Pan Dziewiecki zasłynął ostatnio tym, jak z ambony ogłosił, że osoby niewierzące w boga nie są zdolne do miłości. Jest to wierutną bzdurą, co dla większości jest zapewnie oczywiste. Pozostałym służę krótkim wypunktowaniem.

  1. Samo w sobie powiedzenie “Bóg jest miłością” nie oznacza od razu, że bóg jest miłością. To jest wyłacznie twierdzenie, które wciąż wymaga udowodnienia.
  2. To, ze nie wierzę w boga, nie oznacza, że nie mogę wierzyć w miłość. Dla mnie to dwie zupełnie inne rzeczy, z których jedna istnieje, druga nie.
  3. Dla kontrprzykładu, jeśli powiem “Yeti objawiło nam się jako coś, co jest radością”, to spoczywa na mnie ciężar dowodu a) że yeti istnieje, b) że yeti jest tożsame z radością. Przykład choć jednej osoby, która potrafi się cieszyć, mimo swej niewiary w yeti, obala całą moją tezę.
  4. Istnieją miliony ateistów, którzy a) kochają, b) zakładają rodziny, c) mają przyjaciół.
  5. ”Jeśli twoja dziewczyna nie jest miłością, ty nie jesteś miłością, ja nie jestem miłością, i nie ma kogoś, kto jest miłością, to nawet nie zaczniemy marzyć o miłości” – WTF, dude? Dlaczego mielibyśmy porównywać jabłka z pomarańczami? Czemu koniecznie jakaś osoba musi być miłością? Równie dobrze można by tam podstawić cokolwiek innego. Gniew? Ktoś musi być gniewem, no nie? Inaczej byśmy nawet nie mogli marzyć o gniewie... Ba, podstawmy tam jakiś fizyczny przedmiot: “Jeśli twoja dziewczyna nie jest krzesłem, ty nie jesteś krzesłem, ja nie jestem krzesłem, i nie ma kogoś, kto jest krzesłem, to nawet nie zaczniemy marzyć o krześle”. To ma dokładnie tyle samo sensu co oryginał.
  6. ”Jeśli nie wierzysz w boga, nie masz żadnych intelektualnych nawet możliwości wierzyć w miłość, bo skąd... skąd by się wzięła miłość”... Otóż miłość to świadoma decyzja, by troszczyć się o cudze dobro, a nie tylko swoje. Decyzja taka może wynikać z całej masy powodów, choćby i tak “niskich” pobudek jak chłodna kalkulacja, że życie razem jest bezpieczniejsze, tańsze i przyjemniejsze niż osobno, a zatem opłaca się żyć w swojego rodzaju “symbiozie” z innymi ludźmi, dla własnego dobra. Można by podać całą masę innych, piękniejszych, romantyczniejszych, niezwiązanych z bogiem powodów by kochać, ale nawet i ten czysto egoistyczny wystarczy, by udowodnić, że miłość może wziąć się z innych źródeł niż bozia.
  7. ”Jeśli oni wierzą, że jesteśmy zwierzętami, tylko wyżej wyewoluowanymi...” – jesteśmy zwierzętami, to jest fakt, a nie coś, w co się wierzy lub nie. Natomiast ewolucja nie zna pojęcia “wyżej wyewoluowanego gatunku”, każdy gatunek jest albo wystarczająco dostosowany do środowiska, albo wymiera. Rekinom do przetrwania najbardziej przydają się ostre zęby, kameleonowi barwy ochronne, a ludziom – inteligencja. I tyle.
  8. ”... w świecie materii miłość nie ma sensu, jest walka o byt, a nie bycie dla innych” – pan w sukience niezbyt uważał na biologii. Walka o byt nie wyklucza się z pomaganiem innym. Członkowie stada dbają o siebie nawzajem, bo wspólnie mają większe szanse na przetrwanie. Wiele gatunków troszczy się o swoich chorych i o starsze osobniki, mimo że (według mitologii pana Dziewieckiego) nie mają duszy i nie objawiła im się miłość/bóg. Ba, nawet pomaganie innym gatunkom czasem jest przydatne do przetrwania (symbioza).
  9. ”z twojej perspektywy jest to bez sensu” – jeśli czuję się lepiej kochając ludzi niż będąc egoistycznym chujem, to z mojej perspektywy jak najbardziej ma to sens, by kochać ludzi, a nie być egoistycznym chujem.
  10. ”[kochając] robisz coś wbrew naturze” – muszę przyznać, fajnie się słucha, jak gościu z ambony rozprawia się z tym idiotycznym argumentem “homoseksualizm jest wbrew naturze” za pomocą udowadniania, że bóg też jest wbrew naturze 😂
  11. ”ten, kto nie wierzy w boga, nie może nawet zacząć myśleć o miłości, a co dopiero zacząć kochać” – właśnie popełniłem ładnych parę minut myślenia o miłości. Wciąż nie wierzę w boga. Czy właśnie popsułem wszechświat czy coś? 😂