Chyba najbardziej ironiczną sytuacją na świecie jest ta, gdy sam autor wypowiedzi nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo ironicznie brzmi.

I jakże często odnosi się to do wypowiedzi religijnych!

Wystarczy spytać przeciętną religijną osobę, co myśli o czcicielach Zeusa. “To tylko głupia mitologia!”. Ale czy jej własna religia czymś się od mitów greckich różni? Niezbyt. Nie tylko mam nadzieję, ale wręcz jestem pewny, że za kolejne dwa tysiące lat nasi potomkowie spytani o Jezusa odpowiedzą tak samo, jak ona o Zeusie.

Podobnie jest ze stosunkiem ludzi wierzących do wszystkich innych współczesnych im wyznań i religii. “Oni wierzą w fałszywego boga”, “oni źle rozumieją Chrystusa”. Problem w tym, że ci drudzy patrzą na tych pierwszych i mówią to samo. Żaden z nich natomiast nie ma więcej powodów niż drugi, by wierzyć w to, co wierzy. Dopiero patrząc z zewnątrz na te religijne spory, człowiek jest w stanie dostrzec, jak bardzo są one absurdalne.

To zresztą usiłuje zrobić np. ruch pastafarian. Spojrzeć z zewnątrz. Pokazać to spojrzenie wierzącym. Ich “wiara” w Latającego Potwora Spaghetti jest jawnie absurdalna, a jednak tak niewiele różna od dogmatyki chrześcijańskiej. Ma zatem pokazać ludziom religijnym, jak komicznie wygląda dla ateistów ich wiara.

Natrafiłem ostatnio na pewien artykuł, w którym Autorka wyśmiewa zabobony. Pisze:

Dla mnie jako osoby, która już kilka lat zna Jezusa Chrystusa było zaskoczeniem, że w XXI wieku ciągle żywe są wśród ludzi przesądy i gusła. Może gdybym nie znała Pana to pewnie ze strachu przed „złymi oczami” obwiesiłabym cały wózek czerwonymi wstążkami. Te sytuacje jednak posłużyły mi tylko do tego by głosić Ewangelię moim rozmówczyniom. „Moje dziecko strzeże sam Bóg” odpowiadałam.

No cóż. Dla mnie jako osoby używającej rozumu też jest zaskoczeniem, że w XXI wieku ciągle żywe są wśród ludzi przesądy i gusła. Zadziwiające jest, że religia próbuje przeciwstawić sobie przesądy religijne oraz przesądy niereligijne. A to jedno i to samo! Autorka cytowanego tekstu, jako baptystka, zapewne odrzuca wiarę w relikwie, medaliki, szkaplerze itp., ale tych którzy nie odrzucają, chciałbym spytać: czemu na przykład krzyżyk na szyi miałby chronić przed złem, ale już krzyż egipski miałby to zło przyciągać? Egipcjanin zapewne powiedziałby coś zupełnie innego. Czemu mamrotanie magicznej formułki jest złe, ale mamrotanie różańca dobre? Popieram sprzeciwianie się wierze w magiczne właściwości zwykłych rzeczy, ale przydałaby się w tym jakaś konsekwencja. Jeśli chrześcijanin twierdzi, że nie ma związku przyczynowo-skutkowego między czarnym kotem a pechem, lecz jednocześnie wierzy w taki związek między noszeniem szkaplerza a powodzeniem na egzaminie, to kipi ironią, której sam nie zauważa.

Przykładów można mnożyć. Słyszałem opowieść o katoliku który spytał ateisty czytającego Boga urojonego: “Czemu myślisz że masz rację, skoro trzeba tak grubej książki, by cię przekonać?”. Ateista odparł: “Mówisz o Dawkinsie czy o Biblii?”

Zdjęcie po prawej przedstawia człowieka z wytatuowanym na ramieniu cytatem z Księgi Kapłańskiej, który potępia męskie stosunki homoseksualne. Właściciel tego ramienia nie ma świadomości, że parę wersetów obok tego znajduje się werset równie mocno potępiający... tatuaże!

Na zakończenie jeszcze dwa wybrane memy związane z tematem:

Boisz się, że geje będą “nawracać” ludzi na własną orientację?

Jakże złym człowiekiem trzeba być, by próbować robić takie rzeczy....

Połóż dłoń na księdze pełnej kłamstw

i przysięgnij mówić prawdę