Już niedługo okres, na który kiedyś czekałem cały rok. Okres orgazmów liturgicznych. Święte Triduum Paschalne...

Właściwie to tylko Sobota jest mega orgazmiczna. Wcześniej jest, powiedzmy, gra wstępna. Dwa dni pełne napięcia i radosnego oczekiwania. Aby potem wreszcie było BUM. Mówię Wam, świetna sprawa. Aż człowieka nachodzi głupia ochota, żeby się nawrócić.

Nic dziwnego, obchody Wielkiej Nocy od zawsze były związane z cyklem zmian pór roku. W wielu religiach świętowano fakt, że nadchodzi wiosna, że przyroda budzi się do życia, że dni są coraz dłuższe, świat coraz jaśniejszy, weselszy i cieplejszy. Oj, jest co świętować, nawet jeśli się nie wierzy w żadne zmartwychwstania sprzed dwóch tysięcy lat. Triduum jest takie oczyszczające, odświeżające. Po-zimowe katharsis. Kumuluje całą wiosenną radość i daje jej ujście.

“Pascha” oznacza przejście ze śmierci do życia. Oczywiście chodzi o to przejście w wykonaniu Jezusa, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by odczytywać je bardziej metaforycznie (wręcz przeciwnie, cała liturgia jest wręcz przesycona symboliką, która na to wskazuje). Czy Jezus zmartwychwstał, czy nie, mi akurat wielkiej różnicy nie robi. Ale w Passze widzę co innego – wezwanie, byśmy my, widząc zmartwychwstającą przyrodę, także zmartwychwstali. Moralnie, mentalnie, jakkolwiek. Abyśmy raz na rok zresetowali się, być może zaczęli coś od nowa, odpoczęli po ciężkiej zimie i z nowym zapałem ruszyli w kolejny rok.

Wielki Czwartek

Msza Krzyżma

Rano w Wielki Czwartek odprawiana jest msza, która wprawdzie nie zalicza się do Triduum Sacrum, ale warto o niej wspomnieć, bo jest dość specyficzna. Jedna jedyna na całą diecezję. Celebrowana przez ordynariusza i koncelebrowana przez tłumy księży. Dosłownie. Często chyba jest ich nawet więcej niż wiernych. Nazywa się Mszą Krzyżma świętego, ponieważ w jej trakcie święci się trzy ważne oleje: chorych, katechumenów oraz krzyżmo. I tylko wtedy. Co się zakonsekruje podczas tej mszy, musi wystarczyć wszystkim parafiom diecezji na cały rok. Jeśli coś zostanie niezużyte, zostaje po roku spalone. Olejów tych używa się do przeróżnych namaszczeń przy udzielaniu sakramentów.

Co jeszcze ciekawego dzieje się na tej mszy? No na przykład czasem się zdarzy, że chrzci się wtedy katechumenów. Znaczy dorosłych ludzi, którym coś strzeliło do głowy i postanowili zostać katolikami, mimo że nikt im nie kazał od dziecka. Jest ich niewielu, dlatego przeważnie kumuluje się te chrzty na jeden dzień. Poza tym udziela się promocji lektorskiej wybranym ministrantom. Taki, powiedzmy, awans w hierarchii. Wielki dzień dla tych chłopaków. Wiem, co mówię, sam go mocno przeżywałem. Wyżej od lektora już jest tylko ceremoniarz (tudzież “Mistrz Ceremonii Parafialnych”), dla którego największym sprawdzianem umiejętności organizacyjnych i znajomości liturgii jest właśnie przygotowanie obchodów Triduum Sacrum w swojej parafii.

Msza Wieczerzy Pańskiej

Oprócz Mszy Krzyżma nie odprawia się żadnych innych, aż do wieczora. Wtedy w każdej parafii ma miejsce celebracja Mszy Wieczerzy Pańskiej. Jest to pamiątka Ostatniej Wieczerzy, czyli właściwie tak jak każda inna msza, tylko ta jakoś tak bardziej bardziej. Świętuje się ustanowienie dwóch sakramentów: eucharystii i kapłaństwa. Dlatego też mają swoje święto księża. Zbierają kwiaty, życzenia etc. Taka ich zawodowa Barbórka.

