Między wiarą a tęczą

Nie potrafię zrozumieć, czego religie tak nie znoszą w homoseksualności. Czemu mają taką obsesję na jego punkcie. Ani w ogóle – co jedno z drugim ma wspólnego. Ale najwidoczniej coś ma, skoro niemal wszystkie tyle o tym trąbią i tak ogromny widzą w tym problem...

Na obrazku powyżej przedstawiony jest (w mocno spedalonej wersji, jak widać) chrześcijański męczennik, święty Sebastian. Jest on uważany za nieoficjalnego patrona gejów i lesbijek. Nie mam pojęcia dlaczego tak, zapewne po prostu komuś spodobała się jego naga klata. Ważne jest co innego – to, jak wiele osób jest oburzonych przez przedstawienie jakiegokolwiek świętego jako patrona homoseksualistów. No ale skąd to oburzenie? Czemu religie chcą mieć tyle do powiedzenia w kwestii seksualności? Co mają z tym wspólnego?

Jasne, ktoś mi od razu powie, że religia jest strażnikiem moralności, więc musi zająć twarde stanowisko w sprawie szerzenia zboczeń, rozpusty i wszelkiego pedalstwa... Doprawdy nie wiem, jak trzeba mieć wyprany mózg, by coś takiego twierdzić. Przecież orientacja nie ma najzupełniej nic wspólnego z moralnością czy jej brakiem! To tak, jakby powiedzieć, że zielone oczy albo blond włosy są niemoralne. Albo, no nie wiem, skakanie na jednej nodze czy gwizdanie. To wszystko, per se, jest najzupełniej neutralne: ani nikogo nie krzywdzi, ani nikomu nie pomaga.

Jedyne realne cierpienie, jakie jest związane z homoseksualnością, pochodzi z zewnątrz, ze społeczeństwa. No, jest jeszcze to spowodowane nieudanymi związkami, rozstaniami itp., ale to przecież niezależne od orientacji. Pozostaje presja społeczna. To jak z rudymi: niby nic w tym złego, że mają taki kolor włosów, a jednak cierpią, bo ludzie, zupełnie irracjonalnie, potrafią ich za to prześladować. Tylko gejów bardziej.

I za to właśnie cierpienie są w znacznym stopniu odpowiedzialne religie. Albo nawet wyłącznie religie. Konia z rzędem temu, kto znajdzie inny powód niż religia, by mieć coś przeciwko gejom. Nie, to nie jest nienaturalne, nie jest chorobą, nikogo nie krzywdzi. To tylko racjonalizowanie na siłę swojej bezpodstawnej nienawiści. W antyku nie mieli z tym problemu, i (o dziwo!) nie umierali z nadmiaru obrzydzenia. Jedyny sposób, w jaki otwartość wobec związków homo może wpłynąć na twoje życie, to to, że może będziesz widywał na ulicy zakochanych facetów trzymających się za ręce. No doprawdy straszne! Ale z jakiegoś powodu religie wmówiły ludziom, że “Bóg tego nie lubi”, a potem tak wrosło to w kulturę, że zostało nawet u niektórych niewierzących.

Przez religie geje cierpią. I nie mam na myśli głupiego emo-płaczu pt. “czuję się taki nierozumiany”, lecz realne, ogromne cierpienie, począwszy od odrzucenia przez rodzinę i wyrzucenia z domu, poprzez wewnętrzny konflikt i obrzydzenie do samego siebie, nawet aż do kary śmierci! Tak, w niektórych krajach arabskich ludzie są zabijani tylko z tego powodu! Według prawa czysto religijnego. Czyż to nie jest chore, nieludzkie i niemoralne? A co najgorsze, ci wszyscy ludzie prześladujący nieheteryków głęboko wierzą, że robią to dla ich dobra i dla dobra społeczeństwa...

