Objawił mi się Bóg. Powiedział, że nie istnieje.

Nie wierzysz?

Hmm... Kiedyś objawił się niepiśmiennym pasterzom w jednym z mniej cywilizowanych zakątków ówczesnego świata, kiedyś objawił się zażartemu zwolennikowi wojen, gwałcącemu swoją dziewięcioletnią żonę, kiedyś objawił się zakonnicy, która nawet nie za bardzo potrafiła zapisać to, co jej powiedział, kiedyś jego matka objawiła się trójce dzieci, z których dwoje to tak właściwie wcale jej nie widziało, a trzecie było znane ze zmyślania niestworzonych historii... Więc czemu Najwyższy nie mógłby się objawić mnie? Jeśli wierzysz w którekolwiek z innych objawień, to masz dokładnie tyle samo powodów, by wierzyć w moje. I zapewniam: moje doświadczenie było jak najbardziej prawdziwe. Nigdy nie przeżyłem czegoś aż tak cudownego jak wtedy! To po prostu musiało być realne. Masz moje słowo.

Uważasz, że to objawienie jest absurdalne? Paradoksalne? No cóż, jest chyba porównywalnie paradoksalne do totalnie nielogicznego dogmatu o Trójcy Świętej. Skoro Bóg może być jednocześnie jeden i być Trójcą, to czemu nie może jednocześnie nie istnieć i móc się objawiać? Jeśli Bóg może jednocześnie być wszechwiedzący i dawać nam wolną wolę [→ Omniscjencja a wolna wola ], jeśli może jednocześnie być nieskończenie sprawiedliwy i nieskończenie miłosierny, jeśli naprawdę w to wszystko wierzysz, to czemu ciężko Ci uwierzyć w treść tego, co On objawił mnie?

To doświadczenie zmieniło całe moje życie. Od teraz moje spojrzenie na świat jest oparte nie o jakiś tam rozum, logikę czy dowody. Od teraz zyskałem coś sporo większego – objawienie. Od teraz moja niewiara ma wreszcie jakieś solidne podstawy! Chwała Bogu! (który twierdzi, że go nie ma)