Znowu dałem się wciągnąć w internetową gównoburzę na temat religii – trochę dla beki, a trochę dla czynienia świata lepszym, wolnym od zabobonów miejscem.

Uderzyło mnie, że ktokolwiek jeszcze rzuca tekstami “ ewolucja to tylko teoria, czyli nie ma na nią żadnego dowodu”, a na dodatek nie zostaje przez braci w wierze uznany totalnego ignoranta. Uderzyło mnie, z jaką łatwością można rzucać groźbami karalnymi i zgrywać chojraka, jednocześnie tchórzliwie kryjąc się za zupełną anonimowością. Uderzyły mnie głupawe ad personam, czasami sięgające tak absurdalnego poziomu jak “weź się zajmij swoimi kolczykami” (WTF?).

Ale najbardziej uderzyło mnie to, jak wszyscy uważają niezgadzanie się z nimi jako ogromne zło. Nie tylko jako abstrakcyjny “grzech” (pychy), lecz także w ramach obiektywniejszych zarzutów: braku tolerancji i narzucania innym swojego zdania. Wszystkie absurdalne.

Grzech pychy

  • Jakie obiektywne zło wynika z naszej “pychy”? Komu dzieje się przez nią krzywda?
  • Tobie, bo jak każdy człowiek jesteś tylko prochem, a uważasz się za mądrzejszego od Boga i przez to nie chcesz przyjąć łaski zbawienia Tweet

Uważam się za lepszego od Potwora z Loch Ness, jako że w niego nie wierzę. Czuję się lepszy od Supermena, bo wiem, że jest tylko postacią literacką. No bardzo śmieszne.

Ja wiem, że ciężko wbić się w ten tok myślenia, gdy uważa się istnienie boga za oczywistość, ale spróbuj o tym pomyśleć tak: czy uważasz się za zuchwałego/zuchwałą dlatego, że ośmielasz się nie wielbić Zeusa? No właśnie.

Tolerancja

[Niestety nie mogę zacytować, bo zostałem zbanowany... ale coś w stylu: takie wy lewaki niby tolerancyjne, ale zupełnie nie szanujecie moich poglądów, hipokryci!]

Otóż nie wszystkie poglądy zasługują na szacunek. Rasizm, nazizm, ksenofobia, seksizm... Jest cała masa poglądów, na które można tylko splunąć z pogardą.

Jest też cała masa poglądów, z którymi się po prostu nie zgadzam – w tym przypadku była to wiara w starożytne mitologie. Nie zgadzanie się z kimś, wcale nie znaczy że go nie tolerujesz. Wolność religijna, owszem, jest nienaruszalna, ale oznacza jedynie, że nie zakazujemy nikomu wierzyć sobie w co mu się tylko podoba – a nie, że jego zabobony mają być wolne od jakiejkolwiek krytyki.

Owszem, wzywam (choć akurat nie w tamtej dyskusji) do wyplenienia wszelkich religii, ale nie siłą i przymusem, lecz za pomocą edukacji i obnażania ich kłamstw, obłudy i antynaukowości.

Narzucanie swojego zdania

Zastanów się jak bardzo jesteś wolny, skoro tak zawzięcie usiłujesz narzucić swoje zdanie ludziom w kraju, z którego się wyprowadziłeś. Tweet

Na pytanie, w którym konkretnie miejscu narzucam swoje zdanie, nie otrzymałem konkretnej odpowiedzi. Bo nie narzucałem. Po prostu je prezentowałem.

Problem tkwił w tym, że miałem rację. Ale jako że fakty kłócą się z czyjąś mitologią, należy bronić jej choćby i najdurniejszymi argumentami: “bo to jest moja wiara, mam prawo wierzyć, a ty czynisz ogromne zło narzucając mi co innego! hurr durrr!”.

Wiara jak ziarnko gorczycy

Jezus mówił, że gdybyśmy mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, moglibyśmy góry przenosić. Wprawdzie nie wiem, jak się przelicza abstrakcyjne koncepty na fizyczne wymiary, ale zważywszy na to, że przenoszenie gór za pomocą wiary jeszcze się nikomu nie udało (mimo że wielu reprezentowało tak upartą, głęboką i bezrefleksyjną wiarę, że prędzej bym ją porównał do osła niż do małego ziarnka), to pomyślcie, jak mikroskopijna i krucha musi być wiara ludzi, których tak bardzo przeraża nawet czytanie w internetach, że bozi nie ma...

Jak na ludzi opierających całe swoje życie na wierze, zadziwiająco nisko ją oceniacie. Gdyby była pewna i niewzruszona, zesłana jako łaska od samego najwyższego, oparta na głębokich doświadczeniach absolutu, to bez problemu odparła by argumenty – czy to za pomocą swoich własnych, czy to (w najgorszym przypadku) chociażby zignorowania tego, co jej niewygodne.

Tymczasem ona zanosi się płaczem i wrzeszczy: “nie tolerujesz mnie!”, “narzucasz mi swoje opinie!”, “jesteś złym człowiekiem, że mi takie rzeczy robisz!”. Ech... Krucha, krucha, krucha...