Avris

This is a lite version. See full website.


Przykazania bez przykazań

W Internecie i w książkach wręcz roi się od propozycji “nowych dziesięciu przykazań”, “świeckiego dekalogu” i tym podobnych. Trochę mnie te nazwy dziwią, w końcu jeśli ateista nie wierzy w Siłę Wyższą, to niby kto taki miałby mu cokolwiek “przykazywać”? Czemu ktoś nazywający się “wolnomyślicielem” wymyśla jakieś zakazy i nakazy? Nakazy od kogo?

To oczywiste, że chodzi im raczej o swoje własne postanowienia, decyzje, a nie “przykazania” – i tak też wolałbym je nazywać. Ludzie sami sobie narzucają jakieś reguły według których chcą postępować, sami z siebie postanawiają to czy owo. Nad niewierzącym nie stoi strażnik w postaci boga i jego kamiennych tablic, albo biskupów i ich przykazań kościelnych. On jest “sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem”.

Każdy z nas ma przecież jakiś swój, mniej lub bardziej dopracowany, “przepis na życie”. Nikt nie podejmuje życiowych decyzji randomowo. U wierzących mogą one wynikać z narzuconych odgórnie reguł, choć przeważnie nie wynikają, sami spójrzcie jak “dokładnie” jest przestrzegany dekalog przez przeciętnego chrześcijanina. Tak czy siak robimy po swojemu.

Nie zaszkodzi skondensować sobie tego własnego “przepisu” do jakiejś krótkiej formy. I najlepiej go spisać, żeby móc sobie czasem do tego wrócić i pomyśleć “przecież to właśnie to mi daje szczęście, tak zrobię”.

Chciałbym się podzielić tym, co mi wyszło. Nie w formie nakazów i zakazów, lecz postanowień. Takie przykazania bez każącego. Bez pana i niewolnika. Po prostu streszczenie tego, czym się kieruję w życiu, największych dla mnie wartości: miłości i wolności.

Chcę kochać.

Chcę być wolny.


Tags: