Ostatnio te niedobre antyklerykały prześcigają się wykorzystywaniu Deklaracji Wiary do perfidnych ataków na Kościół. Że niby Czyjaś Ekscelencja się rozpływała, jak to cudownie, że dla lekarzy Prawo Boskie jest ważniejsze od prawa ludzkiego, i że niby dlatego Ta Ekscelencja taka głupia...

Phi! Przecież bardzo dobrze powiedziała! To wręcz oczywiste, że Prawo boskie stoi wyżej niż ludzkie. W końcu sam Bóg, z definicji, jest wyższy od człowieka (i to nieważne jaką definicję przyjmiemy → Rozkminy lingwistyczne), a zatem i Jego Prawo musi mieć pierwszeństwo przed naszym. To przecież normalne, że rozporządzenia muszą być zgodne z ustawami, a ustawy – z konstytycją. Więc czemu konstytucja i wszystko inne nie miałoby się dostosować do jeszcze wyższych aktów prawnych?

Jest tylko jeden problem. Nie mamy tych aktów. Żadnego. Nie mamy nic, co można by nazwać Prawem Boskim. Żadnej Boskiej Pieczątki pod choćby świstkiem papieru. Żadnego listu uwierzytelniającego od Boga, że ktoś może się wypowiadać w jego imieniu.

Mamy Bibilę? O rany... Proszę, najpierw ją przeczytajcie, zanim się ośmieszycie i powiecie, że to ona jest Prawem Boskim. Biblijne prawo obejmuje zakaz jedzenia krewetek, wieprzowiny, zasady traktowania swoich niewolników, kamienowania cudzołożników, przymusowe małżeństwa ofiary z gwałcicielem, i tyle innych okropieństw, że aż głupio wspominać. A zatem do dzieła. Przepiszmy konstytucję i połowę polskiego prawa – niech wreszcie zaczną uznawać prymat Rozporządzeń Najwyższego...