Hipoteza Sapira-Whorfa mówi, że język nie tylko opisuje rzeczywistość, ale też na nią w mniejszym lub większym stopniu wpływa. Słowa, których używamy, związane z nimi wspomnienia i skojarzenia, to wszystko zmienia nasz sposób myślenia, a co za tym idzie – zachowania.

Rozmaicie pojęta Siła Wyższa jest przykładem tego, jak różne myśli mogą być związane z różnymi słowami, mimo że podobno opisują one jedną i tę samą ideę. Już samo słowo “Bóg” jest fascynujące lingwistycznie. Już sama wielkość jego pierwszej litery niesie ze sobą duże znaczenie i zmienia przesłanie tekstu. Używane w każdym zakątku świata (oczywiście w różnych językach) znaczy niby to samo, a jednak każdy, kto je wymawia, ma na myśli kogo innego.

Kto inny jest dla niego Tym Jedynym, a pozostali to tylko ułuda, bajka, zasadzka Szatana. Albo i nie, dla niektórych nie-jego bogowie są jak najbardziej realni, lecz mniej potężni od Tego Prawdziwego. Albo i równie potężni, lecz nie-nasi, więc kit z nimi. Dla jednych słowo to oznacza Jedyny, Transcendentny Byt, dla innych zaś jedno z wielu podobnych w naturze istnień. Są tacy, używający tego słowa do opisu czegoś, czemu nie udowodniono istnienia, ale też i tacy, którzy nazywają nim coś, co z całą pewnością istnieje – Naturę, Wszechświat...

Jaki jest więc wspólny mianownik? Co łączy wszystkie te różnorodne idee ukrywające się za słowem “bóg”? Chyba tylko jedno – ich wyższość nad człowiekiem. Olimpijscy bogowie byli o tyle wyżsi, że nieśmiertelni i z paroma supermocami. Bóg wielkich religii jest już wyższy o wiele bardziej, transcendentny, nieuchwytny, zegarmistrz wszechświata... Bóg panteistów przerasta człowieka ogromem czasoprzestrzennym, majestatem i potęgą praw natury. I zdaje mi się, że tylko to je łączy, cała reszta zaś dzieli.

Spójrzmy na same tylko wielkie religie monoteistyczne. Jakie skojarzenia budzi w Tobie neutralne słowo “Bóg”? Najprawdopodobniej jest ono dla Ciebie równoznaczne z tym bóstwem, którego nauczono Cię od dziecka. Lecz co jeśli zamienić je na nazwę własną tego samego bytu?

“Jahwe”. Brzmi twardo, okrutnie, despotycznie. Im lepiej znasz Stary Testament, tym zapewne gorsze skojarzenia masz z tym imieniem.

“Adonai”, “El”, “Elohim”. Najprawdopodobniej nie kojarzą Ci się z niczym. Ale oznaczają tego samego osobnika co “Jahwe”. Ze względu na powygnaniową żydowską tradycję zabraniającą wymawiania świętego imienia, zastępowano je słowem “Adonai”, czyli “Pan”. “El” oznacza po prostu “Bóg” i znasz je zapewne jako część nazwy “Izrael” albo imion “Rafael”, “Emmanuel”, “Ezechiel” itp. “Elohim” to liczba mnoga tego słowa, “Bogowie”. Dla jednych oznacza to zwyczajny politeizm Izraelitów, dla innych jest to pluralis maiestatis – forma liczby mnogiej użyta tam, gdzie naprawdę myśli się o bycie pojedynczym, w celu podkreślenia jego majestatu, wielkości.

“Allah”. Jeśli nie znosisz muzułmanów, pewnie obrzydza Cię to słowo. Przywodzi Ci na myśl prymitywizm, zacofanie, bezduszność. Jeśli fascynuje Cię kultura arabska, słowo “Allah” może Ci się kojarzyć z majestatem, złotem, mocą. Co więcej, niektórzy mają tu jednocześnie i jedne i drugie skojarzenia.

