Natknąłem się właśnie na artykuł Katolickiej Agencji Informacyjnej pt. “Rząd Francji knebluje katolikom usta”. I jak na sceptyka przystało, ruszyłem na poszukiwanie alternatywnych źródeł informacji na temat tego rzekomego kneblowania. Nie było jakoś strasznie cieżko, ale też KAI ani trochę nie ułatwiło mi tego zadania... I, jak się okazało, zrobiło bardzo słabą dziennikarską robotę.

Dlaczego? Odpowiem na przykładzie, porównując artykuł KAI z pierwszym lepszym wynikiem z googla: “France moves to ban misleading anti-abortion websites” ze strony The Verge.

  • Przede wszystkim nie jest tam tak, że nawet jeśli nie znasz danej strony, to i tak już od nagłówka/zajawki wiesz w jakim tonie będzie cała reszta artykułu i po której stronie opowie się autor.
  • The Verge prezentuje obie strony sporu, podczas gdy KAI nawet nie zacytowała żadnego przedstawiciela zwolenników ustawy ani nie wspomniała o żadnym jej aspekcie z ich punktu widzenia.
  • KAI nawet nie wspomniała, że głównym celem ustawy jest walka z dezinformacją nt. aborcji. “Dezinformacja” to tu słowo kluczowe. Mogli chociaż nazwać to “przykrywką pod kneblowanie ust” czy coś. Ale nie wspomnieli w ogóle. A przez brak tej informacji ciężko nawet wybrać słowa kluczowe do szukania w googlach alternatywnego źródła.
  • Tymczasem The Verge do takowego źródła wprost zalinkowało (The Guardian). KAI podała jedynie nazwę tygodnika, którego redaktor naczelną cytują. Powodzenia w znalezieniu konkretnego artykułu dla kogoś, kto nie zna francuskiego, ale chciałby choć przez Google Translate do niego zajrzeć.
  • The Verge zalinkowała również do treści samej ustawy na stronie Zgromadzenia Narodowego, podczas gdy KAI nie podała nawet jej nazwy. I weź tu ją wyszukaj, weź tu potwierdź przeczytane informacje.
  • KAI nawet nie wspomina, że prawo (również podlinkowane, btw.) zabraniające wywierania wpływu na ciężarną (“exert psychological or moral pressure” on women who are seeking information about abortions) już dawno we Francji obowiązuje, a teraz jedynie ma zostać rozszerzone na cyberprzestrzeń.
  • Wspomina natomiast o rzekomym “zakazie otwartego rozmawiania o islamie i homoseksualizmie”, nie podając żadnego źródła takich sensacji.
  • The Verge linkuje również do przykładowych stron, które zostaną dotknięte nową ustawą. Jeśli czytasz tylko eKAI, nie masz opcji na nie zajrzeć i samemu wyrobić sobie zdanie nt. ich treści.
  • Autorka tekstu wydaje się wstydzić swojego dzieła, jako że podpisała je tylko inicjałami. Rozumiem, że na papierze w gazecie szkoda miejsca na nazwiska, więc można wrzucić sam inicjał plus gdzieś osobno skład redakcji. Ale żeby w Internecie?
  • Brak możliwości komentowania na ekai.pl jest strasznie wkurzający. Przecież komentarzami Internet stoi! To jest medium dwustronne, pozwalające na konfrontację różnych punktów widzenia. A brak komentarzy robi z niego zwyczajną gazetę, tylko na innym nośniku.

O tym całym The Verge pierwsze słyszę, a mimo to już zdążyli sprawić na mnie wrażenie zdecydowanie bardziej profesjonalnych niż Katolicka Agencja “Informacyjna”... Wstyd.

Gdyby choć nazywali to publicystyką czy felietonami – wtedy subiektywność czy nawet stronniczość są wręcz wskazane. Ale żeby stronnicza była “agencja informacyjna”? Koniec świata!