Jako dziecko byłem bardzo żądny wiedzy. Nie żebym teraz już nie był, ale wtedy szedł za tym taki dziecięcy entuzjazm, tysiąc pytań na minutę, ciekawość wszystkim dookoła. Teraz już chyba dość tych informacji, ba, zdecydowanie za dużo, więc trzeba umieć filtrować tylko te potrzebne.

Ale mimo tej żądzy wiedzy, byłem w tym dzieckiem dość cierpliwym. Przyjmowałem do wiadomości, że na niektóre rzeczy jestem po prostu za młody. Słyszałem na przykład wielokrotnie o ludziach, którzy nie wierzą w Boga, albo wierzą w innego niż “nasz” – na pytanie, kto z nich ma rację większość głęboko wierzących odpowiada bez cienia wątpliwości “oczywiście że my! dlatego że ponieważ bo tak!”. Ja tam uznałem, że jeszcze za głupi jestem na takie rozkminy, poczekam sobie.

Tak samo cierpliwie czekałem na rozwiązanie zagadki, skąd się właściwie biorą dzieci. No wiadomo, jak tatuś jest z mamusią, to coś tam robią i potem się dzidzia rodzi. Ale co? O to nie śmiałem nawet pytać. Temat był tabu w rodzinie, więc lepiej nie zadawać pytań, nawet we własnej głowie. Tak, naprawdę tak myślałem...

Aż wreszcie kiedyś, zupełnym przypadkiem, zobaczyłem jeden rysunek, przeglądając sobie u ciotki jakąś encyklopedię z obrazkami. Przedstawiał on po prostu mężczyznę leżącego na kobiecie podczas penetracji, taki przekrój. Więcej nie potrzebowałem, żadnego opisu czy wyjaśnienia. Nagle wszystko się poukładało. No przecież to takie oczywiste, penis pasuje do dziurki, jak ja mogłem tego nie zauważyć? Ano mogłem, bo wcale nie chciałem zauważyć, bałem się tematu nawet we własnej głowie.

Piszę to, bo ostatnio jakoś głośniej odżyła dyskusja nt. edukacji seksualnej w szkołach. Mądrzy ludzie chcą pomóc dzieciom w zdobyciu wiedzy, która będzie im w życiu bardzo potrzbna, choćby po to, by nie zrobić jakiejś głupoty. Natomiast troszkę mniej mądrzy ludzie straszą, że następuje “seksualizacja dzieci” i ostro przeciw temu protestują.

Jaka seksualizacja? Dzieci są ludźmi, a ludzie są seksualni. Niedługo rozpocznie się ich dojrzewanie, zaczną im rosnąć narządy płciowe, zaczną odczuwać napięcie i chęć rozładowania go. Ale niektórzy by chcieli zostawić je tak w ignorancji i dezorientacji. Skazać je na samodzielne domyślanie się i wyszukiwanie informacji. Być może po kryjomu. Ja tam w pełnej konspiracji wyszukiwałem w encyklopedii hasła, które gdzieś tam usłyszałem, a miałem wrażenie, że mogą być nie po myśli moich rodziców. Dziś, w dobie Internetu, jest o tę wiedzę łatwiej, choć gorzej z jej rzetelnością. Ile to razy można się natknąć na wypowiedzi idiotów lub żartownisi na forach, na przykład że niby kąpiel po seksie to dobry sposób na zapobieganie ciąży, bo “plemniki wypłyną”?

Młodzież odczuwa pociąg seksualny, czy to się komu podoba, czy nie. I jakaś jej część będzie próbowała go realizować, czy to się komu podoba, czy nie. Być może nawet tym większa część, im większe tabu istnieje w tym temacie. Bo zakazany owoc zawsze smakuje lepiej, a przynajmniej bardziej kusi.

Udawanie wobec dzieci, że nie ma takiego tematu jak seks, jest po prostu głupie, bo temat istnieje i jest ważny. Przyznawanie, że wprawdzie seks jest, ale jest czymś złym, godnym potępienia i dopuszczalnym tylko w jednej sytuacji (mąż+żona), to wręcz okrucieństwo, skazywanie dziecka na rozdarcie między tym tabu, a naturalnymi pociągami, jakie odczuwa lub wkrótce zacznie.

Wiedza nigdy nie jest czymś złym, o ile tylko jest prawdziwa. Ale katolicy chyba tego prędko nie zrozumieją. Dla nich wiedza zagraża wierze. I rodzinie, i wartościom, i czemu tam jeszcze...

Gdybym w szkole nie dowiedział się, jak niebezpieczne i destrukcyjne są narkotyki, kto wie, czy spotkawszy jakiegoś dealera nie dałbym sobie wmówić, że warto zacząć je brać? Podobnie jest z seksem, choć on sam w sobie szkodliwy nie jest – brak wiedzy na jego temat może skutkować tym, że młodzież, kierowana naturalnymi popędami, zacznie eksperymentować, a gdy zobaczy, jakie to przyjemne, będzie robić sobie krzywdę, nadużywając swojego nowego “odkrycia”. Bo dojrzewający ludzie prędzej czy później sami odkryją seks. Pytanie czy chcemy by błądzili po tej krainie w ciemnościach niewiedzy, czy lepiej dać im kaganek oświaty, aby nie wdepnęli, w co nie powinni?

