Nikt chyba nie twierdzi, że nasza scena polityczna jest pełna ludzi, którzy naprawdę zasługują na to, by rządzić czterdziestomilionowym państwem. Ale przynajmniej trochę takich by się przydało, prawda? W tegorocznych wyborach prezydenckich znowu szykował nam się wybór między dżumą a cholerą.

Mamy tam Komorowskiego, który zalicza wpadkę za wpadką i nieczysto zwalcza krytykę, mamy Dudę i Ogórek, których w sporej części nie popierają nawet działacze partii, które ich wystawiły, ani elektorat tych partii. Mamy Korwina, który jest tak antyestablishmentowy, że aż jedyne co robi, to “niszczy” Unię biorąc od niej pękatą wypłatę, wygłasza kompromitujące go przemówienia i aby udowodnić, że nie wspiera kultu jednostki, zakłada partię o nazwie Korwin...

Ale na szczęście w wyścigu pojawiła się Ania Grodzka – kobieta przesympatyczna, wiecznie uśmiechnięta, z ogromnym dystansem do siebie, bohatersko znosząca całą masę gimbusiarskich ataków na swoją osobę, no i na tyle wyluzowana, by być na ty z byle szczylem takim jak ja i robić sobie jajcarskie zdjęcia wyśmiewające stereotypowe potrzeganie gejów. Jak widać na załączonym obrazku ;-)

No i jej dobry wynik podczas wyborów miałby jeszcze jeden ogromny plus – chętnie bym obejrzał ten cały ból dupy homofobów, pewnie jeszcze większy niż po sukcesie Conchity Wurst.

Niestety, razem z szefową swojego biura poselskiego, Lalką Podobińską, udało jej się dać mi kolejny dowód na tezę, że podział lewica-prawica jest idiotyczny. Tacy na przykład antyszczepionkowcy znajdą się po obu stronach... Lalka publicznie poparła Korwina za jego słowa, w których twierdził, że dziecko jest własnością rodziców, więc mogą oni sobie zdecydować, czy chcą je narażać na epidemie groźnych chorób czy nie. Nieważne, że dziecko ma swoją podmiotowość i powinno być chronione przed skrajną nieodpowiedzialnością swoich rodziców, nieważne że szczepionki mają największy sens jeśli są powszechne, ponieważ pewna część populacji nie wytwarza niektórych przeciwciał, nie może być zatem zaszczepiona, i jedynym co je chroni, to fakt, że wszyscy dookoła są zdrowi. Nieważne, że odmowa szczepienia nie ma nic wspólnego z wolnością osobistą, bo naraża zdrowie i życie innych osób...

Fanpage STOP NOP udostępnił wykres mający udowodnić, że “panika” związana z ostatnim wzrostem zachorowań na odrę jest totalnie bezpodstawna. Tyle że porównał w nim pełne lata 2006-2014 do... dwóch miesięcy z roku obecnego. Więc wytknąłem im manipulację, dorysowując na zielono trend dla całego roku (po prostu mnożąc wysokość słupka przez sześć – co, owszem, jest bezpodstawne, ale nie bardziej niż ich perfidna manipulacja).

Lalka ten właśnie post udostępniła, na każdy głos krytyki odpowiadając w stylu “haha” albo “wspieracie wielkie koncerny farmaceutyczne”. Kiedy ktoś wylistował badania naukowe przeczące jej tezom, uznała, że też by mogła podać jakieś badania, ale tego nie zrobi, bo cały czas poświęca na opiekę nad umierającą mamą. Czytaj: mam czas na wrzucanie bzdur do sieci, ale nie mam czasu na ich obronę, a gdy brak mi argumentów, to gram ludziom na emocjach... Ech... A za różnicę poglądów zostałem grzecznie wyproszony z grona znajomych, jak milusio...

Tak czy siak – liczyłem na to, że szefowa Lalki, nawet jeśli poglądy ma podobne, to przynajmniej potrafi je uzasadnić i obronić. Rozczarowałem się niestety bardzo mocno... Wystarczy poczytać tę dyskusję, by się przerazić wizją prezydenta, który tak dobrze reprezentuje nas na arenie międzynarodowej, że aż jego największym argumentem w sprawie, o którą zaciekle walczy, jest “ja mam swoje poglądy, a wy macie swoje”...

Szczególnie spodobał mi się tekst, który widać po prawej. Szczepionki tak, ale tylko jeśli jest zagrożenie epidemią. Ech... A skąd wiadomo kiedy jest zagrożenie epidemią? Od lekarzy i naukowców, którzy się tym zajmują? No przecież oni są na usługach koncernów farmaceutycznych i nie można im ufać. Poza tym, skoro szczepienia są skuteczne i zapobiegają epidemiom, czemu Pani Ania nie przeczy, to zagrożenie nimi jest tym większe, im mniej osób się szczepi. Więc jeśli szczepilibyśmy się tylko podczas zagrożenia epidemią, jak Pani Ania proponuje, wpadlibyśmy w jakąś głupią epidemiologiczną sinusoidę. Czy nie byłoby sensowniej po prostu stale trzymać bezpieczny poziom zbiorowej odporności, zamiast niepotrzebnie kusić los?

Inny powód, dla którego Ania straciła mój głos, to ta obietnica:

Czy Pani Poseł zna tę tajemnicę, którą obiecuje ujawnić? Czy jest świadoma, jaki wpływ miałoby jej ujawnienie na bezpieczeństwo państwa i jego wizerunek na arenie międzynarodowej? Jeśli nie, to czy jest rozsądne takie obiecywanie w ciemno? No moim skromnym zdaniem jest totalnie nierozsądne...

Nie jestem jakoś strasznie wymagający wobec polityków – wystarczy mi jeśli są uczciwi i rozsądni. I o ile w życiu bym Ani nie posądził o brak uczciwości, to jednak co do drugiego mam coraz więcej wątpliwości... Rozczarowałem się, niestety...