Partia o zadziwiająco brzydkiej nazwie opublikowała program o zadziwiająco słabej zawartości. Serio dno.

Na dodatek udostępnili go wyłącznie w formie obrazka na fejsbuku, który zdążył już z niego zniknąć. Poniżej moja kopia:

Polska Partia Stonoga - Program

facebook.com

W punkcie pierwszym chcą zmienić Konstytucję, aby zakazać pełnienia jakichkolwiek funkcji publicznych dla byłych członków PZPR i funkcjonariuszy państwowych do 01.01.1990 r. No dobra, czaję, PRL był zły. I właśnie dlatego każdy, kto był nauczycielem przed ‘90, teraz już nie będzie mógł. Każdy, kto był porządnym ciężko pracującym urzędnikiem przed ‘90 – teraz ma być skreślony. Ba, każdy kto był wtedy żołnierzem (a służba była obowiązkowa!) w stonogowej rzeczpospolitej będzie miał zakaz pełnienia stanowisk publicznych. Rany... Ja pisząc byle artykulik na blogaska bardziej przykładam się do precyzyjnego formułowania myśli, niż pan Stonoga tworząc program, którym chce odbudować całe państwo! Radziłbym mu zajrzeć w Google i sprawdzić, kto się zalicza do “funkcjonariuszy publicznych”.

W punkcie drugim i trzecim chcą znieść jakiekolwiek immunitety. A wystarczyłoby zajrzeć na Wikipedię i poczytać, po co w ogóle powstała taka instytucja: aby poseł podczas wystąpień sejmowych mógł zachować niezależność, aby Rzecznik Praw Obywatelskich nie musiał się obawiać, że aparat państwowy go zamknie, gdy będzie niewygodny... Owszem, immunitety bywają nadużywane, ale czy rozwiązaniem jest ich całkowita likwidacja? Niech nie będzie niczego, no nie?

W punkcie czwartym chcą narzucić skarbówce limit czasu kontroli – i tu się nie mam czego przyczepić. Za to w piątym znowu ich poniosło – długi poniżej 25k (czyli... większość?) wykreślamy z rejestrów, i pomagamy ludziom, którzy popełnili przestępstwa, bo byli biedni. Ech, pan Stonoga próbuje sprawiać wrażenie słusznie oburzonego na nadużycia policji, ale ciągle wychodzi na wierzch jego prymitywne podejście “CHWDP” i głaskanie po główce przestępców i dłużników... Blee...

Punkt szósty to przejaw zjawiska, z którego już ładnych parę lat temu brechtali standuperzy. Jak instytucja zajmująca się ubezpieczeniami zdrowotnymi ma problemy, to podzielmy ją na mniejsze. Jak one mają problemy – połączmy je w jedną. Przychodzą do Ministerstwa Zdrowia nowe ekipy i plan mają taki, żeby podzielić połączone albo połączyć rozdzielone, i tak w kółko. Tyle że to nie działa. Ale pan Stonoga wie swoje i planuje powrót do Kas Chorych. Ale, uwaga, jeszcze drobniej – przy szpitalach w rejonie których zamieszkujemy. Czyli podróże odpadają – jak zachorujesz gdzieś na wyjeździe, musisz wracać do domu, bo gdzie indziej nie jesteś ubezpieczony. Mobilność spada niemal do zera. Ale w końcu przecież żyjemy w średniowieczu i nikt nie opuszcza swojej wioski częściej niż raz do roku na odpust do miasta oddalonego o pięćdziesiąt kilometrów. Więc słusznie, panie Stonoga, na co komu ubezpieczenie w całej Polsce (czy nie daj bogini – całej Europie!).

Siódmy punkt jest prościutki: zakłada zrównanie emerytur esbeckich do emerytur każdego Polaka. No nie no... Już coś wspominałem o precyzyjnym formułowaniu myśli, prawda? Czyżby w Polsce istniały tylko dwie stawki emerytury, esbecka i każdopolska? Widzę że partia Stonogi uwielbia konkrety... Ale tak czy siak: jakim prawem chcą odebrać ludziom świadczenia, które sobie wypracowali? Pacta sunt servanda, czyż nie? Nawet jeśli byli najgorszymi szumowinami (w co w sumie nie wnikam) – to jednak pracowali zgodnie z prawem jako legalni agenci legalnego państwa, otrzymali od państwa (zarówno PRL, jak i III RP) zapewnienie takiej a nie innej wysokości emerytury, więc jakim prawem państwo miałoby się nagle wypiąc na te zapewnienia?

