Pewien były redaktor magazynu New Scientist miał kiedyś streścić filozofię swojego pisma w słowach: “science is interesting and if you don’t agree, you can fuck off”. Ja to samo mogę powiedzieć o Nightwishu. Tym bardziej, że ich najnowsza płyta jest właśnie o nauce.

Nightwish zawsze wtłaczał we mnie ogromne pokłady pozytywnej energii. Zwłaszcza gdy było mi tak źle, smutno i depresyjnie, że ledwo mogłem się ruszyć – wtedy lek podawałem sobie dousznie. I Nightwish nigdy mnie nie zawiódł.

A teraz chyba uznali, że już w ogóle wezmą się za kumulowanie wszystkiego co pozytywne. Ich płyta Endless Forms Most Beautiful jest gloryfikacją nauki – czyli tego, z czego czerpiemy całą naszą wiedzę o świecie, i czemu zawdzięczamy cały rozwój technologiczny. Głównym tematem jest teoria ewolucji, a więc jedno z najbardziej fascynujących odkryć w całej nauce. Dzięki niej zdobyliśmy wyjaśnienie tej wielkiej zagadki, skąd wzięła się na świecie tak wielka różnorodność form życia. Pierwsze prawdziwe wyjaśnienie, a nie odwołujące się do sił nadnaturalnych. Teoria ewolucji jest tak pięknie elegancka. Tak prosta, że gdy ją bliżej poznasz, staje się wręcz oczywista, a jednak tak błyskotliwa, że ludzkość potrzebowała tysięcy lat, by odkryć te mechanizmy. Ten proces, który jest ukierunkowany, lecz nie kierowany, nielosowy, choć oparty na losowości...

Nightwish zaprosił do współpracy jednego z najlepszych współczesnych ekspertów w tej dziedzinie – Richarda Dawkinsa. Dwie piosenki zawierają jego narrację, idealnie skomponowaną z muzyką, czerpiącą z fragmentów O powstawaniu gatunków Darwina oraz Rozplatania tęczy Dawkinsa. Sam zresztą tytuł płyty to cytat z Darwina, a finałowa piosenka, The Greatest Show On Eearth, została nazwana tak samo jak książka Dawkinsa. Swoją drogą, “greatest show on earth” to chyba najtrafniejsze i najpiękniejsze określenie procesu ewolucji, z jakim się spotkałem.

Finałowy utwór jest, jak przystało na Nightwisha, długi. Trwa 24 minuty, i są to 24 minuty wspaniałego orgazmu muzycznego. Takiej gęsiej skrórki nie miałem chyba od czasu, gdy pierwszy raz słuchałem Imaginaerum, ich poprzedniej płyty. Arcydzieło.

W utworze tym pojawia się króciutki fragmencik Toccaty i fugi Bacha, tak świetnie wpleciony w resztę, że nietrudno go przeoczyć. Ja go odczytuję jako taki subtelny przekaz, że nie tylko życie ewoluuje, muzyka także. Współczesny metal symfoniczny czerpie z bogatego dorobku muzyki klasycznej, inspiruje się nią i ją rozwija. I może otrę się o nadinterpretację, ale dla mnie ten fragment jest metaforą ludzkiego życia – jest tak krótkie, niepełne, pozostaje po nim niedosyt, a jednak jest tak zachwycająco piękne, że niedorzecznym byłoby na jego krótkość narzekać.

W utwór wpleciono także odgłosy przyrody. Nie świergających ptaszków, lecz drapieżników walczących na śmierć i życie. Bo ewolucja łączy w sobie i piękno i cierpienie. Nie byłoby jej, gdyby nie śmierć. Nie byłoby nas, gdyby miliardy stworzeń nie oddały swojego życia.

Dawkins niezmiernie trafnie wypowiedział się w kwestii naszego podejścia do śmierci:

We are going to die, and that makes us the lucky ones. Most people are never going to die because they are never going to be born. The potential people who could have been here in my place but who will in fact never see the light of day outnumber the sand grains of Arabia. Certainly those unborn ghosts include greater poets than Keats, scientists greater than Newton. We know this because the set of possible people allowed by our DNA so massively exceeds the set of actual people. In the teeth of these stupefying odds it is you and I, in our ordinariness, that are here.We privileged few, who won the lottery of birth against all odds, how dare we whine at our inevitable return to that prior state from which the vast majority have never stirred?

I właśnie ten fragment jest umieszczony pod koniec The Greates Show On Earth. To przy nim przechodzą mnie nawiększe ciary. How dare we? Uświadamia mi on naszą małość, choć jednocześnie – wyjątkowość. I jedność z całą przyrodą dookoła.

Nightwish jest chyba jedynym zespołem, którego płyty mogę kupować najzupełniej w ciemno. Tym razem też się nie zawiodłem.