W skrawku czasoprzestrzeni wybitnie od nas odległym była sobie planeta Onva. Była? Jest? Będzie? No, dajmy na to, że jest. Czas i tak nie gra tu większej roli.

Krążą wokół niej dwa księżyce. Tak duże, że trzeba raczej uznać cały ten układ ciał niebieskich za planetę potrójną. Tym bardziej że oba księżyce zostały już dawno zasiedlone przez Onvian i tak przystosowane do życia, iż niewiele się różnią od planety-matki. Ten układ trzech ciał nosi nazwę Onvario.

Planeta jest średniej wielkości, ciut większa od Ziemi. Ma płynne jądro, skalisty płaszcz i skorupę, dość gładką, ze względu na brak ruchów tektonicznych. Pokrywa ją kilometrowa warstwa przedziwnej substancji, zwanej “onakua”. Jest to niebieskawy roztwór wodny pewnego organicznego związku chemicznego, który w kontakcie ze światłem słonecznym oraz silnie tlenową (~93%) atmosferą zastyga do twardości kwarcu, tak do głębokości pięciu metrów. Onvianie dosłownie chodzą po wodzie, po globalnym oceanie.

Potraktowanie onakuy silną falą elektromagnetyczną o długości dokładnie 2,56·10-10 m powoduje natychmiastowe zerwanie wiązań trzymających ją w zwartej formie, a tym samym jej przemianę w zwykłą wodę, która po paru dniach (a dni tu mają dość długie, na ziemskie jednostki będą to 83 godziny) powoli zastyga z powrotem. Już prymitywne organizmy “odkryły” tę właściwość, wytworzyły antenki emitujące i odbierające takie fale, i wykorzystały je do przebicia się i wyjścia na ląd. Albo raczej “ląd”.

Teraz stworzenia lądowe mają wręcz nieograniczony dostęp do czyściutkiej wody, wystarczy rozpuścić sobie kawałek gruntu. Dzięki temu życie kwitnie. Onvario jest można nazwać “zielonymi planetami” jeszcze śmielej niż Marsa “czerwoną”. Najprzerozmaitszych gatunków roślin doświadczysz tu na każdym kroku. A co za tym idzie – zwierząt oczywiście też.

Klimat mają tak cudowny, że ja osobiście zamieszkałbym tam z największą ochotą. No, gdyby nie ta obrzydliwie przetleniona atmosfera. I te 18 miliardów lat świetlnych, które nas dzieli. To sporo więcej niż światło zdążyło przebiec od czasu wielkiego wybuchu, więc raczej nie mam złudzeń, że moja skromna osoba się kiedykolwiek na którejś z Trzech Planet pojawi. No ale wracając do klimatu. Jest tropikalnie gorący i tropikalnie wilgotny. W zależności od pory roku i odległości od równika od piętnastu do czterdziestu stopni. Z przewagą tych powyżej trzydziestu. Zimy nie są zbyt srogie ze względu na małe nachylenie równika względem płaszczyzny orbity wynoszące niecałe 6°.

A wilgotno jest, gdyż onakua mimo zestalenia wciąż ulega parowaniu. Jednak ta rozpuszczona w niej niebieska substancja zwiększa ciężar wody na tyle, iż nie formują się chmury, a z nich opady, lecz tylko biała mgła. Wygląda to wręcz bajkowo – błękitna, półprzezroczysta ziemia, w niej śmigające barwne rybki i w nią wrośnięte plątaniny korzeni roślin, które na powierzchni oczojebią potężną zielonością, wszystko spowite białą mgiełką, nad głową czyściutki błękit nieba. Na niebie prażące słońce i dwa duże, zielone księżyce.

Jeszcze świetniej wygląda to z wysokości. O taaaak, wysokości... Onvianie budują imponująco wysokie budynki. I piękne. Budulcem jest nie co innego, a... onakua! Gdy rozpuścić w niej wapno, zmienia kolor na nieprzezroczyście śnieżnobiały i zastyga już na stałe po raptem paru minutach.

No dobra, ale skąd mają wapno? I całą masę innych substancji, których raczej ciężko szukać w wodzie w jakichś zawrotnych ilościach?

Z nich jest zbudowane dno oceanu onakuy. A w oceanie rozpuszcza się ich wystarczająco dużo, by podtrzymać życie wszystkim żyjątkom wodnym, a poprzez korzenie roślin również lądowym.

Bardziej znaczące ilości czasem osadzą się u spodu twardej warstwy onakuy, skąd wydobyć je nietrudno. Kiedyś może to było dość, ale dzisiejsza cywilizacja Onvian potrzebuje sporo więcej i jest zmuszona zapuszczać się na kilometr w głąb głębi wody, na samo dno, i jeszcze głębiej. Lecz cóż to dla nich?

Są bowiem cholernie inteligentni. Tak inteligentni, że jakiekolwiek nasze wyobrażenie o inteligencji nie dorasta do pięt ichniej rzeczywistości. Równania różniczkowe rozwiązują w pamięci przedszkolaki. Nie ma miejsca na żadne manipulacje czy ogłupiające tańce na lodzie w telewizji. W ogóle na telewizję nie ma. Onvianie kontaktują się ze sobą bezpośrednio, używając tych swoich elektromagnetycznych antenek. Bezprzewodowo udostępniają sobie nawzajem jotabajty informacji, dzięki czemu każdy wręcz pływa w niewidzialnym oceanie zbiorczej wiedzy całego gatunku.

