Mam szerze dość słuchania panikarzy straszących, że “jak wpuścimy islam do Europy, to się namnożą jak króliki, przewyższą nas liczebnie i za 30 lat wprowadzą nam prawo szariatu”. I to nie tylko dlatego, że w parze z takimi proroctwami przeważnie idą rasistowskie i islamofobiczne obelgi. Również dlatego, że to po prostu nie ma sensu.

Przerażamy się tym, jak islam potencjalnie może negatywnie wpłynąć na zachodnie społeczeństwo, ale czy zastanawiamy się, jak zachodnie społeczeństwo może potencjalnie wpłynąć pozytywnie na świat islamski?

Religie powoli wymierają. Dzieje się to dzięki zwiększeniu świadomości społeczeństwa, dzięki edukacji, emancypacji kobiet, równouprawnieniu mniejszości seksualnych, rozdziałowi kościołów od państw...

Zatem w jakim środowisku islam prędzej wymrze – tam, gdzie muzułmanie “kiszą się we własnym sosie”, są ograniczeni przez prawo szariatu, brak praw kobiet itp., czy w państwie, gdzie zostaną otwarci na inną kulturę, gdzie poznają smak praw człowieka, równouprawnienia, świeckości? Dziecko urodzone w Arabii Saudyjskiej, widzące i w szkole i w domu wyłącznie islam, i któremu za apostazję grozi śmierć, ma marne szanse żeby wydostać się z sideł religii. Ale dziecko, które wprawdzie w domu widzi islam, ale w szkole uczy się tolerancji i zachodnich wartości, które jest przez świeckie prawo i świecką policję chronione, jeśli rodzina chciałaby mu coś zrobić? Wyrwanie się z sideł religii jest dla niego nieporównywalnie łatwiejsze!

Z tej perspektywy przyjmowanie imigrantów z krajów arabskich zdaje się raczej prowadzić do wyniszczenia islamu niż do jego ekspansji, czyż nie? Zamykanie muzułmanów w krajach arabskich i cieszenie się, że są daleko od nas, nie jest rozwiązaniem żadnego problemu.

Skoro w większości chcemy tego samego – eradykacji islamu, to zastanówmy się: czy religia, jakakolwiek, prędzej wymrze w państwie świeckim czy w państwie wyznaniowym?