Nastał czas, że do Domu Ojca Niebieskiego weszło trzech wielkich świętych: Augustyn z Hippony, Aleksy Boży i Franciszek z Asyżu. Jak na człeków pobożnych i uczonych przystało, długo o życiu dzieci bożych rozprawiali.

‘Długo w życiu mym prawdy szukałem’ rzekł ojciec Augustyn. ‘Aby wreście sierdce me znalazło Boga jedynego, a sumnienie zrozumiało, że złem było, cóżem robił. Albowiem mówi Pan: A jeśliby występny porzucił wszystkie swoje grzechy, które popełniał, a strzegł wszystkich moich ustaw i postępowałby według prawa i sprawiedliwości, żyć będzie, a nie umrze: nie będą mu poczytane wszystkie grzechy, jakie popełnił, lecz będzie żył dzięki sprawiedliwości, z jaką postępował[1]. Bogu dziękować, iż maciora ma, Monika, święta Boża, odwiodła mię od hedonizmu i manicheizmu, którymi ongiś oddany byłem, a i modły swe do Pana słała o nawrócenie maje. A zatem każdy, kto mimo grzechów wcześniejszych, choćby to zbrodzień największy był, do Boga się nawróci, i kto z zapałem wielkim studiuje naukę jego, ten godzien zbawienia jest.’

‘Mądrze rzeczesz bracie’ odparł na to Aleksy. ‘Nie ma większego szczęścia dla człeka, niźli by miał osiągnąć przebyt wieczny i patrzać na oblicze boskie. Lecz mówił Pan także: Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem[2]. Dlatego też ja wyzbyłem się wszytkiego, co doczesne, zostałem źiebrakiem, coby poniżonym być, jak poniżony był Jezus na drzewie krzyża.’

‘Bynajmniej nie uczyniłeś ani krztyny dobra dla tych, co tobie bliscy byli’ odparł Franciszek. ‘Rodziców swych był jeś opuścił, żonę zostawił, nie spełniając małżeńskich swech obowiązków. Choć czystość jest piękna w oczach Pana, to ileż łez była twa ślubna wylała za tobą...’

‘Ja również, jako brat nasz Augustyn’ rzecze dalej Franciszek ‘młodość miałem pełną hulanek, zabaw i grzechu. Jednak nawróciło się me sierdce ku Bogu, zostawiłem wszytko, co miałem (a miałem wiele, wszak ojciec mój był zamożny wielce) i specte mea[3] biedakiem zostałem, tak że zwą mię “biedaczyną bożym”. Lecz nie czekałem biernie na śmierć, jako ty, bracie Aleksy, lecz ciesząc się życiem, światem, przyrodą i wszytkim, co Pan nasz, Stwórca Wszechmocny uczynił, dobro czyniłem dla braciszków moich.’

Odparł na to Augustyn:

‘Istotnie jest jako mówisz. Rzecze się wszakże, iż mors est quies viatoris, finis est omnis laboris[4]. Życie nasze na ziemi ciężkie jest, a Pan nauczał, aby się umartwiać, ać szybciej do raju się dostać. Jedynem celem człeka na ziemi być to winno, ać Niebo osiągnąć. A wiesiele na ziemi nie przybliża wszakże ani krztyny do Boga, bracie Franciszku. Gdzież bowiem w Biblii napisane jest, iżby Jezus choć raz zaśmiał się, czy zażartował? A skoróż On tego nie robił, to czemuż byśmy my mieli cieszyć się czym innym, aniżeli nadzieją na wieczne życie?’

Aleksy pokiwał głową, zgadzając się ze słowmi Augustyna. Jednak Franciszek odparł:

‘Chrystus był wszechwiedzacy, jak winien być Syn Boży, i wiedział, co uczynimy. Z reśtą jako osobie pełniącej najwyższy urząd, Króla Wszechświata, żartować mu nie wypadało. Lecz czymże my jesteśmy przy nim, jeśli nie prochem wyłącznie, i cóż robić mamy, jeśli nie chwalić Go? Również poprzez chwalenie piękna jego stworzenia.’

‘Wszak godzi to w gradus[5] tego świata.’ wtrącił Aleksy. ‘Człowiek większy jest przecież od zwierząt i rzeczy, jeno aniołowie i Bóg więksi są niźli on. Jakże więc chwalić on może coś, co niżej od niego jest?’

‘Bratem mym jest Słońce, siostrą mi jest Ziemia. Bracia drzewa i siostry strumienie, braciszkowie moi ptaszkowie, czy piesowie, wszyscy przez jednego Ojca stworzeni zostali, choć jeno człek tak wywyższony został, że stworzono go na obraz i podobieństwo Boga’ rzekł Franciszek. ’Boga nikt nigdy nie widział’[6], a ludziom objawił się On przez to, co stworzył. Skoro więc stworzenie Jego jest piękne i wielkie, to o ileż większy jest On sam? Czyż nie można nam tego sławić?’

‘Jezus jednak cierpiał za nas na krzyżu’ odparł Aleksy. ‘Czyż nie znaczy to, iż również i my cierpieć powinniśmy?’

‘Lecz On cierpiał, żeby nas zbawić’ odrzekł na to Franciszek. ‘A jeśli my cierpimy, to jeno dla naszego własnego zbawienia. Czyż nie jest to egoizmem z naszej strony? Może raczej powinniśmy poświęcić się dla inszych ludzi?’

Augustynowi i Aleksemu na chwilę odjęły te słowa mowę, wszak było to oskarżenie o egoizm i brak miłości k’ bliźniemu. Gdy Augustynowi język się już rozwiązał i miał on coś Franciszkowi odpowiedzieć, ten przerwał mu, powiadawszy:

‘Braciszkowie drodzy, dysputa ta wprawdzie mądra, jednakże zmierza donikąd, gdyż każdy z nas trwa mocno w swym koncepcie na życie i ani myśli ustąpić, każdy też silne argumenty przedstawia. A przecież i Augustyn, który spędził życie na nauce, pogłębianiu wiedzy i tworzeniu uczonych tekstów, i Aleksy, który się umartwiał, a życie jego pełne było ascezy i wyrzeczeń, i w końcu ja, skromny sługa Pana, którym był żył biednie, ofiarując swe życie bliźnim, służąc im i prowadząc do Niego, wszyscy my znaleźliśmy się tu, gdzie dziś jeśmy, a Ojciec Niebieski wszytkich nas przyjąć do gloriae sua[7] raczył.’

I tak zakończyli święci swę dysputę.

A morał z tej powiastki takiż: wiele sposobów na świętości osiągnięcie istnieje, a każdy z nich, choć inszy, tak samo dobry. Bylebyś jeno pobożny był i wpierw Bogu służył, potem zaś bliśnim swem.


[1] Ez 18, 21-22
[2] Łk 14, 33
[3] łac. z własnej woli
[4] łac. śmierć jest odpoczynkiem wędrowca, końcem wszelkiego trudu.
[5] łac. stopnie (tu: w hierarchii)
[6] J 1, 18
[7] łac. chwały swojej