Od dawna broniłem się przed słowem “ateista”. Mówiłem, że przecież wierzę w Boga, tylko w zupełnie innego niż teiści. Nazywałem się pan- i apateistą, lecz nigdy a-.

Ale ostatnio doszedłem do wniosku, że było to z mojej strony bezmyślne szastanie słowem “Bóg” i naciąganie jego definicji. “Bóg” bowiem dla znakomitej większości ludzi na Ziemi oznacza jakąś osobową siłę wyższą. Używanie dokładnie tego samego słowa na opis czegoś zupełnie innego jest szaleństwem i prowadzi do masy nieporozumień.

Wierzę w nieosobowy niebyt. (sic, oksymoron zamierzony). I cały czas szukam słowa, którym by go można nazwać. Tao? Arche? Agape? A może nie słowo, lecz na przykład bezsłowny symbol circumpunktu ☉, nasączony swym niewypowiedzianym znaczeniem? Jedno jest pewne – tym słowem nie jest “Bóg”.

PS. Wciąż obstaję przy mojej “klasyfikacji” z artykułu x-teizmy, czyli koncepcje Boga na diagramach Venna, po prostu ze świadomością, że do tego θεός powinienem podchodzić zdecydowanie ostrożniej.