Bóg musi istnieć, no bo przecież wszechświat nie mógł się wziąć z niczego! Nie-e. W takim razie skąd wziął się Bóg? Jeśli istniał “zawsze” i wcale nie musiał wziąć się “z czegoś”, znaczy że jednak akceptujemy istnienie bytów, które mogą wziąć się z niczego. Czemu więc takim bytem nie mógłby być wszechświat? Teoria Nic → Bóg → Wszechświat w porównaniu do Nic → Wszechświat jest nadmiernie rozbudowana, wprowadza dodatkowy element, który jest totalnie zbędny w rozważaniach i niczego nie wyjaśnia.

Czy zatem możemy mówić o dwóch teoriach, które są równie słabe i równie mało wyjaśniające? No właśnie niekoniecznie. Podczas gdy teologia od wieków pozostaje przy swoim “Bóg zawsze był i tyle”, nauka systematycznie robi postępy w wyjaśnianiu początków wszechświata.

Jeśli chodzi o szczegóły tych postępów, muszę oddać głos ludziom zdecydowanie bardziej kompetentym ode mnie. Lawrence Krauss jest wybitnym fizykiem teoretycznym, który napisał na ten tamat książkę A Universe from Nothing: Why There Is Something Rather Than Nothing, a na youtube jest dostępne wiele jego pasjonujących wykładów. Wszystkich zainteresowanych odsyłam właśnie do tego specjalisty.

Ja natomiast postaram się pokrótce nakreślić, o co mniej więcej chodzi. Po lewej widać zapis jednej z moich ulubionych reakcji. Jest tak prosta, a jednocześnie tak ważna! Anihilacja. Elektron plus pozyton, bum, promieniowanie gamma. Z jednej strony tylko masa, z drugiej – tylko energia. Dowód na to, że masa jest równoważna energii (E = mc2!) i że może zmieniać się z jednej w drugą. Zjawisko powtarzalne i wielokrotnie zaobserwowane. Mimo że wielu z nas nazwałoby czystą energię “niczym”, a jednak! Jest też wiele bardziej skomplikowanych reakcji i zależności, które jeszcze bardziej zawężają naszą potoczną definicję “niczego”.

I pokazują, że rzeczywistość jest jeszcze bardziej matematyczna niż nam się wydaje. W matematyce “nic” to po prostu zero. Aby zrobić z niego “coś”, wystarczy na przykład jednocześnie odjąć i dodać pięć. Teraz mamy pięć i mamy minus pięć, a jednak wcale nie zmieniliśmy wartości wyrażenia. I to żadna magia, nikogo to nie dziwi.

A teraz uwaga: Całkowita energia wszechświata wynosi dokładnie zero. Astrofizycy mają powody, by tak twierdzić (odsyłam ponownie do Kraussa). Zerowa energia, zerowa masa... Widzicie już co z tego wynika? Skoro tutaj obserwujemy masę i energię, to muszą istnieć regiony wszechświata, gdzie są one ujemne. W sumie dają zero, w przeszłości były niczym, a jednak niewielkie fluktuacje w początkowym stadium rozwoju wszechświata sprawiły, że powstało z nich coś tak wspaniałego i złożonego, jak świat, w którym żyjemy.

I czyż nie jest to o wiele bardziej fascynujące niż niepoparta dowodami ani obserwacjami hipoteza o niestworzonym bycie, który powiedział parę słów – i już?