Na zdecydowaną większość pytań, jakie są zadawane, prawdziwą odpowiedzią jest “to zależy”. Jedna tona to dużo czy mało? Jak na ciężar, który miałby podnieść człowiek – niemożliwie dużo. Jak na ciężar powiedzmy budynku – bajecznie mało. Pinochet był dobrym władcą czy nie? To zależy. Zależy, kogo spytamy, jakie mamy kryteria oceny, co jest dla kogo ważniejsze. Czy Ziemia krąży wokół Słońca czy odwrotnie? Z punktu widzenia Słońca a także obserwatora na zewnątrz Układu, odpowiedź pierwsza. Z punktu widzenia człowieka na Ziemi – już niekoniecznie. Czy dany czyn jest moralny czy nie? Tak, to zależy. [→ Relatywizm moralny]

W fizyce teoria względności była rewolucją, ale w sumie to nie o względność w niej chodzi. Względność jest nudna, powszechna, nieciekawa dla naukowca. Jego interesuje to, co jest absolutne, prawdziwe, niezależne od punktu widzenia: prędkość światła, krzywizna czasoprzestrzeni, etc. etc. Polecam w tym temacie świetny filmik: [link]

Również i filozofów bardziej fascynuje absolut niż relatyw. Czy istnieje jakiś Absolut? Jakiś filozoficzny stały punkt odniesienia? Nie mam pojęcia. Jeszcze nie znalazłem...

Jednym z pytań, na które odpowiadam “to zależy” jest to, niby takie proste, zero-jedynkowe, “czy wierzysz w Boga?”.

To zależy. Zależy co rozumieć przez “Boga”.

Na pewno nie wierzę w żadnego teistycznego, osobowego, antropomorficznego bożka, którym to logika i nauka już dawno wytknęły poważne wewnętrzne sprzeczności oraz znikome prawdopodobieństwo istnienia. Jeśli Bóg ma być Bogiem, to nie może być ludzki. Opisanie Go jako Ojca, Architekta, Przyjaciela, czy Króla jest nic niewarte. może być najwyżej marnym, żałosnym przybliżeniem i zniekształceniem. Jak to mówią taoiści, “Dao, które da się opisać, nie jest prawdziwym dao”. To tak jak z hipotetycznymi kosmitami: większość filmów czy komiksów przedstawia ich jako człekokształtne istoty, najczęściej po prostu zieleńsze od nas i jakoś tam zdeformowane, myślące podobnie do ludzi, a na dodatek znające angielski. Przecież to chore. Prawdopodobieństwo, że Obcy będą tak bardzo podobni do nas, jest bardziej znikome niż zawartość substancji leczniczej w “leku” homeopatycznym. Polecam świetny wpis na ten temat: [link]. W tym samym klimacie pisał Lem swoją powieść “Solaris”. Opisywał pozaziemską inteligencję, która była tak skrajnie różna od ludzkości, że jakakolwiek próba komunikacji czy zbadania jej kończyła się sromotną klęską.

Czy nie podobnie jest z Bogiem? (jeśli już uznać, że On w ogóle istnieje) Czy jeśli ma być taki, jaki mówimy, że jest, to czy w ogóle jest sensowne mówienie o nim czegokolwiek? Czy możemy jakkolwiek Go poznać? Raczej nie powinniśmy o Nim nic pisać. Ba, nawet nazywać Go “Nim”, tak jakby był osobą, a do tego mężczyzną!

Ale skoro już zaczęliśmy, to spróbujmy w to brnąć. Proszę więc o wybaczenie oraz pamiętanie, że wcale nie mam na myśli tego, co piszę (sic!). I że nazywam to wszystko “Bogiem” wyłącznie z braku lepszego słowa, nie zaś z powodu jakiegokolwiek podobieństwa do idei bożków teistycznych. Równie dobrze można to słowo podmienić na Dao 道, Absolut, Naturę, Wszechświat, cokolwiek...

Nie rozumiem, czemu religijnym ludziom z całego świata tak podoba się ograniczać Boga Jezusem. Tudzież jakąś inną personifikacją. Przecież tylko Mu tym umniejszają! Pociągają ich opowieści o rzeczach jak z pokazów sztuczek magicznych – o przemianie wody w wino, chodzeniu po wodzie, skrzydlatych koniach, smokach, lewitacji... A to takie prymitywne... Natomiast jakże trudno im zachwycić się rzeczywistością! Zauważyć, że całe życie jest cudem!

A zatem: jeśli miałbym powiedzieć, że “wierzę w Boga”, to tylko w takiego rozumianego panteistycznie.

Spinoza w swojej Etyce pisał:

Bóg, czyli wszechistota składająca się z nieskończonej liczby przymiotów, z których każda wyraża treść wieczną i nieskończoną, istnieje koniecznie.

Cokolwiek jest, jest w Bogu i nic bez Boga nie może być, ani dać się pojąć.

Jestestwo wieczne i nieskończone, które nazywamy Bogiem, czyli Naturą, działa z tą samą koniecznością, z jaką istnieje.

Douglas Adams:

Czy nie starczy, że ogród jest piękny? Czy muszą w nim jeszcze mieszkać wróżki?

św. Jan: (1 J 4, 16b)

Bóg jest Miłością.

Rowan Williams (Arcybiskup Canterbury): [link]

Nazwijmy Go połączeniem miłości i matematyki.

