Nie możesz tak od razu mówić, że woda nie ma pamięci / bozia nie istnieje / horoskopy są z dupy wzięte / whatever... Bo w końcu Shakespear powiedział, że “są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło”!

Nie no, mogę. Jak najbardziej mogę. To ten argument jest inwalidą...

Nie mówię, że Shakespear nie miał tam racji. Za jego czasów na pewno nikomu nie śniła się taka fizyka kwantowa albo czarne dziury – a tu proszę, są. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy ktoś próbuje używać tego (lub podobnego) cytatu, nie po to, by otworzyć komuś horyzonty na nieznane, lecz by “udowodnić” jakąś bzdurę.

Po czym najlepiej widać, dlaczego taki “dowód” ssie? Po tym, że teoretycznie można by nim “udowodnić” cokolwiek.

Proszę bardzo: król Kambodży trzyma w lochach sześćset klonów Matki Teresy i każe im się zajmować tam sierotami, a to wszystko po to, by mógł przejąć dla siebie dobrą karmę, którą te klony wyprodukują. Brzmi totalnie absurdalnie? Powinno, właśnie to wymyśliłem, bez absolutnie żadnej przesłanki sugerującej, że to może być prawda. Ale w końcu “są rzeczy, o których się nie śniło”, więc otwórz swój umysł!

“Dowód”, który potrafi potwierdzić dosłownie wszystko (w tym twierdzenia wzajemnie sprzeczne) jest zupełnie do dupy. Proszę, nie używaj go.