Urażone uczucia

Głośno jest ostatnio o pewnym ateiście, nad którym, kiedy leżał w śpiączce w szpitalu, zostały odprawione jakieś szamańskie rytuały, i teraz koleś domaga się za to 90 tysięcy odszkodowania. Szkoda, że go nie znam, bo naprawdę nie wiem, co o tym myśleć. Czy on serio czuje się urażony i poszkodowany? Szczerze wątpię, by go to w ogóle obchodziło. Czy jest tylko cwaniaczkiem, który znalazł sposób na kasę bez pracy? Możliwe, ale wolę patrzeć na ludzi z dobrej stony, jeśli mogę. Więc mam nadzieję, że chce się po prostu ponabijać z tego wszystkiego. Albo całkiem na serio chce zwrócić uwagę na problem. W końcu komu by się chciało szlajać po sądach przy tak niepewnych szansach na zwycięstwo?

Ale zaraz zaraz... Problem? Jaki problem? Ktoś pomazał mu czoło odrobiną oleju, i co z tego?

Terlikowski twierdzi, że skoro dla ateisty sakrament namaszczenia jest “pustym gestem”, to nie powinien robić z tego afery. Terlik by nie robił, jeśliby jakiś pastafarianin namaścił go sosem bolońskim. Taa, już to widzę, jak on nie robi afery. A jeśli nazwę pana Terlikowskiego skończonym debilem, to czy pomyśli sobie “przecież wiem, że nie jestem debilem, więc dla mnie to tylko puste słowa”, czy raczej przedsięweźmie jakieś kroki, bym następnym razem bardziej uważał na słowa?

Problem jest. Jest taki, że księża zdają się stać poza prawem. Że za publiczne pieniądze robią coś tam nieprzytomnym ludziom, nie zastanawiając się, czy powinni. Jest taki, że naruszona została godność i podmiotowość tego pana, że został potraktowany jak przedmiot. Czy z nieprzytomnym człowiekiem można robić co się tylko podoba, jeśli tylko nie ma po tym “widocznych” szkód? Jest problem taki, że ludziom narzuca się przekonania religijne. Tak samo jak przy chrzcie – nikt dziecka nie pyta, w co wierzy, ani czy chce, by je chrzczono... Jak przystało na religię ludzi cieszących się z bycia “owieczkami” i modlących się do swojego “pasterza” – ludzie są w niej (i poza nią, jak widać) traktowani jak owce. Niezdolni do samodzielnych decyzji. Nieważne, czego sam chcesz, ksiądz wie lepiej.

To jest chore w samych fundanentach. Chory jest sposób myślenia i chore jest podejście do człowieka. Natomiast sprawa z namaszczeniem ateisty jest tylko jednym z wielu tego objawów.

For the record: takie namaszczenie to dla mnie żaden powód do obrażania się. Do oburzenia – owszem. Ale obrażania? Chyba żaden powód do obrażania się nie jest rozsądny. No bo co z tego że się obraziłeś? Co na tym straciłeś? Co to kogo obchodzi? Jesteś dorosłym człowiekiem, a nie małą dziewczynką! Just deal with it! Niektórzy wierzący puszczają foszunia się przy każdej możliwej okazji, za każdym razem gdy ktoś powie coś niemiłego na temat ich wiary. Ale jak ktoś niewierzący postanowił ich poprzedrzeźniać, to on jest cwaniakowaty i infantylny...

A co niby jest złego w obrażaniu uczuć religijnych? Taa, kogoś to boli, nie wolno ranić, spoko. A jak ktoś wdepnął w gówno, to może nie powinienem mu o tym mówić, by go przypadkiem nie zabolało, tylko grzecznie siedzieć i delektować się tym, jak jemu, mnie i wszystkim dokoła śmierdzi?

I skąd mam wiedzieć, co kogo boli? Znaczy, oczywiście, trzeba mieć wrażliwość, nie wolno być psychosadystą, paplającym co tylko ślina na język przyniesie. Nie o to mi chodzi. Po prostu każda uraza jest subiektywna, każdy odbiera ją inaczej, każdego rani co innego.

Coś tak bardzo nieobiektywnego nie może być podmiotem prawa! A jest... Na podstawie paragrafu 196 Kodeksu karnego można za to pójść siedzieć na dwa lata. Cokolwiek by nie myśleć o “obrazie uczuć religijnych” w kwestiach moralnych, to prawnie takie regulacje są oburzające, ponieważ dosłownie każdy może się obrazić o dosłownie wszystko. Sąsiad cię nie lubi, więc powie, że widział jak publicznie wyrzucałeś spaghetti na śmietnik, a jego, jako pastafarianina, to obraża. Brzmi absurdalnie? Oczywiście że tak. Ale potencjalnie sąd może cię na tej podstawie skazać. Zły przepis, podatny na nadużycia.

Jeszcze dwa słowa o tym memie z kaczką, który wkleiłem na początku: głupi jest. Szacunek to fajna rzecz, ale na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Ani wierzeniom religijnym, ani poglądom politycznym nie należy się on z automatu.

Przeważnie ani mnie one ziębią, ani grzeją. Ciekawią, ot tyle. Z wyjątkiem dwóch przypadków:

  • Gdy są zabawne. Wciąż istnieją ludzie wierzący, że Ziemia jest płaska, albo wklęsła, albo że ma 6000 lat, albo że jest centrum wszechświata. Wciąż są ludzie wierzący w Zeusa (naprawdę!), Światowida i wielu innych. Dla mnie nie ma różnicy między tymi bożkami, a chociażby Jezusem. Bzdura śmieszy nieustannie.
  • Gdy są krzywdzące. Istnieją religie, których zasady obejmują okaleczanie dzieciom genitaliów, odcinanie chłopcom napletków, dziewczynkom łechtaczek... Są religie, w których za apostazję, homoseksualność czy cudzołóstwo grozi śmierć. Są religie głoszące świętą wojnę, walkę z niewiernymi, nawracanie siłą... Jak można coś takiego szanować?! Jak można to choćby tolerować?!

Uczucia religijne to czysta abstrakcja. Czasem narzędzie do manipulacji, nadużyć czy uzasadniania przemocy. Czy naprawdę powinniśmy je szanować?

Related posts:

Kiedy jakieś półtora roku temu czytałem książkę Szumlewicza “Ojciec nieświęty”, była ona dla mnie czymś wstrząsającym. Nie dlatego, żeby szokowała mnie krytyka Jana Pawła, oj nie. Zszokowała mnie odwaga, jaką wykazał się autor, wydając publikację wprost ociekającą aż tak niepopularnymi opiniami i faktami. No bo kto niby mówił wtedy źle o JP2? Może coś po cichu przebąkiwał. Może za granicą. Ale gdzieżby tutaj śmiał ktoś zburzyć mit o niczym niezmąconej idealności “najważniejszego z rodu Polaków”?

Continue reading…

Gdyby nie Fronda, oburzająca się na złych internautów masowo “szkalujących papieża”, pewnie nawet bym nie trafił na fejsbukowe wydarzenie “Mistrzostwa Polski w szkalowaniu papieża”. No ale skoro Frondzia reklamuje...

Continue reading…

Świat nie jest czarno-biały. Wojtyła też nie był...

Całe szczęście, że książkę Szumlewicza przeczytałem jeszcze zanim się dowiedziałem, co to za jeden. Inaczej pewnie bym sobie przypomniał o jego planach zniesienia ubóstwa ustawą i trzymał się z daleka...

Continue reading…