Otrzymałem ostatnio spamerskiego maila od Stowarzyszenia Pedagogów NATAN, krzyczącego mi w tytule “Rodzina TAK! Gender NIE!” (tak tak, najwidoczniej → Dżenderowa paranoja ciągle trwa...). W treści znajdował się, wśród masy innych bzdur, link do artykułu “Edukacja seksualna według Gender”, który sobie dla rozrywki przejrzałem.

Genderowa edukacja seksualna chce przekazywać dzieciom i młodzieży tylko techniczne informacje dotyczące seksu. Nie ma w niej miejsca na takie tematy jak miłość, rodzina, ojciec, matka, dzieci. Nie ma w niej miejsca na przygotowanie do zbudowania silnej, trwałej, szczęśliwej rodziny.

Tak tak, a matematyka chce przekazywać dzieciom i młodzieży tylko suche fakty na temat liczb, twierdzeń i obliczeń. Nie ma w niej miejsca na takie tematy jak historia Polski czy miłość do Ojczyzny. No do diaska, przecież to nie ten przedmiot!

Moi drodzy NATAN-owcy... Niby jesteście pedagogami, ale zdaje się, że pewna drobna informacja wam umknęła, więc śpieszę z pomocą: “takie tematy jak miłość, rodzina, ojciec, matka, dzieci” już mają swoje miejsce w programie nauczania: w ramach wychowania do życia w rodzinie, w pewnym stopniu etyki i religii, a nawet wiedzy o społeczeństwie. Edukacja seksualna ma być o seksie, WDŻR o rodzinie, matematyka o liczbach, a polski o języku i literaturze. No doprawdy przerażająca wizja!

Autor publikacji stara się przestraszyć czytelnika listą rzeczy, które wg WHO w danym wieku człowiek o seksie wiedzieć powinien. Na przykład w wieku 0-4 lat ma się uczyć dziecko, że istnieją różne formy związków i różne modele rodziny, że trzeba być na nie otwartym, nie potępiać rówieśników tylko dlatego że jego rodzina jest inna: rozbita, niepełna, jednopłciowa, patchworkowa... Ten okropny Gender zamiast uczyć dzieci zaściankowości, zamkniętości i upartego potępiania wszystkiego co inne od “jedynego słusznego”, chciałby je uczyć otwartości, zrozumienia oraz... ewangelicznego “nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”. Doprawdy przerażające!

Dzieci do 6 lat WHO chciałoby poinformować, że dotykanie swojego ciała nie jest niczym złym, lecz wręcz przeciwnie – przyjemnym. Doprawdy przerażające! Nie wiem, czy wiecie, drodzy NATAN-owcy, ale dzieci i tak to robią. Tak działa biologia – przyjemność jest dla osobnika sygnałem, że to co robi jest dla niego korzystne, i zachętą, by kontynuował. Ech... W temacie homoseksualności to kłócicie się, że jest “nienaturalny” ergo zły, ale już gdy chodzi o masturbację, o której naukowcy twierdzą zgodnie, że jest naturalna i zdrowa, wtedy nagle macie naturę głęboko. Cóż, jako dziecko (choć nie pamiętam ile wtedy miałem lat) dotykałem się jak tylko mi się podobało, ale przydałoby się jeszcze móc to robić bez tych idiotycznych, irracjonalnych wyrzutów sumienia dokoła.

Ludzi w wieku 6-9 lat uczy się, że istnieje antykoncepcja, i że można wybrać, czy chce się mieć dziecko czy nie. Doprawdy przerażające! Byłem sporo młodszy, gdy dowiedziałem się, że istnieje broń, z kolegami strzelaliśmy do siebie z patyków, no i w ogóle, a jakimś cudem nie naszła nas ochota na mordowanie, kto by pomyślał! No tak, ale już gdy się dziecko dowie o antykoncepcji, to natychmiast zacznie się puszczać na lewo i prawo, bo mu dżęderowy edukator wmówi że to nie ma konsekwencji. No ej no!

Uczy się dzieci, że “do tanga trzeba dwojga”, że jak ktoś nie chce seksu, to ten drugi nie ma prawa go zmuszać, a jeśli zmusi, jest to sprawa dla policji. Czemu katolikom to przeszkadza? Ech, czy to nie oczywiste? Iluż to księży poszłoby siedzieć, gdyby dzieci wiedziały, że sama sutanna nie znaczy że ktoś jest dobry i ma rację, że kimkolwiek nie jest człowiek dobierajacy im się do spodni, nie ma prawa tego robić, i dziecko powinno zgłosić to dorosłym? Edukacja seksualna sprzeciwia się gwałtom i pedofilii, no doprawdy przerażające!