Z jakiego powodu to wszystko, skąd to się wzięło? Wielkie religie monoteistyczne przejęły obrzydzenie wobec homoseksualności (o dziwo tylko męskiego) z judaizmu. Starożytni Żydzi natomiast mieli bardzo prosty powód, by go nie lubić – uważali, że sperma może się zmarnować. Skąd mogli wiedzieć, że faceci produkują jej od zajebania, w miarę potrzeb i nigdy im się nie wyczerpie? A że było ich (Żydów) mało i zależało im na skutecznym rozmnożeniu się, to potępiali wszystko, co “marnowało” spermę, jak choćby masturbacja. Można znaleźć też inne powody, dla których (być może) religie tak stanowczo i obsesyjnie potępiają gejostwo. Przede wszystkim – kontrola: jeśli potrafisz wejść ludziom do łóżka i kontrolować z kim i co robią, albo jakich środków antykoncepcyjnych używają, to potrafisz wejść im wszędzie.

Mamy do czynienia z wielką falą bezzasadnej nienawiści. Jasne, większość homofobicznych chrześcijan zaśpiewa formułkę “hate the sin, love the sinner” albo przypomni, że katechizm potępia nie orientację, ale same akty... Wolne żarty! To tylko zabawa słowami, by nie brzmiały tak, jak to co znaczą. Odmawia się ludziom prawa do wyrażania w najpiękniejszy sposób swojej miłości, skazuje się ich na wieczną frustrację seksualną, niespełnienie, poczucie wyobcowania, oddziela się w nich to, kim są, od tego, co robią, mimo że to integralne części ich człowieczeństwa... a mimo to twierdzi się, że to dla ich dobra?

Czy da się zmienić obecny stan rzeczy? Oczywiście, że tak! To już się dzieje. I mogą sobie debile krzyczeć ile chcą, że to zamach na polskość, tradycję i wartości, na których jest oparta nasza cywilizacja. Tak samo krzyczeli kiedyś, że USA jest państwem opartym na niewolnictwie. Tak samo krzyczeli, nie chcąc dać kobietom praw wyborczych. Świat się zmienia, a religie, czy chcą czy nie chcą, będą się musiały dostosować.

Nie znaczy to, że zmieniają się one tylko pod naciskiem z zewnątrz. Także ze środka kościołów słychać głosy za zaakceptowaniem homoseksualności i małżeństw jednopłciowych. Wiele wyznań protestanckich i odłamów buddyzmu już udziela ślubów takim parom. W Polsce działa grupa Wiara i Tęcza, walcząca o prawa ludzi LGBTQ wewnątrz Kościoła i głosząca tę “herezję”, że w homo-, bi- czy transseksualizmie nie ma nic niemoralnego. Ich działalność trochę wydaje się dziwna... I jest dziwna! To jak grupa Żydów walcząca o prawo do jedzenia boczku!

Ale WiT-owi nie przeszkadza, że jest dziwny. Jego członkowie to wybuchowa mieszanka wierzących, wątpiących i niewierzących, szukających, katolików, protestantów, prawosławnych... Niesłychanie otwarci i przesympatyczni ludzie, z bardzo szerokimi horyzontami, pełni miłości i zrozumienia. Są przede wszystkim grupą wsparcia, a wspieranie wychodzi im świetnie. Chwała im za to! Bo czy się z nimi zgadzać czy nie (zarówno w kwestii słuszności religii per se, jak i możliwości połączenia jej z homoseksualnością), to nie wolno zapominać, że dla zagubionego, wierzącego geja, odkrycie własnej tożsamości jest wielką tragedią i każde wsparcie jest na wagę złota.

Sposobów na pogodzenie swojej orientacji z religią jest wiele. Można zupełnie pozbyć się religijności (ku czemu też jest masa innych powodów); można zmienić wyznanie na bardziej tolerancyjne; można sobie tłumaczyć, że Bóg który nienawidziłby gejów, nie byłby Miłością, więc wierzący w takiego muszą się mylić; a można nawet (tak, naprawdę istnieją takie osoby) głęboko wierzyć, że seks homo jest obrzydliwością, ale uprawiać go mimo wszystko, uznając to za swoją słabość i przejaw grzeszności... Cóż każdy z tych powodów jest dobry, jeśli daje człowiekowi szczęście i wewnętrzny spokój. Tylko jeden z całą pewnością nie działa – życie wbrew swojej seksualności.

