Wiele religii przypisuje swoim bogom cechę omniscjencji, wszechwiedzy. Bóg wie wszystko co się kiedykolwiek zdarzyło, zdarzy lub mogło by się zdarzyć, wie o wszystkich realnych i potencjalnych faktach i relacjach między nimi. Bóg jest wszędzie w każdym momencie, widzi wszystkie twoje czyny, zna zakamarki twojego serca...

Wiele religii mówi też o wolnej woli, często podając ją jako rozwiązanie problemu teodycei. Dlaczego istnieje zło? Bo bóg jest na tyle dobry, że dał człowiekowi wolną wolę, człowiek natomiast jest na tyle zły, że wykorzystuje ją w nieodpowiedni sposób. Wolna wola to jeden z fundamentów różnorakich religii.

I jakże często jakaś religia ma wśród swoich dogmatów zarówno wszechwiedzę jak i wolną wolę. Filozofowie i teologowie od wieków zmagają się z próbami połączenia jednego z drugim, wciąż bezskutecznie. Jednak przeciętni wyznawcy takich religii zdają się zupełnie nie zauważać tej sprzeczności...

W czym problem? W wiedzy o przyszłości. Skoro bóg wie wszystko, co się kiedykolwiek wydarzy, to człowiek nie ma żadnego wyboru – musi zrobić dokładnie to, co bóg wie, że on zrobi. To tak jakby podróżnik w czasie przybył z przyszłości i znając wyniki meczów, które dopiero się rozegrają, obstawiał je u bukmachera, jednocześnie wmawiając innym uczestnikom zakładu, że wszyscy obstawiają uczciwie.

Problem też w wiedzy o teraźniejszości. Bo jeśli przed bogiem nic a nic się nie ukryje, to gdzie niby jest ta wolność? Czy ktokolwiek potrafi zachowywać się naturalnie i zgodnie z własną wolą, jeśli wie, że jest nieustannie monitorowany, że ktoś się na niego gapi, że ma nad głową setki kamer bezpieczeństwa? Wolność to nie tylko robienie tego, co mi się podoba, ale też prawo, by samemu zdecydować, z kim się chcę tym podzielić.

Jak próbuje rozwiązać tę sprzeczność Kościół katolicki? Podziela on opinię Tomasza z Akwinu:

Tomasz z Akwinu uważał, że Bóg celowo tak urządził świat, aby dać wolną wolę człowiekowi. Pociąga to za sobą wniosek, że Bóg do końca nie zna przyszłości, a nie jest wszechwiedzący, tylko zna przyszłość świata w ogólnym zarysie - ma “plan Boży”. Co do szczegółowych żywotów poszczególnych ludzi Bóg zostawił celowo pewien margines wolności i przypadkowości. Wolna wola jest w tym systemie darem od Boga, który człowiek może spożytkować dobrze albo źle. Wolna wola spożytkowana w dobrym kierunku, to wybór takiego działania, które jest zgodne z ogólnym “planem Bożym” dla świata. Zły wybór nie zmienia “planu Bożego” na dłuższą metę, ale spowalnia i utrudnia jego wprowadzanie, a osobie dokonującej złego wyboru zagraża jej zbawieniu. Wolna wola jest też w tym systemie możliwością wyboru rozmaitych działań dobrych, gdyż ludzie mają często wybór kilku różnych działań zgodnych z ogólnym “planem Bożym”. Obojętne, co w takiej sytuacji wybiorą, będą uczestniczyć w “dziele Bożym”, ich decyzja więc nie zmienia tego planu, a dopomoże w jego osiągnięciu.
––– źródło: Wikipedia

A zatem Jahwe wcale taki wszechwiedzący nie jest. Aby zadośćuczynić nazbyt dociekliwym rozważaniom, musiano go ograbić ze wszechwiedzy. Poza tym wciąż nie rozwiązuje to problemu wpływu świadomości bycia inwigilowanym na swoje decyzje oraz wciąż pozostawia nas z determinizmem w ostatecznym rachunku – i tak stanie się dokładnie to, co chce Jahwe, a my możemy to tylko ciut opóźnić.

Skoro tyle lat rozważań nad pogodzeniem wszechwiedzy z wolną wolą wciąż daje tak mizerne rezultaty, to może po prostu założenie jest błędne? Może przyznajmy, że nie mamy wolnej woli? Albo przestańmy twierdzić że bogowie są wszechwiedzący? Albo może przyznajmy się, że nasza koncepcja bogów nie przystaje do rzeczywistości? A może rozważmy możliwość, że bogów po prostu nie ma?