W ogólnym zarysie msza ta nie różni się specjalnie od “zwyczajnej”. Na pewno jest bardziej uroczysta. Z noszeniem świec, machaniem trybularzem pełnym dymiącego kadzidła, wnoszeniem Ewangeliarza, najbardziej uroczystymi ornatami, Kanonem Rzymskim (Pierwsza Modlitwa Eucharystyczna – jest wiele do wyboru, ta zdecydowanie najdłuższa). Bardzo ważnym elementem jest uroczysta Gloria (“Chwała na wysokości Bogu”), podczas której oprócz śpiewu i instrumentów rozbrzmiewają jeszcze wszystkie dzwonki, które się znajdzie w kościele. Jest to znaczące z dwóch powodów: po pierwsze, przez cały Wielki Post nie brzmiał w kościołach żaden uroczysty śpiew, ani “Chwała na wysokości”, ani Alleluja. Taki hałas wokół Glorii w Wielki Czwartek oznacza zatem, że post już się skończył. Teraz będą się działy rzeczy wielkie, ma to być czuć. Rzeczy, na które tak długo oczekiwano. Po drugie zaś, po tej pieśni przez kolejne dwie doby znów zrobi się ciszej. Wszystkie instrumenty zostaną zastąpione śpiewem a capella, a dzwonki kołatkami. Aż do Wigilii Paschalnej.

Oczywiście najistotniejszym chyba elementem wyróżniającym Mszę Wieczerzy Pańskiej od innych jest obrzęd umywania nóg. Miejscowy proboszcz zdejmuje ornat, zakłada prześcieradło i symbolicznie umywa (umyte już wcześniej, wypucowane na glanc) stopy dwunastu mężczyzn wybranych spośród parafian. Nic ciekawego w sumie.

Ważne jest, aby w tym dniu zakonsekrować duże ilości hostii (aż mnie kusi, żeby napisać “wyprodukować duże ilości Jezusa”...). Będzie musiało wystarczyć aż do Wigilii Paschalnej w sobotnią noc, do tego bowiem czasu nigdzie na świecie nie będzie odprawiana żadna msza.

Na znak tego, że Jezus po Ostatniej Wieczerzy został pojmany i uwięziony, po Mszy Wieczerzy Pańskiej następuje procesja, w której “Jezus” zostaje przeniesiony do tzw. “ciemnicy” (oficjalnie: Kaplicy Adoracji), czyli miejsca oddalonego od ołtarza, przyzdobionego i przeznaczonego do adoracji. Tabernakulum pozostaje puste (i otwarte na oścież, żeby nie było wątpliwości), gaśnie więc także wieczna lampka. Po procesji następuje ogołocenie ołtarza, zdejmuje się z niego wszystko: mszał (jeśli jeszcze tam jest), świece i obrus, kwiaty z okolicy. Kolejny znak, że Jezus jest pojmany, że mszy nie będzie.

Będzie natomiast adoracja. Jeśli się da, to nieustanna, od zakończenia Mszy Wieczerzy Pańskiej, aż do rozpoczęcia Liturgii Męki Pańskiej w Wielki Piątek

Wielki Piątek

Trwa, przerwana być może przez drogę krzyżową. Która najczęściej zaczyna się o godzinie 15, bo ponoć to wtedy konał Jezus.

Liturgia Męki Pańskiej

Wieczorem ma miejsce liturgia, która mszą nie jest. Celebrans wychodzi przed ołtarz wraz ze swoją świtą w całkowitej ciszy, po czym pada na twarz, a wszyscy wierni na kolana. Chwilę leży krzyżem, po czym wszyscy zajmują miejsca.

Następnie mamy liturgię słowa. Dwa czytania, psalm, śpiew przed Ewangelią (“Chwała Tobie...”, ciągle nie ma Alleluja! i oczywiście wszystko a capella). Ciekawa jest sama Ewangelia, powinna być bowiem czytana z podziałem na role (tak samo w Niedzielę Męki Pańskiej (in. Palmową)), także z udziałem świeckich. Tekst jest brany z Ewangelii Jana, bo tam relacja jest najdokładniejsza. Potem następuje wyjątkowo rozbudowana Modlitwa Powszechna. Wezwania są długie, śpiewane, każde podzielone na dwie części. W ramach ciekawostki: całkiem niedawno papież Paweł VI znacznie zmodyfikował tekst tych wezwań – po jego reformie są już mniej antysemickie i antyheretyckie [link]

Później następuje adoracja krzyża. Kapłan odsłania go w trzech ratach (wspominałem że wszysktie krzyże w kościele powinny być już od Niedzieli Palmowej zasłonięte?), po każdej podnosząc go i śpiewając. A potem zaczyna się masakra organizacyjna, szczególnie w dużych parafiach. W mojej, piętnastotysięcznej, zajęło nam kilka lat dopracowanie algorytmu wypuszczania ludzi z ławek, by każdy mógł podejść i ucałować krucyfiks, a żeby nie zajęło to pół dnia. Wcześniej wystawialiśmy do adoracji trzy krzyże na raz, ale proboszcz się dopatrzył, że to niepoprawne. W sumie słusznie. Tak czy siak, za tą częścią liturgii nie przepadam. Ale przynajmniej można sobie improperia pośpiewać, mają moc...