Jest dla mnie jedną z najsmutniejszych rzeczy na świecie to, że coś, co zwie się “religią miłości”, szerzy nienawiść, a to co szczyci się mianem “religii pokoju”, głosi wojnę i przemoc. Kiedyś cytatami z Biblii uzasadniano dyskryminację czarnych oraz kobiet, usprawiedliwiano najeżdżanie i torturowanie ludzi tylko dlatego, że ośmielali się wierzyć w nie tego Boga, co trzeba...

Te czasy już (po części) minęły, ale dziś wciąż musimy walczyć z nienawiścią ze strony “miłujących”. I jest mi tak bardzo przykro...

EDIT: Przyszedł mi do głowy pomysł na motto WiT-u: “Alleluja i od tyłu!”. Chwytliwe, nie? :D

Related posts:

Pansexual problems:

Even as a cis man, I’ve experienced how awful gender roles are. There’s always someone questioning your masculinity, someone always know better, what it takes to be a “real man”, don’t they? Especially if you’re gay. Because, you know, fucking some sweaty, muscular dude in the ass, is so... delicate, so feminine, isn’t it? Ask any homophobe...

Continue reading…
(~6 min read)

Przeżyłem wczoraj rozkosze intelektualne. Szczeciński oddział Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów zorganizował debatę “Gender kontra antygender”. I wyszła im ona nadspodziewanie dobrze.

Continue reading…
(~5 min read)

Jako dziecko byłem bardzo żądny wiedzy. Nie żebym teraz już nie był, ale wtedy szedł za tym taki dziecięcy entuzjazm, tysiąc pytań na minutę, ciekawość wszystkim dookoła. Teraz już chyba dość tych informacji, ba, zdecydowanie za dużo, więc trzeba umieć filtrować tylko te potrzebne.

Continue reading…
(~9 min read)

Miałem przemilczeć temat ostatniego zamieszania wokół profesora Hartmana, ale ten pocieszny obrazek, który widzicie obok, wraz z całym artykułem który ten obrazek ilustruje, tak mnie rozśmieszył, że nie mogłem się nim nie podzielić. No więc już trudno, zacząłem to skończę. Dziś tematem: Wszystkofilia.

Continue reading…
(~4 min read)
Eliza Michalik

Język to potężne narzędzie. Nie tylko wyraża nasze myśli i umożliwia ich wymianę (de facto warunkując nasz rozwój jako gatunku), lecz także je kształtuje. Wiele przemian społecznych zaczyna się właśnie w płaszczyźnie języka: to, jak nazywamy dane osoby, grupy czy zjawiska, stopniowo wpływa na to, jak o nich myślimy.

Eliza Michalik w felietonie Płeć trzymająca język pisze o tym, jak język polski odzwierciedla patriarchalną strukturę polskiego społeczeństwa w przeszłości, i jak to wciąż wpływa na konserwowanie go w czasach obecnych. Oraz o tym, że powinniśmy z tym zjawiskiem walczyć, końcówkowując kobietom kobiecymi końcówkami.

I jak z jednej strony się z nią zgadzam i szczerze kibicuję, tak z drugiej nie jestem do końca przekonana, czy szastanie “premierą”, “gościnią” czy “profesorą” jest najlepszym pomysłem.

Continue reading…
(~7 min read)

Wiem wiem, za dużo już na ten temat, rzygać nim można. Ale obiecuję, że będzie krótko.

Continue reading…
(~2 min read)

Ostatnio na wykładzie z socjologii (przedmiot zupełnie niezwiązany z moimi studiami) usłyszałem bardzo trafną obserwację – że najważniejsze, co się zmieniło w Kościele w ostatnich stuleciach, to “właściciele” wiedzy. Kiedyś to duchowni byli najlepiej wykształconymi członkami społeczeństwa. A dziś? Teologię ciężko nazwać “wykształceniem”. Nauka, wiedza przyrodnicza i techniczna – to to pcha świat do przodu. Duchowni mają coraz mniejszy wpływ na ludzi, ponieważ ludzie po prostu wiedzą więcej. Teologia nie pasuje im do rzeczywistości. Dostrzegają sprzeczności i kłamstwa, coraz trudniej im we wszystko wierzyć...

Continue reading…
(~6 min read)