Katolicy są w Polsce mniejszością!

iskk.pl/badania/religijnosc/211-praktyki-niedzielne-polakow-dominicantes

Ile to razy słyszymy, że Polska jest “katolickim krajem”? Biskupi i publicyści rzucają takimi liczbami jak 90% czy nawet 95%. Wystarczy jednak poszukać trochę głębiej w statystykach (i to tych udostępnianych przez sam Kościół katolicki!), by zauważyć, jak wielką bujdą i perfidną manipulacją są wszystkie takie twierdzenia.

Kk co roku na jesieni organizuje wielkie liczenie wiernych, dokładając wszelkich starań, by było to badanie reprezentatywne dla całego roku liturgicznego. Liczy się ludzi uczestniczących w niedzielnej mszy (dominicantes) oraz tych, którzy przystępują na niej do komunii (communicantes). Na stronie ISKK znajdziemy tę i inne statystyki oraz opis metodologii badań. Niestety tylko dane do 2012 roku.

Co pierwsze rzuca się w oczy? Wyraźny trend spadkowy. Liczba dominicantes sukcesywnie spadała z 51% w roku 1980 do 41% w 2012. Communicantes natomiast rośnie – z 7,8% do 16,4%. Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego wyciąga z tego następujący wniosek: “Z danych dominicantes wynika, że religijność Polaków zyskuje nową jakość w kierunku pogłębienia”. Ach jakże ładnie da się ująć w słowa to, że wiernych jest coraz mniej, a ci, którzy zostają, stają się bardziej zagorzali (albo być może po prostu luźniej podchodzą do kwestii swoich “grzechów” i czują się mniej “niegodni”, by przystąpić do komunii, niż kiedyś).

Wyraźna jest niejednorodność wśród diecezji. W tarnowskiej chodzi w niedzielę do kościoła 69,5%, podczas gdy w koszalińsko-kołobrzeskiej tylko 26,8% (ciekawe jak duży ma to związek z licznymi aferami pedofilskimi w tym regionie...)

Co w ogóle znaczy “być wierzącym”, “być katolikiem”? Zdaje mi się, że najlepszym wyznacznikiem religijności samej w sobie jest odpowiedź na pytanie “czy modlisz się do osobowego boga?”. Tak zadane pytanie “niweluje” kwestie samoniedookreślenia, kryzysów wiary, poszukiwania boga, przynależności wyznaniowej itp. Prosta i prawdziwa zależność – modlisz się do kogoś, ergo w kogoś wierzysz. Twierdzenia odwrotne i przeciwne również prawdziwe.

Co natomiast jest wyznacznikiem bycia katolikiem? Ciężko wymyślić coś lepszego niż najbardziej podstawowy z obowiązków katolika, wypełnianie pierwszego z przykazań kościelnych: “W niedziele i święta nakazane uczestniczyć we Mszy Świętej i powstrzymać się od prac niekoniecznych”. Już kit z tymi pracami niekoniecznymi. Ale msza? To chyba prosta zależność: jesteś co niedzielę w kościele – jesteś katolikiem; nie chodzisz do kościoła, mimo że wiesz, że to “grzech” – no to żaden z ciebie katolik. Kropka.

Nie, nie chrzest jest wyznacznikiem katolicyzmu. Co najwyżej chrześcijaństwa, ale nie konkretnej denominacji. Poza tym nawet jeśli w sensie “duchowym” nie da się cofnąć jego skutków, to przecież w sensie praktycznym, fakt że ktoś parędziesiąt lat temu jako niemowlak miał polaną głowę wodą, nijak się ma do jego obecnego zachowania i światopoglądu. Dokonania apostazji lub nie zrobienia tego również nie nazwałbym wyznacznikiem katolicyzmu. To tylko biurokracja, tylko formalność. Zresztą apostazji dokonują przeważnie “zagorzali” ateiści, podczas gdy spadek liczby dominicantes wiązałbym raczej z obojętnością ludzi wobec Kk, a mniej z ich otwarcie negatywnym stosunkiem do tej instytucji albo wiary per se.

Czyżbyśmy zatem mieli w Polsce coś około czterdziestu procent katolików, tylu, ilu zagląda w niedzielę do kościoła? A na zachodzie kraju nawet połowę mniej? No właśnie to jeszcze nie koniec “okrajania” tych medialnych 90-95% do bliższych prawdy rozmiarów. Spójrzmy dokładniej, czym właściwie jest liczba dominicantes. Otóż w zakładce z opisem metodologii czytamy: “Wskaźnik dominicantes oblicza się dla każdej parafii jako odsetek wiernych uczęszczających na niedzielną mszę św., w odniesieniu do ogólnej liczby zobowiązanych”. Kim są owi tajemniczy “zobowiązani”? Akapit niżej czytamy, że jest to liczba wiernych pomniejszona o tych, którzy nie mają obowiązku pojawiać się na niedzielnej eucharystii, tzn. dzieci do lat siedmiu, starcy, chorzy itp. Ich liczbę ISKK szacuje na 18% populacji.

Wikipedia podaje [link] że Kk ma w Polsce 33 399 328 wiernych (za rok 2011), co podzielone przez liczbę 38 538 447 ludzi w Polsce (ten sam rok) [link] daje nam oszałamiający wynik 86,6%. Z danych na rok 2012 otrzymujemy 33 864 936 / 38 544 513 = 87,8%. Liczba ta obejmuje wszytkich ochrzonych, a zatem najbardziej zawyżony procent, jaki można znaleźć. A i tak jest mu daleko do tych medialnych 90-95%...

