Czytanie w internecie komentarzy pod artykułami na dowolny temat związany z LGBT jest strasznie dołujące. Nie dlatego, że mi się przykro robi (choć czytanie nieprzyjemnych rzeczy z definicji jest nieprzyjemne), ale dlatego, że szkoda mi tych wszystkich ludzi, którzy są tak głupi, że uważają kozę za podmiot posiadający pełnię praw obywatelskich i zdolny do wyrażenia świadomej zgody na małżeństwo lub stosunek seksualny. No i tych cierpiących na syndrom bólu proktoeksteriorycznego: “jak ciebie ktoś przerucha w dupę, to mnie moja boli”. Doprawdy biedni ludzie...

Ale w jednym muszę się z nimi zgodzić – owszem, są w tym kraju pilniejsze problemy. Traktowanie paru milionów ludzi jako obywateli drugiej kategorii wprawdzie nie brzmi fajnie, ale jeśli porównać ich sytuację z tym, co przeżywają rodziny niemające co do garnka włożyć, to ich problemy wydają się takie błahe...

Tyle że zlikwidowanie problemu ubóstwa, głodu czy słabego wykształcenia wymaga gruntownych reform, przemyślanej polityki i zbalansowanego budżetu, podczas gdy w tym drugim przypadku wystarczy porządna ustawa o związkach partnerskich oraz o uzgodnieniu płci – i tyle. Jest tylko jeden powód, dla którego sprawa LGBT tak się ciągnie i przedłuża, a są nim właśnie ci, którzy narzekają na to, jak się wszystko ciągnie i przedłuża, marnuje czas i niszczy tradycje.

Związki partnerskie / małżeństwa jednopłciowe to sprawa, która ich totalnie nie dotyczy, nie wpływa nijak na ich życie, nie zmusza ich do niczego, nie uszczupla im budżetu, nie odbiera im praw. Po prostu się uparli żeby być przeciw. Żeby ludzi sobie dla rozrywki powkurwiać, żeby poczuć się od nich lepszym.

No bo chyba nikt mi nie powie, że pan, który łaskawie kiedyś tam byłby skłonny “zacząć rozmawiać o pewnych ustępstwach” nie uważa się (tylko z racji swojej orientacji) za lepszego człowieka od innych? Już nawet nie “przywileje” by nam dał, co najwyżej “ustępstwa”. Jakbyśmy byli rozpieszczoną grupą ćwierćobywateli awanturującą się o jakieś głupie fanaberie...

Spoko. Członkowie Ku Klux Klanu też mogliby być chętni “zacząć rozmawiać o pewnych ustępstwach” wobec czarnych. Jakże to łaskawe z ich strony!