Brakuje mi polskiego zwrotu na ten stan. Niby słownik tłumaczy go jako “durzyć się, podkochiwać się w kimś”, ale to jakoś nie oddaje sedna. Tych nieustannych podchodów, młodzieńczego strachu, obsesji, uganiania się za kimś, fantazji, marzeń, nieśmiałości, milionów głupich myśli...

Czy ja jestem już stary? Bo zdałem sobie sprawę, jak dawno nie miałem crush... Owszem, byłem in love, byłem loving i loved... Ale to nie to samo. Bo miłość jest taka dorosła, odpowiedzialna, wymagająca. Bo “Zależy mi na kimś” jest tak bardzo różne od “marzę o kimś”...

Niby dorosłość jest sporo trudniejsza, a jednak wiele rzeczy przychodzi tak łatwo w porównaniu do młodszych lat... Teraz mniej więcej wiem, z kim się mogę jakiej relacji spodziewać, kogo jestem w stanie “wyrwać” (cudzysłów ma za zadanie usunąć uprzedmiotowienie z tego słowa, ale nie wiem, czy mu się udało)... Teraz potrafię już podejść do tego wszystkiego na luzie (przynajmniej do czasu, gdy to się nie przerodzi w coś głębszego). Jakoś teraz mniej w tym wszystkim zagadki, mniej niepewności, a może i romantyczności.

Nie mówię, że to źle. Po prostu jakoś tak tęskno...

Z uniesień pozostało mi uniesienie brwi,
ze wzruszeń - wzruszenie ramion.
Jacek Podsiadło