Kiedyś pewien znajomy, nota bene katecheta, zarzucił tematem do przemyślenia: “miłość to nie jest uczucie”. Pomyślałem sobie tylko że to głupie stwierdzenie. No przecież oczywiste że uczucie. Przecież niemal każdy poeta w każdym wierszu o miłości nazywa ją uczuciem... płomiennym, namiętnym, jakimkolwiek. Uczuciem no!

Dopiero niedawno przypomniało mi się to zdanie i zauważyłem, jak bardzo byłem głupi. Nazywać miłość uczuciem tak strasznie jej umniejsza!

Wśród mnogości twierdzeń katechetycznych są nieliczne, z którymi się zgadzam. Jedno takie zapadło mi w pamięć: uczuciom nie można przypisywać oceny moralnej. Na przykład złość sama w sobie nie jest złem (czy też “grzechem”), bo nie mamy wpływu na to, że nas naszła. Jest zewnętrzna, niezależna od nas. Dopiero jeśli kierowani złością damy komuś po twarzy, wtedy można powiedzieć o tym “złe”. Albo jeśli świadomie podtrzymujemy w sobie złość i podsycamy ją. Samo jednak uczucie nie jest moralnie ani złe, ani dobre.

Natomiast miłość jest dobra. Jest przecież bezinteresownym pragnieniem czyjegoś dobra. Miłość pochodzi z wewnątrz. Jest decyzją, świadomym wyborem. W przypadku długotrwałych związków jest mozolnie budowaną relacją.

Uczuciem to jest zakochanie. Ono nachodzi nas z zewnątrz, gdy zalewają nas hormony. Trwa nieprzesadnie długo, więc ciężko by było zbudować na nim trwały związek. Jest zalążkiem, katalizatorem, ale nie istotą. Gdy ono zanika, pozostaje nam szukać czegoś o wiele głębszego.

Również w szerszym znaczeniu “miłości” (nie romantycznym, lecz jako miłość do bliźniego) ciężko ją nazwać uczuciem. Nie pomagamy ludziom dlatego, że poczuliśmy w żołądku jakąś tam miłość. Może nami kierować uczucie współczucia czy litości, ale nikt nie powie że poczuł wobec niego miłość.

Miłością jest świadoma decyzja, jest nią takie podejście do życia, które sprawia że patrzymy na świat i na drugiego człowieka, chcąc dla niego jak najlepiej. To wręcz filozofia życiowa. Niewiele ma wspólnego z hormonami i uczuciami.

Miłość jest czymś sporo więcej niż uczuciem. Być może wygląda to z mojej strony jak bezcelowe czepianie się słówek, ale dla mnie takie na nią spojrzenie wiele znaczy. Głupstwem jest kojarzenie jej tylko z uczuciem motylków w brzuchu.