Ktoś mnie ostatnio próbował przekonać, za pomocą słów jakiejś wojskowej przysięgi, że syryjscy mężczyźni powinni zostać w kraju i walczyć za ojczyznę. Niestety, jako pacyfista mam totalnie w dupie wojskowe przysięgi, jako feminista nie godzę się, by przedstawicieli jednej płci traktować gorzej niż innej, a jako liberał nie zamierzam mówić nikomu, co ma robić ze swoim życiem. Także mnie nie przekonał...

Przysięga leci tak:

Przez całe me życie, dobro Rzeczpospolitej Polskiej ponad wszystko inne wyższe dla mnie będzie. Niepodległości jej zawsze gotów będę bronić do ostatniego tchu. A wszystkie moje czyny i zamiary tej najwyższej służbie podporządkowane będą.

No nie powiem, patos jest, wszystkie podniosłości i wzniosłości na miejscu. Brzmi to dumnie. Brzmi tak, jakby to serio coś znaczyło...

Tyle że pod tą wzniosłą formą niewiele potrafię znaleźć sensownej treści. Ot po prostu ładnie powiedziane, że dla kogoś najwyższą wartością jest akurat ten kawałek gleby i ten aparat rządowy, gdzie trafiło mu się urodzić. Pan przysięgający mógłby równie dobrze w loterii genetycznej wygrać Kambodżę albo Urugwaj. Mógłby podmienić “Rzeczpospolitą Polską” na “Chińską Republikę Ludową”, i nie znaczyłoby to zupełnie nic w kwestii wyższości ChRL nad RP.

Obiektywnie istnieje jednak wyższość na przykład życia nad śmiercią. Albo zdrowia nad chorobą. Bezpieczeństwa nad wojną. Stabilności nad chaosem. Wolności nad niewolą. To wszystko są wartości, z których wynika dobro i wymierne korzyści.

Życie, zdrowie, bezpieczeństwo, stabilność i wolność są dla mnie wartościami o wiele większymi niż jakiś ten a nie inny kraj, w którym trafiło mi się urodzić.

Jestem zatem bardziej pro-life niż wielu chrześcijan, narodowców, patriotów. Życie stawiam wyżej niż kawałek gleby czy szmatki na maszcie. Życie i zdrowie mam tylko jedno, doceniam jego wartość. Kraj natomiast mógł mi się trafić inny, kraj mogę sobie znaleźć lepszy. Jestem większym zwolennikiem tego, co “naturalne”, niż ci wszyscy zapatrzeni w sztuczne podziały narodowościowe, a używający “naturalności” wyłącznie jako wymówki by nienawidzić gejów.

Nie znaczy to jednak, że nie doceniam Polski. Owszem, to jest wartość, ale zdecydowanie mniej ważna. Więcej niż Polska robią dla mnie Niemcy. Więcej niż Polska robi dla mnie Unia Europejska. Wdzięczność, zaangażowanie i poświęcenie muszą wynikać z czegoś więcej niż tylko miasta w rubryce “miejsce urodzenia”.