Kwakrzy to bezkonkurencyjnie najbardziej oryginalna, najbardziej odstająca od reszty grupa chrześcijańska. Wprawdzie tak jak wszystkie inne twierdzi, że to ona jest najprawdziwszym, najczystszym wyznaniem, jedynym zgodnym z naukami Jezusa (sam Jezus miał był pierwszym kwakrem), a wszystkie inne są zanieczyszczone fałszywymi naukami i obrzędami – ale już niemal wszystko inne, co dotyczy Towarzystwa Przyjaciół, potrafi mocno zadziwić.

Weźmy choćby chrzest. To bardzo ważny obrzęd wtajemniczenia, obecny chyba we wszystkich denominacjach chrześcijańskich, magicznie zmywający grzech pierworodny, ustanawiający więź z Bogiem, włączający do wspólnoty i takie tam. U kwakrów natomiast nie ma go w ogóle. Wychodzą bowiem z założenia, że bycie chrześcijaninem to coś zbyt znaczącego i zbyt wymagającego, by zostać nim ot tak, jednorazowo, dzięki zwykłemu polaniu głowy wodą. Dla nich stawanie się uczniem Jezusa to proces, a nie zdarzenie; więź z Bogiem, a nie tylko obrzęd i pusty gest. Uzasadniają swój punkt widzenia tym, że Jezus nigdy nikogo nie ochrzcił, a także słowami Jana: “Ja was chrzczę wodą; lecz (...) On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem”. Patrzą zatem na chrzest podobnie jak na obrzezanie – dla nich to żydowska ceremonia, nie chrześcijańska.

Nie uznają też komunii, ani żadnych innych sakramentów; jest u nich tylko komunia serc – duchowa wspólnota, z Bogiem i ze sobą nawzajem. Nazywają się Przyjaciółmi i miano to zdecydowanie do nich pasuje. Gdybym miał ich opisać jednym przymiotnikiem, wybrałbym chyba właśnie “przyjacielscy”. Panuje wśród nich otwartość i równość – nikogo nie wywyższają, nie biją mu pokłonów, nie używają zaszczytnych tytułów, a nawet nie zwracają się do nikogo per “pan”. Bynajmniej nie z braku szacunku, wręcz przeciwnie! To z szacunku dla Boga tylko jemu rezerwują słowo Pan, Dominus; a z szacunku do bliźniego traktują go jak brata i przyjaciela, niezależnie od jego majątku, pozycji, wieku, płci czy zawodu.

Sam bym na pewno nie potrafił tak pozbyć się formy grzecznościowej. Po części rozumiem i podzielam motywację kwakrów ku temu. Podoba mi się też angielska konstrukcja formy grzecznościowej, bez Pan/Pani, z pewnością sprzyjająca większej otwartości i swobodzie niż nasza. Ale w praktyce to raczej niewykonalne ot tak ją sobie wprowadzić...

Kwakrzy nie biorą udziału w hucznych imprezach, wolą ciszę, kontemplację i skromność. Dużą wagę przywiązują do nieskładania przysiąg (szczególnie na Biblię albo na Boga), ponieważ zabrania tego Jezus (Mt 5, 34-37) oraz 10 przykazań (Wj 20, 7). Nie sposób im odmówić racji w rozumowaniu, że jeśli wyróżniamy jakiś określony czas, w którym mówimy pod przysięgą, to niejako dajemy sobie przyzwolenie na kłamanie w każdym innym momencie. Dla nich każde słowo powinno być prawdziwe, a nie tylko to pod przysięgą.

Z równością wszystkich ludzi jest związany brak kapłanów. Można powiedzieć, że Przyjaciele nadali taki kształt protestanckiej doktrynie powszechnego kapłaństwa wierzących, by wreszcie naprawdę było ono powszechne. Jako że wg Pisma “jeden jest Bóg, i jeden jest pośrednik Boga i ludzi, człowiek Chrystus Jezus”, kwakrzy wierzą, że każdy wierzący może poznać prawdę sam, bez pośrednictwa kapłanów, proroków czy świętych. Każdy może zobaczyć boże światło i poczuć natchnienie Ducha Świętego. Przywiązywanie tak wielkiej wagi do osobistego objawienia jest chyba najważniejszą częścią ich doktryny.

Z tego względu bardzo osobliwie wyglądają ich spotkania modlitewne. Nie ma ołtarza ani innego miejsca centralnego, nie ma prowadzącego (choć czasem organizują spotkania moderowane przez kogoś), nie ma klepania formułek, liturgii, ani nic z tych rzeczy. Uczestnicy najczęściej siedzą w ciszy, modlą się, kontemplują, czytają Biblię, a od czasu do czasu ktoś wstaje i przemawia, jeśli tylko poczuje taką potrzebę, poczuje natchnienie.

Kwakrzy są też zagorzałymi pacyfistami. I chwała im za to! Niestety w swej historii już sporo się przez to nacierpieli, siedząc w więzieniach za odmowę służby wojskowej. A także za antyklerykalizm i egalitaryzm. Historię zresztą mają dość burzliwą i ciekawą, warto się z nią bliżej zapoznać. Najważniejszym dziełem kwakierskim jest Apologia prawdziwej teologii chrześcijańskiej autorstwa Roberta Barclaya, ale niespecjalnie zachęcam do przeczytania, bo akurat ona jest, moim zdaniem. cholernie nudna...

Czyż kwakrzy nie są fascynujący? Jakże wiele zrobili w kwestii promocji pacyfizmu (otrzymali zresztą pokojową nagrodę nobla), równości, rozwoju wspólnot i wielu innych idei! Warto ich poznać, by zobaczyć, jak bardzo różnorodne może być chrześcijaństwo. Zdecydowanie są tą lepszą jego stroną, bardziej otwartą, przyjacielską, oczyszczoną z pogaństwa, rytuałów, klepania formułek, kłaniania się obrazkom i deifikacji księży... Co ciekawe, wcale nie trzeba być chrześcijaninem, by być kwakrem. Ba, istnieją nawet nieteistyczne odłamy Towarzystwa!

Dla Przyjaciół całe życie jest sakramentem, modlitwą i prawdą, a każdy człowiek jest bratem i przyjacielem. W cokolwiek nie wierzymy, od nich zawsze można się czegoś dobrego nauczyć.