Ludzi u progu dorastania informuje się, że niedługo zaczną zachodzić zmiany w ich organizmie. Masakra, nie? Jest gorzej. Autor publikacji straszy, że wg WHO należy pomóc dziecku “rowzwijać zrozumienie i akceptację dla zmian i różnic dotyczących ciała (rozmiar i kształt penisa, piersi i sromu mogą być różne)”. Straszne, nie? Gdy miałem 7 lat, byłem na kolonii, gdzie prysznice nie miały osobnych kabin, tylko przegródki. Na Zachodzie nagość jest czymś normalnym, Freikörperkultur kwitnie, ludzie nie wstydzą się swojego ciała i nie panikują, gdy ktoś ich nago zobaczy. Tutaj? Ach jakie ja miałem wyrzuty sumienia po tamtej kolonii... I to zupełnie bezpodstawne. No ale dość dygresji, wracajmy do rozmiarów: jak widać są sytuacje, w których dzieci widują innych ludzi nago. Całkiem normalne i aseksualne sytuacje. Pozbawianie dzieci wiedzy, że istnieją przeróżne kształty i rozmiary, może je wpędzić w kompleksy. Ale co nas tam dobro i zdrowie psychiczne dzieci? Ważne że uczymy je w zgodzie z naszą Świętą Książką, prawda?

Młodzież w wieku 12-15 lat uczy się, że istnieje homoseksualność, i że to nic złego, i że nie trzeba się z tym kryć. Doprawdy przerażające! Katolicy chyba nie rozumieją, że z tym jest podobinie jak z mańkuctwem. Jest normalne i nikomu krzywdy nie robi, natomiast zmuszanie dziecka do pisania prawą ręką, nie dość, że nie da rezultatów, to jeszcze negatywnie odbije się na jego psychice. Gejostwo siedzi głęboko w człowieku i nie ma sensu go wypleniać, najrozsądniej po prostu się z nim pogodzić. Ale nie, uczmy dzieci że homo to zło, albo lepiej, w ogóle udawajmy że nie ma tematu. Niech dzieciak potem zostanie jednym z tych nieszczęśliwych, rozdartych wewnętrznie hipokrytów, głęboko wierzących homofobów, puszczających się z facetami na lewo i prawo, których znam aż zbyt wielu. W końcu chodzi nam o jego dobro!

Autor publikacji straszy czytelnika, że WHO chce informować dziecko że ma prawa seksualne, takie jak prawo do przyjemności oraz prawo do swobodnych kontaktów. Masakra, nie? Przecież to dla katolika oczywiste, że jak seks, to tylko między mężem a żoną, najlepiej pod kołderką, po ciemku, i żeby broń boże nam się nie spodobało. Przecież to dla katolika oczywiste, że człowiek nie powinien mieć prawa wybrać czy chce ślubu, czy nie. Przecież to dla katolika oczywiste, że podstawą rodziny nie jest odpowiedzialność, lecz sakrament.

Jakie dziecko chcą wychować autorzy „Standardów WHO” i wszyscy, którzy te standardy popierają? Jaki będzie człowiek wychowany według Standardów WHO? Będzie to dziecko, które od lat przedszkolnych się masturbuje, w pierwszej – drugiej klasie szkoły podstawowej jest przekonane, że akceptowalny seks jest za zgodą obu stron (te kryteria spełnia pedofilia, jeśli dorosły uzyska zgodę dziecka), w klasie czwartej i piątej wie sporo o środkach antykoncepcyjnych i potrafi je zdobyć, a w gimnazjum potrafi negocjować w celu uzyskania przyjemnego i bezpiecznego seksu. I coraz bardziej jest przekonane, że związki są różnorodne, coraz bardziej krytyczne do tradycyjnych norm, coraz bardziej świadome swych „praw seksualnych”. Mówiąc krótko: chodzi o to, aby jak najwcześniej dziecko zostało rozbudzone seksualnie i rozpoczęło współżycie seksualne.

Sedno tylko w tym, że dziecko tak czy siak jest bardzo rozbudzone seksualnie. Jest ciekawe świata, także swojego ciała, jest zaciekawione zmianami, które w nim zachodzą, powoli budzi się w nim popęd. Edukacja seksualna jednynie sprawia, że nie są w tym wszystkim zagubione, że nie dowiadują się o tych rzeczach od równieśników (którzy najprawdopodobniej też gówno wiedzą), lecz od wykształconych ludzi, którzy starają się jak najlepiej, by im rzetelnie tę wiedzę przekazać.

Nie, dziecko nie może wyrazić wiążącej zgody na pedofilię. Ani według prawa, ani według zdrowego rozsądku, ani według WHO... Nie, informowanie dziecka o istnieniu prostytucji nie skłania go do jej uprawiania, tak samo jak nauczanie o narkotykach nie sprawia, że zacznie ćpać. To jest perfidna manipulacja ze strony antygenderowców...

Dalej już w tej książeczce nie dotarłem, ogrom bzdur mnie przytłoczył. Pozostała mi tylko jedna rozkmina z nich wynikająca – skoro według NATAN-a współczesny świat tak usilnie stara się “seksualizować dzieci”, to niby czemu miałby to robić? Po co? Że niby Durex sponsoruje WHO i chce, aby dzieci kupowały tony prezerwatyw, czy jak?