modlitwa

... i żebym potrafił kochać jak Małgorzata Mistrza. Amen.

W tym tygodniu przypada jubileuszowa, setna rocznica objawień fatimskich – wydarzenia szczególnie mi bliskiego, z racji tego, że moją dawkę indoktrynacji religijnej otrzymałem w parafii, w której ( łamiąc drugie przykazanie) czci się figurkę Matki Boskiej właśnie Fatimskiej, i to na dodatek takiej, której sam Ojciec Nieświęty raczył włożyć koronę na głowę.

Ciężko zatem jest mi oprzeć się pokusie, by wykorzystać tę piękną okazję do cofnięcia się do dawnych lat i spojrzenia na bajki z dzieciństwa nowym, sceptycznym okiem. Ile w nich prawdy i niezwykłości?

Continue reading…

Jest taka metoda szukania błędów w kodzie, polegająca na tym, że programista opowiada gumowej kaczuszce (lub innemu przedmiotowi), co dany kod robi, linijka po linijce.

Continue reading…

Uwielbiam piosenki, które wcale nie są o tym, o czym się wydają że są...

Continue reading…

Odkąd tylko pamiętam, szczerze nienawidziłem różańca. Jak wierzący bym nie był, jakoś nigdy nie potrafiłem dostrzec jego “piękna” i “mocy”, o których mnie uczono. To modlitwa tak nudna, żmudna i jednostajna, tak daleka od zwykłego ludzkiego kontaktu czy jakiejkolwiek bliskości, że zwariować można...

Nie wyobrażam sobie budować relacji z przyjacielem za pomocą powtarzania mu aż do znudzenia w kółko tych samych formułek. Ba, jakichkolwiek fomułek. Ja klepię puste słowa, a mój przyjaciel milczy – cóż to za przyjaźń? Cóż to za relacja?

Continue reading…

Dawno dawno temu lubiłem sobie dzielić modlitwę na trzy części: proszę, dziękuję i przepraszam. Wydawało mi się to takie piękne i mądre... Najpierw biję się w piersi i błagam Boga o przebaczenie, potem już z czystszym sercem wychwalam jego nieskończoną miłość i dobroć, a na koniec pokornie proszę Go w swoich intencjach. Podobny układ ma zresztą msza święta – Kyrie, Gloria, Orate frates...

Ale to było dawno temu. Teraz troszeczkę inaczej podchodzę do modlitwy. Z tych trzech części zostało jedynie “dziękuję”. Dlaczego?

Continue reading…

Modlitwom za Bobbiego

Eli! – krzyk szeptem
. . .
Przenapięte muskanie blatu
Przebrutalne głaskanie firanki
Nienawistne spojrzenie przezokienne
na ten Twój świat

Eli! – zwiedzanie podblacia
. . .
I drganie podudzia
Ocieranie się łez o śmierć
I wysrywanie glutów
w chusteczkę

Lama? – pytanie przeodwieczne
. . .
Jego przepoczwarzenie
w moją otchłań pragmatyczności
Przeraża – nadprzerażonego
Wyraża – ostrzej niż byle ‘kurwa’

Sabachtani? – czyżby?
. . .
Czyżbyś tak wredny?
Karmiłbyś strachem?
(Skoro: nie samym chlebem?)
Przypoczwarzył mi małą ryskę
na szkle pozorów doskonałości