Ile to już razy słyszałem, że geje są dla kogoś całkiem tolerowalni, o ile “się z tym nie obnoszą” (przy czym “obnoszenie się” może oznaczać choćby i zwykłego całusa dla swojego chłopaka...) Ech... A ja natomiast myślę, że coming out to jedna z najlepszych rzeczy, jakie gej może zrobić i dla samego siebie i dla świata. W sumie to nawet nie gej, lecz każdy, kto ma powody jakąś prawdę o sobie ukrywać przed światem...

Przede wszystkim, jak to ujął Mark Twain: “Jeśli mówisz prawdę, nie musisz niczego pamiętać”. Wyjście z szafy daje cudowną wolność od ciągłego kłamania, od ciągłego zastanawiania się, co komu możemy powiedzieć, co komu jak powinniśmy przedstawić. Kiedy tak po prostu opowiadam znajomemu, co tam ciekawego robiłem w weekend, mogę bez skrępowania powiedzieć, że byłem z moim chłopakiem gdzieśtam i robiłem cośtam. I takie właśnie proste zdania, które heterykom przychodzą bez problemu i są normalnym elementem życia, dla mnie zawsze stają się ogromnym sukcesem, zawsze dają wielką satysfakcję. Mimo że już od dawna się nie ukrywam, to wciąż czuję wielką dumę, gdy się na to zdobywam. Dumę i ulgę, że już nie muszę kłamać. “Prawda was wyzwoli”, jak to napisał Jan Ewangelista...

Ludzie boją się, że gdy komuś o sobie powiedzą, mogą stracić tę relację, którą z nim mieli. Ale niesłusznie, z bardzo prostego powodu: jeśli dla kogoś twoja orientacja jest na tyle istotna, by zniszczyć jego sympatię do ciebie, to nie jest kimś wartym twojego zachodu. Więc nawet jeśli kogoś przez to stracisz, to miej świadomość, że wcale nie straciłeś wiele. Po prostu kogoś, dla którego twoja orientacja jest ważniejsza od ciebie.

Wychodząc z szafy wymienisz znajomych na lepszych. Ale możesz też zmienić znajomych na lepsze. I to właśnie jest ten drugi pozytywny aspekt coming outu – zmienianie świata.

Każdy zna jakiegoś geja, lesbijkę czy transseksualistę. Każdy. Tylko nie każdy o tym wie. Ale ci, którzy wiedzą, przeważnie mają lepsze zdanie o LGBT niż ci, którzy nie. Bo dla nich gej przestaje być postacią z telewizji, bezimiennym lobbystą świecącym tyłkiem na paradach, a zaczyna być zwykłym człowiekiem, którego znają i lubią.

Kilku dalszych znajomych zgłosiło się do mnie z prośbą o rozmowę o swojej orientacji. Bali się tego, co w nich siedzi, co oni z tym zrobią, co inni z tym zrobią jak się dowiedzą... Potrzebowali tylko, by ktoś poświęcił im czas, wysłuchał, zrozumiał, nie oceniał, pokrzepił, opowiedział własną historię... Niby to niewiele, a jednak aż za dobrze wiem, jak bardzo taka zwykła rozmowa może człowiekowi pomóc poukładać życie. Ale nikomu z nich bym nie pomógł, siedząc tchórzliwie w szafie.

Moim skromnym zdaniem, nie ma lepszego sposobu na to, by osoby LBGT były wreszcie akceptowane przez społeczeństwo, niż po prostu nie bać się o sobie mówić. Nie traktować tego jak tabu, tajemnicę czy coś wstydliwego. Pokazać, że jest nas więcej niż się wydaje, że jesteśmy całkiem normalni, że tak jak wszyscy chcemy kochać i być kochani... Amen.