Frondzia proponuje mi do przeczytania następujący tekst:

Nawrócona ateistka podaje 6 dowodów na istnienie Boga!

Wiadomo, że bycie nawróconą ateistką dodaje jej +20 do wiarygodności i sprawia, że koniecznie musi mieć rację. A do tego artykuł w zajawce kusi możliwością poznania “bogactwa obiektywnych faktów przemawiających za istnieniem Boga”. Jakże więc mógłbym przejść obojętnie obok takiej oferty?

A tak serio, to trochę mi się nudzi ostatnio. Po co niby innego miałbym zaglądać na Frondę?

No więc w ramach walki z nudą przyjrzyjmy się się tym sześciu dowodom...

Pierwsze trzy to tak naprawdę jeden argument, tylko trzykrotnie powtórzony:

1. Czy Bóg istnieje? Stopień złożoności naszej planety wskazuje na świadomego Projektanta, który nie tylko stworzył nasz wszechświat, ale także obecnie go podtrzymuje.

2. Czy Bóg istnieje? Złożoność ludzkiego mózgu wskazuje na stojącą za nim wyższą inteligencję.

3. Czy Bóg istnieje? „Przypadek” lub „przyczyny naturalne” nie są wystarczającym wyjaśnieniem.

TLDR: Ziemia się nadaje do życia, woda ma ciekawe właściwości chemiczne, ludzki mózg robi skomplikowane rzeczy, a ja nie potrafię zrozumieć, jak by to wszystko miało działać bez boga, ergo istnieje bóg.

W sumie czego ja się niby spodziewałem, jak nie dowodu z własnej ignorancji i wałkowania w kółko Inteligentnego Dizajnu? To, że coś wygląda jakby było przez kogoś stworzone, nie znaczy koniecznie, że ktoś musiał je stworzyć.

Owszem, trzeba było geniusza Darwina, by znaleźć lepsze wyjaśnienie życia niż projektant, ale teraz, gdy on już to wyjaśnienie znalazł, a rzesze naukowców ciągle znajdują nowe masy dowodów na poparcie jego teorii, to odrzucanie jej jest przejawem czystej ignorancji. Jest zatykaniem uszu na prawdę i śpiewaniem sobie “la la la, nie słyszę cię, musiał być projektant i tyle”.

Wpychanie boga we wszystkie dziury, których nauka jeszcze nie zapełniła wiedzą, jest równie głupie. Serio nie widać zależności? Kiedyś bogowie jeździli po niebie rydwanem słonecznym, kiedyś Słońce było czym innym niż pozostałe gwiazdy, kiedyś kręciło się wokół Ziemi... teraz już wiemy, że jest inaczej. Dziury, w których niektórzy chowają boga, stają sie coraz mniejsze i mniejsze. Wynajdywanie tych, których nauka jeszcze nie wypełniła, jest zwyczajnie desperackie.

To, że Ziemia nadaje się do życia, owszem wygląda imponująco, ale tylko dla kogoś, kto nie wie nic o rozmarach wszechświata. Istnieją miliardy planet równie dobrze “przystosowanych do życia” co nasza. To jak cieszyć się, że w pokoju wypełnionym po brzegi kartami do gry znalazłeś akurat siódemkę serce.

Zresztą, co w ogóle znaczy, że planeta jest “przystosowana do życia”? Znamy takie formy życia, które świetnie sobie radzą w temperaturach bliskich zera absolutnego, w ponad 150°C, w otwartej przestrzeni kosmicznej, pod ogromnym ciśnieniem i bez dostępu wody przez sto lat. Znamy takie formy życia, które mają jądro komórkowe, ale nie mają mitochondriów, co jeszcze niedawno uznawano za niemożliwe. Życie ma w dupie, że niektóre miejsca są do niego nieprzystosowane.

O to właśnie chodzi w odkryciu Darwina: życie nie wymaga konkretnego środowiska, ono się dostosowuje do otoczenia.

9gag.com

Dla analogii: ciecz przyjmuje kształt naczynia, w którym się znajduje. Nikt jednak nie twierdzi, że skoro dana butelka ma dokładnie taki sam kształt jak ta woda, która się w niej znajduje, to musiała zostać stworzona akurat do przechowywania wody.

Skoro “przypadek” lub “przyczyny naturalne” nie są wystarczającym wyjaśnieniem, to śpieszę poinformować, że bóg tym bardziej nie jest. Nie można tłumaczyć złożoności postulując byt, który jest jeszcze bardziej złożony, lecz którego nie trzeba wyjaśniać.

Świat jest złożony, więc musiał go stworzyć bóg. Bóg jest jeszcze bardziej złożony, ale akurat on to mógł istnieć bez przyczyny, bo ja tak mówię.

