Tak więc trwają te trzy...

Św. Paweł kończy swój Hymn o Miłości słowami “Tak więc trwają wiara, nadzieja i miłość – te trzy. Z nich zaś największa jest miłość”. O pięknie samego hymnu można by się rozpływać godzinami, ale teraz chciałbym się skupić tylko na tej właśnie jego końcówce. Właściwie to dlaczego miłość jest największa spośród tych trzech cnót teologalnych?

Czytałem gdzieś odpowiedź, jaką dał na to pytanie św. Augustyn. (To mógł nie być Augustyn, choć jestem niemal pewny, że jednak on, ale nie mogę teraz znaleźć żadnego źródła...). Według niego sęk w tym, że dwie pierwsze cnoty są tymczasowe, ziemskie, trzecia natomiast – niebiańska. Wiara ma jakikolwiek sens wyłącznie na Ziemi, bo gdy człowiek jest już “po drugiej stronie”, to w cóż miałby niby wierzyć, skoro już wszystko wie, skoro już doświadcza Boga osobiście? Tak samo jaki sens miałaby tam mieć nadzieja? Nadzieja na co? Skoro już się człowiek tapla w nieskończonej szczęśliwości i niczego więcej mu nie trzeba?

Wow... mądre to, czemu sam na to nie wpadłem? Oczywiście nie podzielam zdania Augustyna (bo opiera się ono na bezpodstawnym założeniu, że istnieje życie po śmierci, i to dokładnie takie, jakie on sobie wymarzył) ale w obrębie dogmatyki chrześcijańskiej jest ono bardzo sensowne i na tyle ciekawe, że chciałem się nim tutaj podzielić.

A co sam myślę na ten temat? W sumie to za dużo nie myślę... Bo jaki jest sens ustalania, która cnota jest najważniejsza, jeśli nie są ze sobą sprzeczne? Czasem trzeba wybierać między rodziną a pieniędzmi, między karierą a dziećmi, między wolnością a bezpieczeństwem, itp. Ale jeśli nie trzeba, to po co? To nie zawody, wystarczy nam to, że w każdej z nich jest sporo dobrego.

Tak tak, w wierze też. Choć często ją krytykuję, to nie mogę zaprzeczyć, że bywa wielce pożyteczna, a wręcz niezbędna do przetrwania! Dzieci wierzą swoim rodzicom ślepo i bezgranicznie, wręcz naiwnie. I bardzo dobrze! Jeśli dziecko miałoby samo empirycznie dojść do tego, że ogniem może się poparzyć, a przez okno może wypaść i wcale nie będzie latało, to wkrótce nie byłoby już żadnych dzieci! Dopiero po osiągnięciu pewnego poziomu wiedzy, doświadczenia, dorosłości, jesteśmy w stanie samodzielnie dochodzić do tego, co dla nas dobre, a co złe, co jest prawdziwe, a co nie. Zadziwiające, jak bardzo pasują tu słowa Pawła z tego samego Hymnu: “Kiedy stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce”. Ja wyzbyłem się wróżek, smoków, potworów, wiedźm, przesądów, mikołaja, bogów, elfów, krasnoludków... Ale wcześniej było mi z nimi bardzo dobrze, baśniowo, dziecięco, beztrosko...

Nadzieja to piękna rzecz, ale i z nią nie można przesadzić. Nadzieja to jedyne, co trzyma nas przy zdrowych zmysłach, gdy sytuacja jest beznadziejna (sic!). Nadzieja jest ostatnim orężem w trudnych chwilach. Ale zdaje mi się, że choć świetnie nadaje się do takich sytuacji, to jednak nadaje się wyłącznie do nich. Bo kiedy wcale nie jest nam aż tak źle, to rozbudzanie w sobie nadziei może przerodzić się w złudzenia, nierealne oczekiwania, może prowadzić do życia w fikcyjnym świecie oraz do bolesnych rozczarowań. Life is brutal, i tyle. Nie lepiej się z tym po prostu pogodzić?

O miłości natomiast nic specjalnego tu nie naskrobię, wystarczy oddać głos Hymnowi Pawła. Miłość jest jedyną spośród tych trzech, którą bez wątpienia nazwę “cnotą”, “wartością”. Wiara zbyt często urąga rozumowi, nadzieja zbyt często nas zwodzi i mami... ale miłość? Co może być złego w pragnieniu czyjegoś dobra? A zatem w tym sensie mógłbym się zgodzić, że “największa z nich jest miłość”.

Pytanie jeszcze: czemu właściwie akurat te trzy są wyróżnione spośród wszystkich cnót? Paweł wybrał te trzy do swojego tekstu, no i jakoś tak się utrwaliło w tradycji. Teologowie sugerują, że zrobił to dlatego, że mają one swoje źródło bezpośrednio w Bogu (stąd nazwa “teologalne”) i nie da się ich zdobyć przez pracę nad sobą, wychowanie, ani w żaden inny sposób. Cóż, chuj raczy wiedzieć, skąd oni niby to wiedzą...

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, wolność, rozsądek, sprawiedliwość, miłosierdzie, odpowiedzialność, uczciwość, odwaga, umiarkowanie, hojność, wdzięczność, pomocność, cierpliwość, zaufanie, spokój – i wiele wiele innych. Z nich zaś niech każdy czerpie rozsądnie. Amen.