ufff...

No i religia w szkołach jest gwarantowana konstytucyjnie. Aż chce się krzyknąć: Hurra! Indoktrynacja prawem człowieka!

Ale zostawmy bozię i zajmijmy się osobami, które naprawdę istnieją. Na przykład kobietami.

PO straszy, że PiS chce usunąć z Konstytucji równość płci. Tymczasem zapis “Wszyscy ludzie są równi wobec prawa i mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.” znajduje się w obu wersjach PiS-owskiego projektu. Kobieta też ludź, a ludź ludziowi równy. Czyli nie jest tak źle.

Choć dobrze też nie jest. Bo wprawdzie w starszym projekcie Konstytucji znajdował się osobny punkt, który wprost mówił o prawach kobiet i gwarantował im równość nie tylko w relacjach z władzą, ale i np. pracodawcą, to jednak już w nowej wersji ustawy punkt ten tajemniczo zniknął. Dlaczego?

W 2005 roku PiS proponował zapis “Każdy człowiek ma prawo do ochrony życia i integralności cielesnej.”, pięć lat później natomiast zmienił go na swoje słynne “Każdy człowiek ma prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci.”

LGBT też z czasem lubią coraz mniej. W starszym projekcie wymieniają wśród najważniejszych zadań RP “opiekę nad małżeństwem jako związkiem kobiety i mężczyzny” – czyli równie dwuznacznie jak w obecnej Konstytucji: chronimy małżeństwa dwupłciowe, ale nie wspominamy o żadnych innych związkach – natomiast w projekcie z 2010 roku mamy już jednoznaczny środkowy palec w stronę tęczowych obywateli: w jednym punkcie zaznaczają wyraźnie, że małżeństwo jest wyłącznie związkiem K+M, a w drugim, że “Władze publiczne nie regulują spraw par niemałżeńskich ani nie prowadzą ich ewidencji”. Czyli związki partnerskie też absolutnie nie wchodzą w grę. Milusio.

“Niedopuszczalne jest ponowne prowadzenie postępowania karnego przeciwko tej samej osobie o ten sam czyn, jeżeli uprzednio zostało ono prawomocnie zakończone w postępowaniu sądowym.” – hurra, tak bardzo Ameryka! Uniewinniliśmy kogoś z braku dowodów, ale pięć lat później mamy na tyle rozwiniętą technologię żeby jednak udowodnić jego winę? Kit z tym, morderca ma być na wolności, bo tak. Miodzio!

“Zaszczytnym obowiązkiem obywatelskim jest obrona Ojczyzny. Zakres obowiązku służby wojskowej i sposób jej odbywania określa ustawa.” – pierdolcie się. Umieranie za wasze interesy to żaden zaszczyt. A obowiązkowe wysyłanie do koszar czy na front jest w jawnej sprzeczności z prawem do wolności osobistej i do życia. Po prostu pierdolcie się.

Swoją drogą, twórcy tych projektów Konstytucji lubią w nie wrzucać slogany, tak jakby były zapisami normatywnymi. “Zaszczytnym obowiązkiem obywatelskim jest obrona Ojczyzny.” – tak tak, ustawą wprowadzić zaszczytność! Albo: “Własność zobowiązuje.” – ehe, serio jest tam takie zdanie. No bo wiecie, trzeba zarządzić zobowiązywanie własności. Kiedyś własność nie zobowiązywała, ale PiS wprowadzi zapis, więc już będzie zobowiązywała! Prawnik ze mnie słaby, ale mam wrażenie, że tak się prawa nie pisze...

Tak samo: może ja się nie znam, ale jak się wymienia jeden po drugim źródła prawa, to raczej te wcześniej wymienione są ważniejsze od tych, które są później. Jeśli tak właśnie jest, to PiS-owska Konstytucja zakłada, że ratyfikowane umowy międzynarodowe są mniej ważne od aktów prawa miejscowego! A co, Gmina Pierdziszewo nie będzie się słuchała jakiejś tam Unii!

Kandydatura na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej wymaga poparcia przez:

1) co najmniej 300 osób pełniących funkcję publiczną pochodzącą z wyborów bezpośrednich oraz co najmniej 100 tysięcy obywateli polskich posiadających prawo wybierania lub

2) co najmniej 300 tysięcy obywateli polskich posiadających prawo wybierania.

Hermetyzujmy bardziej politykę, a co! Trudno jest zebrać 100k podpisów, a co dopiero 300k, więc de facto zapis ten doprowadzi do stanu, gdzie będziemy mogli wybierać władzę tylko spośród ludzi... popieranych przez władzę. Demokracja tak bardzo!

No i jeszcze referenda: aby były wiążące, wystarczy frekwencja 30%. Czy muszę tłumaczyć, jak bardzo zły i niedemokratyczny jest to pomysł?

A prezydenci dostaną dożywotnią ciepłą posadkę:

Osoba, która w przeszłości sprawowała urząd Prezydenta Rzeczypospolitej na podstawie wyborów bezpośrednich, wchodzi z urzędu w skład Senatu (...)

A na deser jeszcze mała, niespecjalnie istotna pomyłka: “prezes i wiceprezesi Naczelnego Sądu Najwyższego”. Ups ;-)

W imię Boga Wszechmogącego, niech oni nie rządzą...