Kiedy ostatnio naskrobałem parę słów na ich temat w poscie Nad Dziesięcioma Przykazaniami, zapomniałem o bardzo ważnej sprawie. Rozważyłem tylko pierwsze dziesięć z nich, zupełnie ignorując fakt, że tuż po nich znajduje się jeszcze cała długaśna lista wielu wielu innych. Zupełnie jak jakiś katolik się zachowałem...

A wystarczy otworzyć Księgę Wyjścia rozdział 20 i nie kończyć lektury od razu na 17. wersecie. Tam się dopiero zaczynają ciekawe smaczki! Nimi właśnie chciałbym się teraz podzielić w luźnym i pobieżnym przeglądzie Prawa Mojżeszowego.

Bardzo istotne spostrzeżenie z lektury: Nie ma żadnej przerwy między dekalogiem a resztą przytoczonych tu nakazów Boga. To jest jedna całość. Jahwe wezwał Mojżesza na górę Synaj, zaczął mówić, i mówił, i mówił, i mówił... W tym czasie lud stał na dole i panicznie się bał, o czym autor tekstu robi wtrącenia. I tyle. W tej historii per se nie ma nic, co mówiłoby współczesnemu czytelnikowi, że Dekalog jest czymś zupełnie odrębnym od tych wszystkich niedorzecznych praw które następują po nim. Żadnej podstawy, by Dekalog miał chrześcijan obowiązywać, ale reszta to już nie...

Na początku “reszty przykazań” mamy szczyt narcyzmu Elohima (ach czyż to nie było oczywiste?) wyrażony w nakazie składania mu krwawych ofiar ze zwierząt. Krwawe ofiary całopalne! Cóż za piękna zasada moralna! Swoją drogą fragment ten jest sprzeczny z Iz 1, 13-17, gdzie Jahwe mówi, że zbrzydły mu ofiary jego ludu i krew na ich rękach... No chyba że “wieczny i niezmienny” zmienił zdanie, hm...

Bardzo istotne jest też dla Jahwe to, by przy jego ołtarzu nikt, choćby przypadkiem, nie odsłonił swej nagości. Jak widać szczerze nienawidzi on nagości. Mam hipotezę. Może to dlatego, że Adam i Ewa po zjedzeniu zakazanego owocu zawstydzili się i zakryli? Bóg nie mógł ich więcej podglądać, więc strzelił focha i od teraz nienawidzi naturystów?

Następny fragment jest w Biblii Tysiąclecia opisany śródtytułem “Prawo rodzinne”. A mówi o niewolnikach. Tak właśnie. Oznacza to albo że Izraelici traktowali swoich niewolników jak rodzinę, albo po prostu redaktorzy BT znają się na stosowaniu eufemizmów. Nie wiedzieć czemu, obstawiam to drugie...

Fragment ten pokazuje też dwa bardzo ważne podziały: Żydzi kontra goje oraz mężczyźni kontra kobiety. Wszystkich traktuje się inaczej. Żyd jest bardziej ludzki niż goj, więc nawet jeśli jest niewolnikiem, to trzeba go po sześciu latach uwolnić. Kobieta nie jest człowiekiem, lecz przedmiotem, a tym bardziej jeśli nie jest wolna.

Potem zaczynają się kary śmierci. Za pobicie ze skutkiem śmiertelnym – no spoko. Podstępne zabójstwo – ok. Porwanie – spoko. Podniesienie ręki na rodzica – yyy...? Serio?

Brutalne bicie niewolników nie jest wg Boga niczym złym. No chyba że z tym przesadzisz i umrą.

Za byle uderzenie matki jest aż śmierć, ale już za antylajfowe spowodowanie poronienia jest tylko grzywna. Ruchy pro-life raczej nie są zadowolone z takiej biblijnej pobłażliwości wobec tak wielkich zbrodni! A nie, wróć. Nie “nie są”, lecz “nie byłyby”. Gdyby chociaż wiedziały, co jest w ich książce.

Dalej mamy słynne szczyty absolutnej, wiecznej, ponadczasowej moralności: “oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę, oparzenie za oparzenie, ranę za ranę, siniec za siniec”.

Księża mi zawsze powtarzali że zwierzęta nie mają duszy, a tylko instynkt. Co chyba implikuje, że nie powinny ponosić odpowiedzialności za swoje czyny, prawda? Otóż nie, wg Biblii jeśli wół kogoś pobodzie na śmierć, trzeba zwierzaka ukamienować. Słodko!

Dalej mamy prawo rzeczowe, nudne jak flaki z olejem. Uderzająca jest jego kazuistyczna szczegółowość (jak zresztą i całej reszty Prawa). Nie zazdroszczę uczonym w Piśmie, mieli cholernie dużo bzdur do znania... Uderzające jest też to, że większość z tych praw nie ma współcześnie żadnego odniesienia w rzeczywistości. Pasują wyłącznie do koczowniczego trybu życia i gospodarki opartej na rolnictwie. Ale i tak zdają się być równie ważne co Dekalog.

Włamywacza można bezkarnie zabić w swoim domu (całkiem słusznie), ale jest haczyk – tylko w nocy. Bóg sam jeden raczy wiedzieć dlaczego tak...

Za seks przedmałżeński, o dziwo, nie ma śmierci. Jest tylko przymusowy ślub.

Według Boga czary istnieją, a czarownice mają moc. I dlatego trzeba je zabić. “Nie pozwolisz żyć czarownicy”.

Potem mamy miłą niespodziankę – trzeba być w porządku wobec cudzoziemców, wdów i sierot. Nie rozgłaszać fałszywych plotek. Nie mieć względu na bogatych. Pomagać osłom. Nie osądzać niesprawiedliwie. Jak milusio.

Lichwa jest zakazana. Pośród Żydów. Od gojów można ciągnąć ile się chce.

Dalej mamy rok szabatowy i ustanowienie trzech świąt, których niemal żaden chrześcijanin wcale nie obchodzi.

“Nie będziesz gotował koźlęcia w mleku jego matki”.

O, i dopiero tutaj seria przykazań się kończy. Kończy się wylistowaniem wszystkich narodów, które wkrótce mają zgładzić Izraelici, a także wszystkich obietnic, których Jahwe nigdy nie spełnił: “Oddalę od ciebie wszelką chorobę. Żadna kobieta w twoim kraju nie będzie miała przedwczesnego porodu i żadna nie będzie bezdzietna”, “Sprawię, że będą uciekać przed tobą wszyscy twoi nieprzyjaciele”.

Ech... Ciekawsze są te przykazania, niż się ich uczy na katechezach, prawda?