“Jehowa”. Brzmi dla Ciebie jak żart, a nie jak Bóg, prawda? Jehowa to taki Jahwe ograbiony z boskości, fałszywy, żałosny. Wielu zapewne nie kojarzy się z żadną Siłą Wyższą, lecz tylko ze swoimi świadkami. Wystarczyło pozmieniać parę samogłosek z imieniu Boga Żydów, by tak bardzo wpłynąć na to, co staje nam przed oczami, gdy je słyszymy.

A wszystkie te religie czczą przecież tę samą osobę! Bóg żydów jest Bogiem chrześcijan (choć już nie odwrotnie), Bóg chrześcijan jest Bogiem muzułmanów i świadków (i znów bez vice-versa). Jedna osoba pod kilkoma aliasami, które stawiają ją w zupełnie innym świetle!

A nie, przepraszam, nie zawsze jedna osoba. Dla niektórych są to trzy. Ale w jednej. W sumie ciężko powiedzieć. “Jezus”. Niby też jest Bogiem, i to tym samym co Jahwe, a jednak większość z nas widzi ich jako dwa zupełnie osobne byty. “Bóg” kojarzy się z jednym, “Jezus” z drugim. Owszem, gdy chwilę pomyślimy, przypomnimy sobie co mówili na katechezie, to powiemy sobie że Jezus wg chrześcijan jest Bogiem. Ale i tak pierwszym skojarzeniem będzie po prostu człowiek. Facet z krwi i kości. Totalnie różny od Ojca, i z natury i z charakteru.

“Duch Święty”. To samo co z Jezusem tylko do potęgi. Najbardziej ignorowany członek Trójcy. Niby “równy w bóstwie” z resztą, a jednak najczęściej nie kojarzy nam się z niczym. Mi osobiście bardziej kojarzy się z przedmiotem niż podmiotem, bardziej z narzędziem w rękach pozostałych Dwóch, niż pełnoprawnym Bogiem.

A to wszystko tylko jedna osoba! Pomyśleć ile różnych znaczeń (czy raczej skojarzeń do) słowa “Bóg” kryje się w innych religiach! Jeśli się uprzeć, to jako “Bóg” można przetłumaczyć słowo “Dao”, oznaczające dosłownie “Drogę”. Taoizm jest wprawdzie nieteistyczny, ale posiada koncepcję czegoś, co przerasta człowieka pod każdym względem. Jest nieosobowe, niestałe, nieopisywalne, nieuchwytne. Rządzi wszystkim co się dzieje we wszechświecie, jest wszechświatem, jest esencją wszechświata...

Buddyści też są nieteistyczni, mimo że wprost używają słowa “bóg”. Dla nich oznacza to byt, który w poprzednim wcieleniu zebrał na tyle dużo karmy, że teraz pławi się w nieopisanej niebiańskiej rozkoszy. Każdy może zostać bogiem. Ale oni totalnie nie przywiązują uwagi do tej formy bytu, gdyż każdemu bogowi kiedyś jego dobra karma się wyczerpie i po paru eonach spadnie on znów w niższe formy. Dla buddysty celem nie jest zostanie bogiem, lecz wyrwanie się z łańcucha kolejnych wcieleń.

Jest wiele słów opisujących nieteistycznego, nieosobowego, panteistycznego Boga. “Siła Wyższa”, “Arche”, “Natura”, “Wszechświat”... Każde ma inne konotacje, inny przekaz, inne zabarwienie.

Idea boga jest pasjonująca pod tak wieloma względami! Filozoficznie, ontologicznie, socjologicznie, psychologicznie... Ale także, co mam nadzieję pokazałem, także lingwistycznie! A jest jeszcze tyle kwestii do poruszenia w tym temacie, jak choćby silna “antropomorfizacja” (“uczłowieczanie”) i “androizacja” (“umężczyźnianie”) Boga w monoteizmie, widoczna np. w takich jego imionach jak “Ojciec”, “Król”, “Pan”, “Budowniczy”, “Architekt”...

O tak, idea boga jest pasjonująca lingwistycznie...

PS Jeśli, być może, uraziłem Cię, nazywając Twojego Boga epitetami w stylu “mściwy” czy “żałosny”, to nawet nie jest mi przykro. Przecież nie pisałem o nim per se, lecz tylko o związanych z nim skojarzeniach przeciętnego Polaka. Amen.