Gdy adoracja krzyża się skończy, nakrywany jest ołtarz, ale tylko na chwilę i tylko najważniejszymi przedmiotami. Następują bardzo uproszczone obrzędy komunii (rozdaje się “zapasy” z dnia poprzedniego), po czym ołtarz znów jest ogołacany.

Również i tego dnia liturgia kończy się przeniesieniem Jezuso-hostii, tym razem do kaplicy adoracji zwanej grobem. Teraz tam będzie trwała adoracja.

Wielka Sobota

W Wielką Sobotę usuwa się wodę z aspersoriów przy wejściach do kościoła. To te naczynia przy wejściu, w których ludzie maczają dłonie i się żegnają. Boże, jakie to niehigieniczne! Widzisz i nie grzmisz? W 86% przypadków woda ta jest skażona bakteriami kałowymi [link]. Ba, sam kiedyś czyściłem te kropelnice, wiem jak obleśnie to wszystko wygląda. Teraz boję się święconej wody jak ten diabeł, i to wcale nie z powodu moich herezji czy niewiary. No ale to bardzo nieliturgiczna dygresja, wracajmy ad rem. Wodę usuwa się, ponieważ tej nocy zostanie w specjalnym obrzędzie poświęcona nowa.

W ciągu dnia nie ma żadnej mszy (Wigilia Paschalna tej nocy jest już celebracją z Niedzieli Zmartwychwstania). Dalej trwa adoracja, zarówno Najświętszgo Sakramentu w grobie, jak i krzyża. A w międzyczasie odbywa się coś dziwnego. Tłumne tłumy przybywają do kościoła, mimo że kiedy indziej ich ze świecą szukać. Nie żebym narzekał na niedobór dominicantes [→ Katolicy są w Polsce mniejszością! ], wręcz przeciwnie. Dziwi mnie to, że skoro przez cały rok mają na kościół zupełnie wyłożone (i wcale się nie dziwię), to czemu akurat w ten jeden dzień przychodzą. Tradycja? Jakoś mnie to nie przekonuje.

Dlaczego przychodzą akurat wtedy? Posłuchać jak proboszcz chwali się inwestycjami z minionego roku i prosi o datki na kolejne? Bezmyślnie przeżegnać się gdy usłyszą słowa “pobłogosław te jajka”? Podłożyć się pod deszczyk wody z kropielnicy? Doprawdy, nie rozumiem, co w tym wszystkim wartego zobaczenia czy przeżycia.

Jeśli już pojawiać się w kościele raz do roku, to czemu nie przyjść raczej kilka(naście) godzin później, aby doświadczyć megakulminacji chrześcijańskiej biby?

Wiem, “biba” to może złe słowo. Wiem, patrzę na to wszystko bardziej jak na widowisko, niż jak na głębokie duchowe przeżycie. Przynajmniej pozornie. W głębi duszy przeżywam to wszystko głębej niż by ktokolwiek sądził.

Bo Bóg (czymkolwiek jest, i jeśli w ogóle jest) jest czymś większym od Jezusa i całego jego zmartwychwstania [→ Panteizm]. Patrząc na Niego z tej perspektywy, dostrzegamy więcej, również w tych wszystkich czynach i obrzędach, mimo że możemy je postrzegać jako głupie, puste czy infantylne. Tak, brzmi paradoksalnie, ale już wyjaśniam.

Pomysł, że wszechmogący Bóg nie potrafiłby po prostu przebaczyć swojemu stworzeniu grzechów, i to grzechów które ono popełnia, ponieważ zostało przez tego Boga stworzone z ułomną, ludzką naturą, że nie potrafi po prostu przebaczyć, lecz musi koniecznie złożyć sam sobie krwawą ofiarę z samego siebie, tylko w osobie własnego syna, który tak naprawdę jest też nim samym... pomysł ten jest dla mnie tak niespójny i tak głupi, że przeżywanie Triduum jako pamiątki śmierci i zmartwychwstania cieśli z Nazaretu, uważam za niedorzeczne.

Ale przeżywam je inaczej. Właśnie tak, jak pisałem we wstępie: jako metaforyczną opowieść o odrodzeniu, o rozpoczynaniu od nowa, powrocie do pełni życia. Jako źródło niesamowitej energii. Megaenergii...

Ale o tym jutro ;-)