Niemiecki system opieki zdrowotnej łączy w sobie najlepsze cechy socjalizmu i kapitalizmu. Nie jest idealny, ale NFZ bije na głowę.

Z kapitalizmu czerpie siłę konkurencji. Ludzie są ubezpieczani w prywatnych ubezpieczalniach (Krankenkasse, KK) i leczeni w prywatnych gabinetach, które muszą walczyć o pacjentów wyższą jakością usług i szerszym zakresem świadczeń. Tylko raz mi się zdarzyło nie być zadowolonym z wizyty u lekarza – poza tym jednym wyjątkiem zawsze było miło, kompetentnie, szybko, sprawnie i nowocześnie. Jeśli masz termin na 9:00, wejdziesz do gabinetu najpóźniej o 9:15, a nie jak w Polsce, gdzie numerek często zdaje się być czysto orientacyjną informacją. Jeśli słabo znasz niemiecki, lekarz i rejestracja wyjdą z siebie, byle cię jak najlepiej zrozumieć. Wizyty u lekarza są w tym kraju zaskakująco przyjemne.

Z socjalizmu niemiecki system czerpie natomiast siłę solidarności. Każdy zameldowany na terenie Republiki Federalnej musi obowiązkowo być ubezpieczony. Bo zdrowie jest prawem, nie przywilejem. I bo tylko tak system może być jakkolwiek sprawny i tani. Płacisz określoną kwotę, zależną wyłącznie od dochodu, a Krankenkasse musi cię ubezpieczyć bez żadnej dyskryminacji. Płacisz nawet gdy jesteś zdrowy – po to, by ktoś, komu się aż tak nie poszczęściło, nie zbankrutował na próbie przeżycia choroby. A także po to, żebyś mógł zostać wsparty przez innych podatników, gdyby tobie się zdarzyło ciężko zachorować.

Jeśli zarabiasz powyżej 57.600€ rocznie, jesteś przedsiębiorcą, urzędnikiem lub studentem, możesz zamiast ustawowego ubezpieczenia (GKV) wybrać prywatne (PKV). W tym systemie Krankenkassy uzależniają cenę ubezpieczenia od innych czynników niż dochód – jak wiek, zawód, zdrowie czy oczekiwany zakres świadczeń. W tym systemie sam za wszystko płacisz, a KK potem ci za to zwraca. Co jest też prawdą w GKV w niektórych przypadkach, gdy świadczenie nie jest podstawowe, ale KK i tak pokryje za ciebie jego cenę – jak w przypadku mojego ostatniego szczepienia.

Dokładna rozpiska różnic między GKV a PKV znajduje się tutaj, ale w skrócie wygląda to na spełnienie marzeń korwinowców – niech żyje wolny rynek! Państwo narzuca tylko, żebyś gdzieś się ubezpieczył. Gdziekolwiek. Dla mnie to brzmi jak idealny kompromis.

Jasne, w Niemczech wciąż jest na co narzekać w kwestii służby zdrowia. Do niektórych specjalistów trzeba dość długo czekać na termin, tak ze trzy miesiące! Mało gdzie da się zarejestrować online, przeważnie trzeba wydzwaniać ( Doctolib ❤️). Pewnie jest też parę innych problemów, których nie miałem nieprzyjemności doświadczyć. Ale mimo niedoskonałości, trzeba mu przyznać jedno – działa. Działa bardzo sprawnie.