Ósmy punkt dubluje się z szóstym (ale co tam, idziemy na ilość, nie na jakość), dodając tylko, że składki zdrowotne będą dobrowolne. Słusznie! W kraju tak bogatym jak Polska (w końcu SPP kocha dłużników, więc będziemy bogaci) nikt nie musi się martwić o pieniądze, nikt nie musi wybierać między chlebem dla dzieci a ubezpieczeniem zdrowotnym, więc na pewno każdy podejmie odpowiedzialną decyzję, że chce się ubezpieczyć...

Punkt dziewiąty zaczyna się fajnie: zaostrzamy kary za ciężkie przestępstwa (ba, nawet za pedofilie, mimo że to przecież perfidny atak na Kościoł!). Ale potem znowu robi się stonogowo. Poręczenie majątkowe ma wynosić co najmniej trzykrotność wartości wyrządzonej szkody. Ludzie... Poręczenie majątkowe ma na celu być na tyle dotkliwe dla podejrzanego, by mieć pewność, że pojawi się on na rozprawie, aby tych pieniędzy nie stracić, i jednocześnie na tyle przystępne, by nie przepełniać aresztów i by ludzie bez wyroku nie musieli tam odsiadywać. Jeśli uzależnimy jego wysokość od wartości szkody, to zaraz będzie można kogoś niewygodnego, lecz biednego, wsadzić pod fałszywym zarzutem oszustwa na grube miliony – i niech sobie czeka lata na rozprawę... Cudowny kraj, nieprawdaż?

No a w punkcie dziesiątym stonogowcy kontynuują politykę “niech nie będzie niczego” oraz “naprawiaj przez dzielenie i łączenie”. Zlikwidują Straż Miejską, ITD, CBA, Kontrolę Skarbową i Służbę Celną – zastępując ją nowymi departamentami Policji. Słowem – dużo zmieńmy, tylko tak, żeby się nic nie zmieniło.

W jedenastce to już zupełnie polecieli. Likwidują wszystkie zezwolenia i koncesje, z wyjątkiem obrotu bronią, lekami i usługami medycznymi. Jak cudownie! Teraz będę mógł sprzedawać radioaktywny polon, o ile nie będzie w formie bomby atomowej! Będę mógł sobie założyć firmę transportową, ba, linię lotniczą, bez organu kontrolującego, czy tych wszsytkich ludzi przewożę bezpiecznie! Będę mógł sobie sprzedawać paliwo, nie przejmując się możliwością utraty koncesji, jeśli je trochę rozwodnię. No i alkohol będę mógł sprzedawać niezależnie od zawartości metanolu! Cóż za cudowne państwo!

Dwunasty punkt też jest super. Aż go przepiszę w całości: Zmiana przepisów kodeksu karnego poprzez obowiązek umorzenia postępowania karnego wobec sprawcy przestępstwa posiadania niewielkiej ilości narkotyków miękkich i ich zażywania ze szczególnym uwzględnieniem sprawców, którzy w chwili popełnienia czynu nie ukończyli 21 roku życia, a jego popełnienie było pierwszym złamaniem prawa.

Zdecydujmy się – albo jaranie zioła jest szkodliwe społecznie i jest przestępstwem, albo nie jest. Tutaj robimy z niego przestępstwo, którego nie ścigamy. WTF? To nie lepiej po prostu wykreślić je z kodeksu? Ewentualnie zostawiając jako nielegalną dilerkę i wprowadzając, a niech im już będzie, to dziwaczne rozróżnienie na “miękkie” i “twarde”? I co to niby znaczy “obowiązek umorzenia (...) ze szczególnym uwzględnieniem”? Czyli że jako prokurator muszę umorzyć, ale jak ktoś ma <21, to muszę bardzo bardzo umorzyć? Albo może znaczy, że jednak to nie jest obowiązek, i jednak mogę wsadzać ludzi za posiadanie pół grama? A jak to jego pierwszy raz, to po prostu złapię go dwa razy...

W punkcie trzynastym stonogowcy deklarują chęć zwolnienia z podatku dochodowego studentów, ludzi 5 lat od założenia pierwszej działalności oraz 5 lat od ślubu. Super, czyli będę sobie studiował gówniane kierunki na koszt państwa tak długo, jak się da, potem wezmę ślub z pierwszą lepszą, po pięciu latach rozwiodę się i znajdę inną... TADA! Ja bogaty, budżet biedny – jak cudownie!

Główną zaletą punktu czternastego jest to, że jest już ostatni... Zakłada bowiem nałożenie CIT-u na korporacje na terenie RP. Czyli czegoś, co już dawno istnieje. Bo to nie jest tak, że niektóre firmy są zwolnione z CIT-u, lecz tak, że unikają płacenia go, poprzez manipulowanie kosztami. No ale kto by tam od domorosłych polityków wymagał znajomości problemów, które zamierzają rozwiązać?