Jest takie zdanie powtarzane jak mantra, nad którym, do niedawna, niewiele się zastanawiałem. “Życie zaczyna się od poczęcia”. No zaczyna, fajnie. Ale dlaczego? Czy aby na pewno? Nie twierdzę, że nie, ale chyba warto się nad tym tematem zastanowić, zamiast ślepo przyjmować go jako dogmat...

A zatem co na to nauka? Cóż, ona twierdzi uparcie, że życie rozpoczęło się raz, jakieś cztery miliardy lat temu, i wciąż trwa poprzez nieprzerwany łańcuch żywych, samoreplikujących się komórek. No dobra, nie zgrywam już głupka, wiem, że w tytułowym pytaniu chodzi w domyśle o życie pojedynczego człowieka. Ale i tak warto brać pod uwagę powyższy punkt widzenia, aby zauważyć, że całe życie na Ziemi jest jednością, a przejścia między konkretnymi gatunkami, a nawet osobnikami, są bardzo płynne i niejasne.

W poście O duszy rozważałem, że “dusza” nie powinna być traktowana jako coś zero-jedynkowego, ale jako coś stale rozwijającego się, niedookreślonego, trudnego do złapania w ramy. Ciężko jest powiedzieć jasno, co jeszcze człowiekiem nie jest, a co już tak. Zarówno w kontekście ewolucjonistycznym (nigdy nie było czegoś takiego jak pierwszy człowiek), jak również indywidualnym – nie da się zarysować jasnej, biologicznej granicy między człowiekiem a nieczłowiekiem.

Ciekawy punkt widzenia przedstawiony jest w artykule z TOK FM: “Genetyk: Trudno uznać zygotę za człowieka z pełnią praw”:

(...) nauki biologiczne pozwalają stwierdzić, że w rozwoju człowieka nie mają miejsca żadne skokowe i jakościowe zmiany. Cały rozwój dokonuje się w sposób ciągły. - Każda komórka człowieka może zostać teoretycznie przekształcona w embrion, ponieważ zawiera pełną informację genetyczną. Tego typu koncepcje filozoficzne spowodowałyby, że musielibyśmy uznać każdą naszą komórkę za embrion godny ochrony.

Jeśli czytasz teraz te słowa, to możesz być pewny, że ani jedna komórka w Twoim ciele (z wyjątkiem tylko komórek nerwowych, poprawcie mnie, jeśli się mylę) nie istniała, gdy byłeś dzieckiem. Komórki nieustannie obumierają, skóra się złuszcza, szpik produkuje nowe krwinki. Komórkę, która nie obumiera, nazywamy nowotworem. Stałość Twojego ciała jest tylko iluzją. A każda z tych komórek, która kiedyś była częścią Ciebie, jest potencjalną zygotą. Zygota jest potencjalnym embrionem. Embrion jest potencjalnym człowiekiem. Czy powinniśmy chronić każdą pojedynczą komórkę? To byłby absurd! Czy więc ochrona embrionów ze względu na ich potencjalne człowieczeństwo jest sensowna?

Wcale nie jest takie proste to, aby zapłodniona komórka jajowa stała się dzieckiem. Ona nie jest predestynowana do człowieczeństwa. Wręcz przeciwnie – znacznej części takich komórek nie udaje się zagnieździć w ścianie macicy i są naturalnie usuwane z organizmu. Przewrotnie można by powiedzieć, że to Bóg/natura jest największym aborcjonistą!

Dalej, jeśli człowiek dostaje duszę w momencie poczęcia, to czyż nie wynika z tego, że bliźnięta jednojajowe muszą mieć po pół duszy?

Jeśli biologia nie daje nam jasnej odpowiedzi na pytanie o punkt początkowy życia człowieka, to może zajrzyjmy chociaż (z ciekawości) do Biblii. Jak Pismo Święte definiuje życie? Cóż, bardzo jasno i konkretnie: “wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą.” (Rdz 2,7). Tak. Według Biblii życie zaczyna się od pierwszego oddechu! Nawet nie da się odrzucić tego fragmentu Pisma, twierdząc, że to metafora, bo absurdalnie byśmy się zagnieździli. Metafora oddechu jest metaforą poczęcia? Hmm...

Wciąż nie twierdzę, że aborcja jest czymś dobrym. Owszem, potrafię zrozumieć kobiety, które dokonują jej w przypadku gwałtu, wad genetycznych płodu albo zagrożenia własnego życia. Nie potrafię jednak zsolidaryzować się z tymi, które traktują ciążę jako problem, którego trzeba się pozbyć. Zero odpowiedzialności za swoje czyny i zupełnie przedmiotowe podchodzenie do świata i do daru życia...

Ale jedno jest pewne – to, że nic nie jest pewne. Owszem, prawną granicę jakoś trzeba ustalić. Zawsze mamy taki problem przy dyskretyzacji zmiennych ciągłych. Gdzie granica? Czemu pełnoletność jest od 18 lat, a nie 19? Czy człowiek na dwa dni przed 18-tymi urodzinami jest aż tak bardzo mniej dojrzały od tego dwa dni po? Oczywiście że nie. Ta granica jest sztuczna, ale konieczna.

Jakże więc można powtarzać jak dogmat, że “życie zaczyna się od poczęcia”? Nie, nie wiemy kiedy się zaczyna. Nie ma żadnego skoku z nieczłowieczeństwa w człowieczeństwo. Więc przestańmy wychodzić z tego absurdalnego założenia, a zacznijmy bardziej racjonalnie poszukiwać rozwiązań prawnych w sprawie aborcji.