Lubię czytać Frondę / Mały Dziennik dla beki. Mają tam tak specyficzny styl obrażania inteligencji czytelnika, że rozpoznałbym go z kilometra.

Ostatnio Tomasz Terlikowski wziął się za szukanie szatana w australijskiej komisji badającej pedofilę w Kościele.

Zaczął od disclaimera “ja nie popieram pedofilii, ale...”.

"...ale jak to szatan ośmiela się sugerować, że celibat możę powodować frustrację seksualną, a tajemnica spowiedzi pomaga w ukrywaniu pedofilii? Szatan nas tak atakuje, żeby nam się Kościół zawalił!”

Nie ma co, widać jak głęboko wierzy w stabilność swojej sekty, skoro potencjalna likwidacja dwóch zasad, bez których oficjalnej kodyfikacji Kościół obszedł się przez bagatela całe pierwsze tysiąclecie swojego istnienia [1], [2], aż tak go bulwersuje...

Doskonale też widać, jak użyteczny jest dla Kościoła “szatan”. Gdy coś idzie po naszej myśli – to na pewno był nasz wyimaginowany przyjaciel, bóg! Gdy coś nam się nie podoba i trzeba to ludziom zdemonizować – to na pewno był nasz wyimaginowany wróg, szatan! Szatanem można sobie tak szastać, bez cienia dowodu, że jakiekolwiek siły, poza ludźmi zatroskanymi o dobro dzieci, były zaangażowane w ten cały proces.

W każdym razie... Jako antyklerykał i jako człowiek zatroskany o dobro dzieci, chciałbym powiedzieć, że zarówno celibat, jak i tajemnica spowiedzi, to mnie w sumie za bardzo nie obchodzą.

O ile tylko księża przestaną gwałcić dzieci i kryć się nawzajem, to jest mi zupełnie bez różnicy, czy udają przy tym, że z nikim nie sypiają, czy nie.

O ile tylko będzie przestępstwem krycie pedofilów, morderców, oszustów, gwałcicieli itp., niezależnie czy ktoś nosi koloratkę czy nie, niezależnie czy ktoś się o tym dowiedział w konfesjonale czy w supermarkecie, to wewnętrzne regulacje danej sekty niewiele mnie obchodzą.