Wyczytałem dziś w Wyborczej:

Tymczasem pogłębiają się wątpliwości co do kandydatury prof. Sitka. Chodzi o to, że prawo wymaga, aby sędzia Trybunału Konstytucyjnego czy Sądu Najwyższego miał magisterium z prawa, tymczasem on ma magisterium z prawa kanonicznego.

Phi, też mi wątpliwości. Co za problem, żeby prawnik kanoniczny startował do TK? Czy byłby problem, żeby przyjąć homeopatę do Naczelnej Izby Lekarskiej? A innego znachora? Któż by się czepiał, gdyby Towarzystwo Astronomiczne przyjęło astrologa?

No właśnie. Więc czemu te hieny z Wyborczej tak się czepiają, że ktoś zna prawo nie tego kraju co trzeba?