• Od paru dni wreszcie jestem mieszkańcem Niemiec. Wcześniej byłem tu jako turysta. Dopóki się nie zameldujesz, nie możesz tu praktycznie nic – założyć konta, podłączyć internetu, kupić sieciówki, zacząć pracy. Gdzie indziej po prostu przychodzisz do urzędu, składasz wniosek, pokazujesz umowę najmu, i tyle, natomiast w Berlinie kolejki są takie, że termin trzeba z dwumiesięcznym wyprzedzeniem zarezwować. Jakby ktoś się wybierał – koniecznie pomyślcie o tym zawczasu.
  • Urzędy są tu mega. Zawsze miło, szybko, sprawnie. Owszem, wymagają sporo papierologii (Niemcy = papierologia, zawsze), ale załatwianie tam czegokolwiek to czysta przyjemność.
  • Nad drzwiami mojego Finanzamtu jest wykuty w kamieniu Orzeł Rzeszy. Tylko swastykę zasłonili. W sumie słusznie – nie udają, że historia się nie zdarzyła, tylko starają się, aby się nie powtórzyła. Prawie jak w Polsce, gdzie przez tydzień debatowano, czy kandydaci na prezydenta mają prawo choćby wspomnieć o mordzie w Jedwabnem...
  • Jeśli ktoś narzeka na muzułmańskich imigrantów, że brudasy, że żyją z zasiłków, że patologia itp., to chętnie potwierdzę ich obawy własnymi doświadczeniami. Mam ich pełno za sąsiadów, nawet nie wyobrażacie sobie, co oni tu wyprawiają! Mieszkają! Pracują! Dzieci bawią się na podwórku i uczą niemieckiego! No normalnie patologia, nie? Ba, wiem nawet, ile oni zasiłków biorą i ile zarabiają! Zważywszy że w umowie najmu jest zakaz utrzymywania się z zasiłków oraz wymóg zarabiania co najmniej 2,5-krotności czynszu, na który sam się ledwo łapię, mimo że mam jedno z najmniejszych dostępnych tu mieszkań.
  • Za to o polskich imigrantach czasem aż szkoda gadać...
  • Burki nie muszą być nudne. Sąsiadka ma burkę w kwiatki ;-)
  • Tacy niby Niemcy zorganizowani, ale z tak prostą rzeczą jak adres mają problemy. Nawet nie mówię o tym, że w jednym mieście potrafi być kilka ulic o tej samej nazwie (rozróżnialne po kodzie pocztowym), bo przy rozmiarach Berlina to bardzo zrozumiałe. Ale żeby nie potrafić ponumerować mieszkań w bloku? Jeśli mieszka w nim powiedzmy 20 rodzin, to listonosz szukając skrzynki Müllera musi przejrzeć je wszystkie w poszukiwaniu napisu “Müller”, zamiast po prostu wrzucić list “pod piątkę”. Wiadomo, że piątka będzie między czwórką a szóstką. Ale gdzie będzie Müller? – loteria. To samo z wyborem przycisku na domofonie oraz drzwi pod które chce się zadzwonić. Zdecydowanie więcej z tym problemów, niż to konieczne. A wystarczyło by użyć liczb naturalnych...
  • Albo to tylko my mamy takie parszywe szczęście, albo najważniejszym punktem przygotowań do emigracji do Germoney powinno być zabranie ze sobą wiadra internetów... Jeden operator wziął kasę za starter i go nie przysłał, inny uznał że ich SIM nie działa, bo nie działa, i im bardzo przykro... Za to trzeci wpadł na świetny pomysł, żeby na okres tych 2-3 tygodni, co się wszędzie czeka na podpięcie DSL-a, dać ludziom za friko router HSDPA. No i pomysł byłby świetny, gdyby ta ich karta działała... Ale miły pan na infolinii kazał poczekać dzień. Po dwóch dniach jeszcze milszy pan kazał poczekać 48h. Po niezliczonej liczbie godzin - MAM NETA!