Muszę się do czegoś przyznać. Skłamałem tu, już w pierwszym zdaniu. Onva wcale się tak nie nazywa. Ziemianie jej tak nie nazwali. Nawet nie mają pojęcia o jej istnieniu, ich teleskopy tam nie sięgają. Onvianie też jej tak nie nazwali. Oni w ogóle nie mówią, a ich język ciężko przełożyć jakkolwiek na nasze głoski.

Ja ją sobie tak nazwałem, bo inaczej ciężko by o niej opowiadać. Takie pierwsze lepsze ładniejsze słówko z generatora losowych sylab. Podobnie zresztą pozostałe nazwy. Mam nadzieję, że wybaczycie.

Ale wracając…

Nie śpią, bo nie muszą. Albo raczej w ten sposób to trzeba ująć: w każdej chwili drzemie inna część ich mózgów, przekazując sterowanie do swojej wiernej kopii. Dzięki temu nie spędzają, jak my, jednej trzeciej życia z wyłączoną świadomością.

Nie mają władzy, państw, ani religii. Zbyt mądrzy są na to wszystko. Doskonale wiedzą, że to oni sami są najpotężniejszymi istotami w okolicy, i że razem znaczą o wiele więcej, niż każdy z osobna. Wiedzą, że współpraca wychodzi im na dobre, umieją znaleźć złoty środek między własnymi a wspólnymi dążeniami.

Ich ciała są niemal idealne. I nawet nie mam na myśli wyglądu, choć trzeba przyznać, że nawet dla człowieka mogą być one seksowne, choć są tak bardzo niepodbne do naszych. Umięśnieni, bezwłosi, zadbani, wiecznie nadzy… Mają pełną kontrolę nad swoim ciałem, potrafią nawet przełączyć się na świadome sterowanie procesami, które przeważnie są zarezerwowane dla podświadomości. Potrafią regulować swoją płodność, temperaturę, tempo metabolizmu… Posiadają też niesamowitą zdolność samoregeneracji. A jeśli ona zawiedzie, mają też do dyspozycji niemal niezawodną medycynę.

A przede wszystkim – mogą chłonąć energię w najróżniejszych formach. Nie tylko tych, które znamy z Ziemi – zjadanie innych, fotosyntezę, czy reakcje chemiczne – ale nawet energię fal mechanicznych czy elektromagnetycznych. Ujarzmili całą energię swoich planet.

Dzięki temu niemal zniknęło tam cierpienie, głód, choroby... Onva jest idealną, anarchistyczną utopią pod każdym względem. Onvianie po prostu taplają się w rozkoszy, i cielesnej i intelektualnej.

A ich język... Doprawdy fascynujący. Nasz jest falą akustyczną, ich elektromagnetyczną. My wymieniamy się słowami, za pomocą ust i uszu, oni – ciągiem zer i jedynek, za pomocą antenek, niewiele różnych od naszych ziemskich mechanicznych. Ich język jest binarnym tańcem treści. Wielopoziomo przesyłane zera i jedynki przeplatają się, układając w znaczenia. Tak konkretne, że nie sposób o nieporozumienia.

Jeśli ktoś się zna na programowaniu obiektowym, język Onvian wyda mu się znajomy. W ich globalnej, wspólnej świadomości, znajdują się definicję klas obiektów, ich właściwości, schematów dziedziczenia, no właściwie wszystkie informacje, jakie o danym przedmiocie czy idei czy czynności czy cesze, można podać. A jeśli nie wcale wszystkie, lub jeśli nie istnieje słowo do opisu czegoś, wtedy zawsze można go dodać i rozpropagować.

Można powiedzieć, że Onvianie wytworzyli naturalnie bardzo wysokopoziomowy język programowania. Że sami będąc czymś w rodzaju bionicznych komputerów, używają do komunikacji kodu, będącego złotym środkiem między językiem życia a językiem maszyn.

Ten język jest bardzo matematyczny, ścisły i konkretny. Nie to co u nas. Przykładowo, zdanie “Zabił go, bo był tchórzem” równie dobrze może znaczyć, że z powodu własnego tchórzostwa zabił, jak i że zrobił to z powodu tchórzostwa zabitego. Albo inne: “Poszedł do sklepu, kupił kanarka, który zaświergotał, zapłacił i wyszedł”. Czy kanarek zaświergotał z radości, że został kupiony? A może to właśnie dlatego został kupiony, że zwrócił na siebie uwagę świergotaniem?

U nas jeden język jest na to mniej, inny bardziej podatny. Ale onviański w ogóle. Każda część zdania, każde słowo, każdy obiekt i każda jego właściwość jednoznacznie wskazuje na to, czego dotyczy.

Onvianom niestraszne bardzo duże ani bardzo małe liczby, niestraszne skomplikowane obliczenia. Na co dzień używają jednostek Plancka. Myślą szybko i dokładnie, i tak samo się komunikują.

Żyją w utopii, bo sami są utopią. Dzięki milionom lat ewolucji, przystosowywania do środowiska i walki o przetrwanie, a potem już dzięki świadomemu modyfikowaniu swoich genów i swoich organizmów, stały się istotami tak doskonałymi, jak tylko sobie potrafię wyobrazić. A one i tak dążą do idealności jeszcze większej.

W utopii.