Ludyczny aspekt zaburzeń łączliwości

W zamierzchłych czasach liceum popełniłem na olimpiadę pewną pracę na temat łączliwości. Takie tam opisy, jak to się jedne wyrazy w języku łączą z innymi, dlaczego i co z tego wynika. Teraz żałuję, że nie czytałem wtedy urbanowskiego “NIE” – miałbym wiele stron materiału więcej... W ostatnim (no, już chyba przedostatnim) wydaniu przeszli sami siebie w swoich zabawach łączliwością.

Urban naskrobał na okładkę prześmiewczy artykuł o tym, dlaczego ludzie wcale nie powinni się tak oburzać za jego występ w stroju biskupa. Grzecznie wyjaśnił tę kwestię, będąc przebranym za... papieża! A to wszystko pod tytułem “Nie lękajcie się!”, które znaczy o wiele więcej niż tylko to, co przekazuje dosłownie. Te słowa jednoznacznie kojarzą się przecież z Wojtyłą, prawda? Prowokacja level master! Można o Urbanie mówić wiele złego, ale jednego atutu nie można mu odmówić – jak nikt inny potrafi mieć w dupie wszystko i wszystkich, każdy konwenans, każde tabu, każde bluźnierstwo...

Ale reszta okładki również ocieka zabawą utartymi związkami wyrazów i skojarzeniami czytelników. Na samej górze mamy tytuł artykułu “Mocz przelany zaPolskę”, którego nawet nie trzeba czytać, by wiedzieć, jak bardzo antypatriotyczny będzie. “Porządni” ludzie za ojczyznę gotowi są przelać ostatnie krople krwi. Ale “lewaki” to najwyżej moczu mogą jej użyczyć.

Dalej mamy artykuł “Szczękając jądrami” o niedostatecznych zabezpieczeniach ładunków jądrowych w Polsce. Piękne to. Zamiast szczękać ze strachu zębami (a strach jest tu jak najbardziej uzasadniony), robimy to inną częścią ciała – kojarzącą się z energią jądrową, ale jednocześnie – intymną i wywołującą kontrowersje. A kontrowersje to “NIE” bardzo lubi.

I do kompletu jeszcze jeden tytuł: “Prezydent pójdzie siedzieć”. Pierwsza myśl: do więzienia. Rzeczywistość: a tak tylko się śmiejemy z jego wpadki z japońskim krzesłem. No a sprzedaż rośnie!

Geniusze. Zabawa słowem na bardzo wysokim poziomie. Brawo!