4. Czy Bóg istnieje? Osoba twierdząca stanowczo, że nie ma Boga, musi zignorować najgłębsze odczucia niezliczonej rzeszy ludzi, którzy są przekonani, że Bóg jest.

Buahahaha!

Można w najgorszą bzdurę wierzyć bardzo głęboko i szczerze. Mogą w jedną bzdurę wierzyć miliardy ludzi. Ale to nie świadczy zupełnie nic o jej prawdziwości.

“Dowód”.

5. Czy Bóg istnieje? Wiemy, że Bóg istnieje, ponieważ On szuka kontaktu z nami. Podejmuje różne działania i zachęca nas, żebyśmy się do Niego zwrócili.

Który bóg?

Ludzie mają tendencję do nadinterpretowania “znaków”. Ile to się już matek boskich pojawiło na toście, na brudnej szybie czy w sękach drzewa?

No bez przesady, jeśli ktoś tak usilnie mnie szuka, a przypominam, że jest wszechmogący, to mógłby się bardziej postarać, a nie tylko dawać niejasne, enigmatyczne syngnały i nieporadnie grzebać mi w myślach.

→ Dowodzenie z doświadczenia

6. Czy Bóg istnieje? W przeciwieństwie do wszystkich innych objawień, Jezus Chrystus jest najwyraźniejszym, najkonkretniejszym obrazem Boga, który poszukuje z nami kontaktu.

Skąd więc się wzięły inne, mniej “wyraźne” i mniej “konkretne” obrazy boga? Skoro jest jeden bóg, to czemu w ogóle dopuścił inne obrazy do głosu? Czy ich prawdziwość jest proporcjonalna do “wyraźności” i “konkretności”, czy raczej obowiązuje system winner takes it all?

Jak się w ogóle obiektywnie mierzy czy ocenia “wyraźność” i “konkretność” obrazu boga?

Jeśli przyjrzymy się głównym religiom świata, odkryjemy, że Budda, Mahomet, Konfucjusz i Mojżesz określali się mianem nauczycieli lub proroków. Żaden z nich nie twierdził nigdy, że jest równy Bogu, natomiast w odróżnieniu od nich Jezus złożył taką deklarację.

Jeden drobniutki szkopuł: wcale nie. W którym wersecie Jezus mówi, że jest bogiem? Mówi, że jest drogą do boga, że jest światłem (które może tylko wskazywać cel), o bogu mówi zawsze w trzeciej osobie, nazywa ojcem. Owszem, twierdzi, że “ja i ojciec jedno jesteśmy”, ale swoim uczniom też poleca, by “byli jedno”. Czy każdy kto przystępuje do komunii (stając się jedno z Jezusem, który jest jedno z ojcem) staje się bogiem?

Tak, mówi, że może wybaczać grzechy i zapraszać do nieba, ale skąd założenie, że to boski atrybut? Przecież potem daje tę władzę swoim uczniom (“komu grzechy odpuścicie...”, “tobie dam klucze królestwa...”). Czy oni wtedy też stali się bogami? A może Jezus dostał tę władzę od kogoś innego i tylko przekazał dalej?

Ale to wszystko i tak jest bez znaczenia. Czy Jezus podawał się za boga czy nie, czy inni to robili czy nie, co za różnica?

Jeśli podam się za Ostatnie Wcielenie Wielkiej Różowej Gruszki Pachnącej Konwaliami, czy to znaczy że nią jestem? A jeśli będę jedynym na świecie, który to zrobi, czy to coś zmienia?

Na szczęście pani nawrócona ateistka wyprzedziła moje pytanie i odpowiedziała na nie w następnej sekcji tekstu:

robił rzeczy, których nie są w stanie zrobić inni ludzie. Dokonywał cudów. Uzdrawiał ludzi – niewidomych, kalekich, głuchych – a kilka osób wzbudził z martwych.

I wiemy na pewno, że to wszystko robił, bo parę dziesięcioleci po jego śmierci ludzie, którzy znali go tylko z opowieści, napisali książki o tym, że słyszeli, że tak było [→ Bart Ehrman, Przeinaczanie Jezusa]. Nawet nie byli naocznymi świadkami. A potem ich zapiski były przez półtora tysiąca lat kopiowane w najlepszy dostępny sposób – ręcznie. Co oczywiście sprzyja błędom i przeinaczeniom.

Gdyby J.K. Rowling stwierdziła, że była naocznym świadkiem tego, co opisała w tomach Harry’ego Pottera, to te książki dowodziłyby boskości Pottera bardziej, niż Nowy Testament dowodzi boskości Jezusa. Przynajmniej każda kopia na świecie zawiera dokładnie tę samą treść.

Wnioski

Z lektury tekstu wnioskuję, że ani jego autorka, ani Fronda, która go do siebie przekleiła, nie znają znaczenia słowa “dowód”. Więcej sensownych wniosków nie potrafię z niego wyciągnąć.