Zmartwychwstanie Jezusa jest największym wydarzeniem w chrześcijaństwie, a więc według chrześcijan najważniejszym wydarzeniem w całej historii świata. Jego pamiątka jest obchodzona w każdą niedzielę w setkach tysięcy kościołów na całym świecie. A raz do roku jeszcze huczniej, w ramach mojej ulubionej liturgii...

Można by więc pomyśleć, że serio coś w tym zmartwychwstaniu jest niezwykłego, prawda? No właśnie trzeba by się wtedy trochę zdziwić...

Jak to ujął Christopher Hitchens, powstanie z martwych w czasach Jezusa wydaje się być wręcz błahostką. Do żywych powróciła córka Jaira (Mk 5, 35-43) oraz Łazarz (J 11, 1-44), a tuż po śmierci Chrystusa na krzyżu, uwaga, “Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu.” (Mt 27, 52-53). A to tylko biblijne źródła opowieści o ówczesnych zmartwychwstaniach.

W czym więc zmartwychwstanie Jezusa było “lepsze” od pozostałych? Otóż Jezus nie został wskrzszony, lecz zmartwychwstał samodzielnie. Tak tak, będąc martwym potrafił zaprzeczyć definicji martwości i zrobić coś. I to na dodatek coś tak wielkiego, jak przestanie być martwym. No, wprawdzie gdzieniegdzie piszą, że to “Bóg wskrzesił go z martwych”, ale skoro Jezus jest Bogiem, to chyba na jedno wychodzi, prawda? (Swoją drogą, kojarzy mi się to z horkruksami... Jedna dusza w trzech częściach, jedna umiera, reszta trzyma ją przy życiu...)

Jest tylko taka sprawa, że tego wydarzenia nikt nie widział. Owszem, jako sceptyk uznaję za najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie wszystkich pozostałych “zmartwychstwań”, że ich także nikt nie widział, bo wcale nie miały miejsca. No ale tam przynajmniej ktoś chociaż twierdził, że widział. Albo inni komuś później przypisali, że niby był świadkiem. A tu – nic.

A więc nawet jeśli byśmy uznali, że nasze tłumaczenia tłumaczeń (...) kopii kopii kopii (...) manuskryptów z pierwszego wieku są jakimś cudem zgodne z oryginałami, a ich autorzy, spisując jakieś wydarzenia parę dekad po tym, jak miały miejsce, i sami nie będąc ich świadkami, mimo wszystko przedstawili je zgodnie z prawdą, nie pomylili się, nie skłamali, nie uwierzyli głupiej plotce... to i tak nie możemy uznać zmartwychwstania Chrystusa za prawdziwe, w takim sensie jak przedstawia je chrześcijaństwo. Nawet nie ma nikogo, kto twierdziłby, że widział, jak Jezus zmartwychstaje. Jedyne co mamy, to cztery sprzeczne relacje tego, co się działo następnego poranka, gdy już na długo po fakcie, dowiadywali się o nim apostołowie. Skąd więc niby wiadomo, że Jezus sam zmartwychwstał, a nie że ktoś go wskrzesił, tak samo jak Jezus Łazarza? W czym wskrzeszenie Jezusa miałoby zatem być lepsze od wskrzeszenia Łazarza? Dlaczego nikt nie świętuje co tydzień “zmartwychwstania córki Jaira”?

Też mi “najważniejsze wydarzenie w dziejach świata”, skoro nie został po nim żaden ślad, żaden dowód, żadne wspomnienie, żaden opis... A to właśnie na tym wydarzeniu dwa miliardy ludzi na całym świecie opierają cały swój światopogląd... Niedorzeczne, prawda?