Tak właściwie, język ma z dosłownie wszystkim dużo wspólnego... Ale w tematyce okołometafizycznej widać te związki jeszcze wyraźniej, ze względu na magiczną oraz impresywną funkcję języka. Wpływ magicznej jest dość oczywisty. Język jest filarem rytuałów, tworzy atmosferę (a szczególnie w przypadku rytuałów w tajemniczych czy martwych jezykach, jak łacina), buduje sacrum. Ludzie wierzą, że wypowiedzenie określonych słów może ściągnąć na kogoś błogosławieństwo lub przekleństwo, odpuścić grzechy, przeprowadzić zmarłego do zaświatów, wyprosić u Boga jakieś łaski, etc. etc.

Wpływ impresywnej jest natomiast... Hmm... No może i równie oczywisty co magicznej, ale już nie dla wszystkich. Wiąże się bowiem z manipulacją, a przecież ludziom ciężko się pogodzić z myślą, że są manipulowani... Ale dziś nie o religijnych manipulacjach [→ Kłamanie dla Jezusa]. Dziś o manipulacjach ogólnie, oraz o tym, jak potężna jest moc zwykłych słów.

RYSZARD KRYNICKI

Język to dzikie mięso, które rośnie w ranie,
w otwartej ranie ust, żywiących się skłamaną prawdą
język to obnażone serce, nagie ostrze,
które jest bezbronne, ten knebel, który dławi
powstania słów, to zwierze oswajalne
z ludzkimi zębami, to nieludzkie, co rośnie w nas
i nas przerasta, ta czerwona flaga, którą wypluwamy
razem z krwią, to rozdwojone, co otaczało
prawdziwe kłamstwo, które rani
to dziecko, które ucząc się prawdy - prawdziwie kłamie

Wiersz kipi genialnością. Jest żywym dowodem swojej własnej tezy – że za pomocą języka można potworzyć takie zawiłości, które zakręcą do granic znaczeniem słów. W formie wiersza jest to pozytywne, jest lingwistyczną zabawą, poetyckim kunsztem. Jego treść zaś wydobywa z tej samej właściwości języka jej negatywną stronę: w wierszu można doszukać się przesłania o kłamstwie, manipulacji, cenzurze, naciąganiu znaczeń do swoich egoistycznych celów, krzywdzeniu tym innych...

Krynicki już w pierwszym wersie bawi się dwuznacznością język-słowa / język-mięsień-w-ustach. Przez cały wiersz prześlizguje się po luźnych skojarzeniach i wydobywa z nich jakieś niuanse. Od mięśnia-języka przechodzi do mięśnia-serca, zauważa że pierwszy jest furtką do poznania drugiego, nawet wbrew naszej woli (bo “obnaża”). Jego “ostrze” jest paradoksalnie “bezbronne”, dla niego język, choć “produkuje” słowa, to przecież może też być “kneblem”. No a to “dławi powstania słów” jest już takim orgazmem lingwistycznym, że aż mi się słowa kończą...

Krynicki bawi się giętkością języka aż do granic. I daje tym do zrozumienia, że równie skutecznie można tę giętkość wykorzystać do złych celów: językiem można “prawdziwie kłamać”. Ten paradoks oznacza po prostu manipulację. Bo niby nie mówi się niczego niezgodnego z prawdą, a jednak nie jest to przecież ani prawdziwe, ani moralne...

Trafiłem ostatnio na filmik Stephen Fry - The language in Nazi Germany. Jeśli ktoś nie ma czasu obejrzeć, to streszczę. Fry stawia tezę, że u podstaw “skuteczności” każdego totalitaryzmu stoi celowe użycie języka tak, by zdehumanizować określonych ludzi. Pokazuje przykład nazistowskich Niemiec, gdzie na długo przed masową eksterminacją Żydów, Polaków, Cyganów i gejów trwała akcja dehumanizacji ich w oczach przyszłych oprawców. Nazywano ich szczurami, pasożytami, padliną, podludźmi, małpami... Wszystkim, tylko nie ludźmi. Jest to bardzo trafny przykład potwierdzenia się Hipotezy Sapira-Whorfa (że nie tylko myślenie determinuje nasz język, ale także język determinuje nasz sposób myślenia). Po takim lingwistycznym praniu mózgu, naziści potrafili bez skrupułów zabijać innych ludzi, ponieważ wcale nie myśleli o nich jak o ludziach. Gdyby nie to, chyba tylko psychopaci mogliby popełnić takie zbrodnie jak oni. A przecież oni nie byli wszyscy psychopatami. Byli ludźmi takimi jak my, tylko zmanipulowanymi i okrutnie skrzywdzonymi przez reżim...

Czy trzeba więcej przykładów, by przerazić się potęgi drzemiącej w języku? Przerazić i zafascynować...

Przeraża mnie to, jaki język widzę używany no choćby na Frodzie. Czym się różnią używane tam określenia wobec ateistów, żydów czy homoseksualistów, od tego, jak naziści nazywali swoje ofiary? Do czego może to doprowadzić? Dlaczego ludzie, którzy ponoć żyją zgodnie z przykazaniem miłości bliźniego, tak bardzo mają w dupie tę miłość, jeśli tylko chodzi o ludzi, którzy są inni lub myślą inaczej od nich?

Dlatego, że wcale nie mają tych ludzi za “bliźnich”. Tak jak naziści nie mieli Żydów za “ludzi”.

Język to nie jest błahostka. To potężne narzędzie, zarówno do dobrego, jak i złego. Nie tylko wyraża nasze myśli, ale także wpływa na to, co i jak myślimy. Dlatego warto mieć przynajmniej świadomość tego faktu, aby jak najlepiej móc oprzeć się manipulacji, skąd by ona nie pochodziła...