Kampania Ratujmy Kobiety zebrała i złożyła w Sejmie 215 tysięcy podpisów za ustawą liberalizującą przepisy antyaborcyjne. Już wiadomo, że ich projekt nie przejdzie, bo nawet “oświecone” i “nowoczesne” partie postanowiły umyć od niej ręce, deklarując, że aborcja to “sprawa światopoglądowa”, więc każdy ich poseł może zagłosować zgodnie ze swoim sumieniem. (Ale już kobiety, które stają w sytucji niechcianej ciąży, własnym sumieniem kierować się nie mogą, no nie?)

“Sprawy światopoglądowe” to po prostu eufemizm dla kwestii o tyle kontrowersyjnych, że politycznym chorągiewkom na wietrze bardziej opłaca się zachować neutralność niż twardo opowiedzieć za którąkolwiek ze stron.

“To nie jest tak, że ja dyskryminuję gejów, to po prostu mój światopogląd, że są gorsi od normalnych ludzi!”, “Ja wcale nie jestem za zmuszaniem kobiet do rodzenia, ale mam taki światopogląd, że aborcja to grzech”. Bullshit.

Światopogląd też może być krzywdzący, też może być niesprawiedliwy, też może być zły. Do jasnej cholery, nawet rasizm to “światopogląd”!

Wyobrażacie sobie, że do Sejmu wnoszą ustawę zakazującą dyskryminacji czarnoskórych, a wszystkie partie mówią, że to “sprawa światopoglądowa” i próbują ludziom wmówić, że jak kto nie zagłosuje, tak będzie dobrze?

To nie jest sprawa światopoglądowa, lecz sprawa podstawowych praw obywatelskich. Wszyscy mają prawo być traktowani równo w przestrzeni publicznej. Czarnoskóry ma prawo do ochrony przed dyskryminacją, niewierzący ma prawo być przez państwo traktowany tak samo jak katolik, gej ma prawo poślubić osobę, którą kocha, tak samo jak każdy heteryk.

A kobieta ma prawo zdecydować, co zrobi ze swoim własnym ciałem. Nawet jeśli tak się złożyło, że pasożyt w jej brzuchu ma ludzkie DNA (choć poza nim niewiele wspólnego z człowiekiem).

Dlaczego sumienie ustawodawców ma być ważniejsze od mojego własnego? Jeśli pan poseł uważa akty homoseksualne za grzech, to niech ich nie uprawia – ja jestem gotów zaryzykować piekło, proszę bardzo. Biorę to na siebie. Jeśli pani poseł uważa, że za aborcję idzie się do piekła, to niech sobie rodzi, ile jej się podoba – ale niech pozwoli innym kobietom zdecydować. Ich ciało, ich “dusza”, ich “sumienie”.

Ale jeśli już musi głosować przeciw, niech przynajmniej nazwie to po imieniu – ogranicza ludziom ich prawa. Nie “wyraża swojego światopoglądu”, nie “kieruje się sumieniem”. Chowa się za tymi sloganami, by nie wkurzyć wyborców. Już nawet do PiS-owców mam więcej szacunku: nazwą homoseksualną miłość “jałowym związkiem”, nazwą kupkę komórek bez systemu nerwowego “człowiekiem”, pokrzyczą, poobrażają, popsują – ale przynajmniej ze szczerą nienawiścią. Nie to co polityczni tchórze chowający swoją prawdziwą twarz pod wyświechtanym hasłem “sumienie”.