Albert Einstein:

Nie potrafię sobie wyobrazić Boga, który karze i nagradza stworzone przez siebie istoty i którego zamiary wzorowane są na ludzkich – słowem – Boga, który jest odbiciem ludzkich ułomności. Nie wierzę też, by człowiek mógł przetrwać po śmierci swego ciała, choć ludzie słabego ducha wierzą w takie rzeczy, kierowani strachem lub pożałowania godnym egotyzmem.

Nie próbuję wyobrażać sobie Boga; wystarcza mi odczucie potęgi i majestatu przyrody, o tyle, o ile możemy ją poznać za pośrednictwem naszych niedoskonałych zmysłów.

For the record: nie cytuję tych ludzi dlatego, że uważam ich za autorytety [→ Autorytetów nie ma ]. Po prostu lepiej niż ja potrafią wyrazić to, co chcę powiedzieć. Ja zresztą, wolałbym przecież w tej kwestii mówić jak najmniej.

Wielu ludziom panteizm wydaje się głupi. Pytają wyzywająco: “Czy ten zegarek jest bogiem? A ten głaz? Jak wszystko, to wszystko, nawet ten śmieć na wysypisku!”. A przecież ten “zwykły” kamień ukształtowały miliony lat zjawisk geologicznych! Jego i całą Ziemię stworzyły potężne reakcje termojądrowe na Słońcu! Każdy przedmiot na dowolnej planecie można opatrzyć jedną, identyczną etykietką: “składniki: wodór, czas”! Wszystkie atomy w całym wszechświecie były kiedyś jednym punktem!

Ten zwyczajny zegarek nigdy by nie powstał, gdyby nie wieki wysiłków ludzi, wieki zbierania wiedzy o czasie, o budowie świata, technice, mechanice, tysiące eksperymentów nad prądem elektrycznym i kwarcem. To niewidoczna, połączona megaświadomość i współpraca całej ludzkości dokonała tak wspaniałej rzeczy jak stworzenie zegarka. Zobacz w nim więcej niż widać! Zachwyć się zegarkiem!

Zadziwiające jest to, że każdy atom w twoim ciele pochodzi z gwiazdy, która wybuchła. A atomy w twojej lewej dłoni zapewne pochodzą z innej gwiazdy niż te z prawej. To jest naprawdę najbardziej poetycka rzecz, jaką wiem o fizyce: wszyscy jesteśmy gwiezdnym pyłem. Nie moglibyśmy tu być, gdyby gwiazdy nie wybuchły, bo pierwiastki – węgiel, azot, tlen, żelazo, wszystko co ważne dla ewolucji – nie zostały stworzone na początku czasów, nie istniały od zawsze. Powstały w gwiezdnych piecach nuklearnych, a jedynym sposobem, by stały się częścią twojego ciała jest to, by gwiazdy były tak miłe i wybuchły. Więc zapomnij o Jezusie. To gwiazdy umarły, abyś ty mógł żyć.

Lawrence Krauss [link]

I tyle wiem. Że natura jest piękna, potężna i wspaniała. A jedyny “rodzaj” boga, który nie kłóci się z moim rozumem, to właśnie ona. Ją możemy poznać, badać, nią się zachwycać. O niej możemy pisać rzeczy, które nie będą już tylko domysłami teologów, lecz konkretną wiedzą. [→ Teologia to nie wiedza]

Natomiast o Bogu czy bogach antropomorficznych wiedzy nie posiadamy żadnej (poza kulturo- i religioznawczą, oczywiście). Ale w sumie po co nam ona? Czy brak Boga sprawiłby, że nagle przestałbyś się starać być dobrym człowiekiem? Mam nadzieję, że nie. W moim życiu Jego istnienie nie zmieniłby nic istotnego. Jego osobowość czy bezosobowość, jedność, trójjedyność czy mnogość – czy to aż takie ważne? Francuskiemu filozofowi André Comte-Sponville’owi pewien katolicki ksiądz powiedział, że zgadza się z całością jego wykładu. Ten, ateista, spytał, czy także z nieistnieniem Boga i życia po śmierci. Duchowny odparł: “wszystko to ma tak niewielkie znaczenie”...

Ludzie szukają Boga nadnaturalnego, ale niby czemu Bóg nie może być jak najbardziej naturalny? Są jak rybka szukająca drogi do oceanu. Usłyszała, że oceanem jest wszystko to, w czym właśnie pływa. Rozczarowana stwierdziła, że przecież to tylko woda, i odpłynęła szukać gdzie indziej.

Żaden mistyk nie próbował “dowodzić” istnienia Boga. Byłoby to dlań tyle, co dowodzić, że miód jest słodki, a woda mokra.

Leszek Kołakowski

On jest wszystkim, wszystko jest Nim. Jeśli tak zdefiniujemy Boga, to nagle znika cały problem dowodzenia Jego istnienia czy nieistnienia.

Wystarczy spróbować dostrzegać niezwykłe w zwyczajnym. Chcieć urzeczywistniać Boga w sobie. W końcu skoro wszystko jest Bogiem, to my także. Nasz rozum i wolność dają nam moc tworzenia wspaniałych rzeczy. Jesteśmy Jego cząstką. W każdym drugim człowieku powinniśmy Go widzieć. Skoro da się Go widzieć w złotym cielcu, to czemu nie w człowieku?

Podsumowując zatem: tak samo jak Einstein, jestem “głęboko wierzącym ateistą”. Nie mam pojęcia czym / kim / jaki jest Bóg. Nigdy się nie dowiem. Ale wcale nie potrzebuję wiedzieć.