Nie wiem, czy lubić Mirona... To nie takie łatwe zdecydować.

Otóż są dwie szkoły białoszewskie, przynajmniej wg moich obserwacji. Obie równie przekonujące.

Powiedzmy że napisał wiersz o pomidorze. Jedni powiedzą, że jest geniuszem, a te jego pomidory są zawoalowanym impulsem do rozważań natury egzystencjalnej i punktem wyjścia do głębszej analizy czegoś strasznie skomplikowanego. Inni odrzekną, że Miron jest po prostu dziwakiem tworzącym “gówno artysty”. A jego pomidor jest tylko pomidorem.

Albo np. taki wiersz:

„Ortoepisen”

Siedzą ludzie schowanimo
knąc sobie plecypalt
PRĘT…! LU…!
Pręt ! Lu !
nie wytrzymajcie – wyżymajcie plecy z palt
szkoda was moknięcia

Profesorka z US zrobiła o nim 1,5-godzinny wykład, przekonując, że wiersz jest próbą przedstawienia charakterystyki snu wybitnie oryginalnymi środkami stylistycznymi. A moja co polonistka na to? “No debil. Po prostu patrzy jak ludzie mokną”.

Nie mam pojęcia, czy był geniuszem, czy debilem. Przy pewnym poziomie abstrakcji to się robi bardzo nieodległe od siebie.

Jeśli Szymborską nazwać rozrywką intelektualną, to Miron zdecydowanie jest intelektualną mironczarnią.