Podsumowując: mamy w Polsce ok. 38,5 mln ludzi, z których ok. 87% to członkowie Kk, z których ok. 82% jest zobowiązana do udziału w niedzielnej mszy, z których ok. 40% ten obowiązek wypełnia. 0,87 * 0,82 * 0,4 = 28,5%.

Nie jestem pewny, czy powinienem uwzględniać ten procent zobowiązanych czy nie. Z jednej strony, wyrzucałbym wtedy wszystkich chorych niezdolnych do poruszania, a przecież mogą być oni nie mniej katoliccy niż ci siedzący w kościelnej ławce. Z drugiej jednak strony – wyrzuca to też z ogólnej liczby wiernych również nieświadome, małe dzieci, które nie są przecież ani katolickie, ani żadne inne (tak samo jak nie są socjalistami, liberałami czy humanistami). Ale nawet jeśli nie brać tego mnożnika pod uwagę, wciąż otrzymujemy ok. 35%, a zatem oscylujemy w okolicach jednej trzeciej populacji.

Katolicy są w Polsce mniejszością. Coś koło jednej trzeciej. Reszta albo ma to wszystko gdzieś, i najwyżej pojawi się na pasterce i święceniu pokarmów “bo tradycja”, albo nie chce być członkami Kk, ale woli się nie użerać z apostazyjną biurokracją, albo wyznaje zupełnie inną wiarę niż katolicka.

Jest też wiele innych statystyk wskazujących, że Polacy wcale nie są tak “zjednoczeni” pod sztandarem jednego, świętego i powszechnego Kościoła, jak niektórzy śmią twierdzić. Na stronie Newsweeka możemy na przykład przeczytać [link] o wynikach sondażu, z którego wynika, że w każdą z rzeczy takich jak zmartwychwstanie, Duch Święty, cuda za pośrednictwem świętych, niepokalane poczęcie czy piekło i czyściec, wierzy sporo mniej niż połowa Polaków.

I to jest piękne. Nawet nie dlatego, że sam podzielam ten sceptycyzm. Nawet nie dlatego, że szczerze życzę Kościołowi katolickiemu jak najgorzej. Piękne w tych statystykach jest to, że pokazują, jak wielka jest różnorodność poglądów w tym kraju. Tylko różnorodność jest ożywcza, pcha świat do przodu, popycha do dyskusji, konfrontacji opinii z innymi. Pozwala każdemu być sobą, bez obawy o ostracyzm ze strony “dyktatury większości”.

Update

Niedawno ISKK podał, że liczba dominicantes znowu spadła. Sprawdziłem więc pozostałe liczby, dla najnowszych lat, jakie mogłem znaleźć, wychodzi na to, że:

Spośród 35782474 mieszkańców Polski (2015, źródło) 32666645 jest ochrzczonych (2016, źródło), z czego 82% jest zobowiązanych do udziału w niedzielnej mszy, z czego 36,7% rzeczywiście na te msze chodzi (2017, źródło).

Czyli 32666645 / 35782474 * 0.82 * 0.367 = 27.5%. Tylu mamy praktykujących katolików w Polsce.

Update 2

Gdy pierwotnie pisałum ten artykuł, umknęło mi jedno spotrzeżenie. Wprawdzie nijak nie wpływa ono na obliczanie ogólnej liczby praktykujących katolików w Polsce (zakłamany jest stosunek dominicantes do zobowiązanych, ale nie dominicantes do liczby mieszkańców), ale pokazuje, jak bardzo zmanipulowane i niewiele znaczące są kościelne statystyki.

Otóż problemem jest to, że do kościoła mogą chodzić (i chodzą, i są liczeni) ci wszyscy „wierni niezobowiązani”. Taki czterolatek czy osoba starsza, jeśli się pojawią w kościele, choć nie są zobowiązane, to będą wliczone do licznika, ale już do mianownika – nie.

To oznacza, że podawany przez Kk procent dominicantes, choć reklamowany jako „ilu katolików chodzi do kościoła”, tak naprawdę nie oznacza nic co ma jakiś konkretniejszy sens matematyczny.

Na przykład: jeśli przyjdzie do kościoła 50% "zobowiązanych" i 25% "niezobowiązanych", to ogółem przyszło 45,5% parafian, lecz kościelna statystyka powie że 55,5% 🤦

twitter.com/AvrisIT/status/1232304290196226055

Przy okazji: natknąłum się na dokument potwierdzający, że Kk wciąż zlicza apostatów jako swoich członków (co podbija im statystyki), natomiast nie bierze nas pod uwagę przy wyliczaniu dominicantes (co... podbija im statystyki):

INSTYTUT STATYSTYKI KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO SAC Warszawa, dnia 29 maja 2013 r. Szanowny Panie, W odpowiedzi na pismo z dnia 20 maja 2013 roku chciałbym przekazać następujące informacje: 1. W statystykach kościelnych kryterium zaliczania jest chrzest. Stąd statystyka dotyczy liczby ochrzczonych, w tym apostatów. 2. W statystyce Spisów Powszechnych i badaniach socjologicznych. kryterium zaliczania jest deklaracja respondenta. Respondent znajdzie się w takiej rubryce, jaką poda w deklaracji, (jakie wyznanie, wierzący, niewierzący, obojętny itp.). 3. W statystykach dominicantes i communicantes — nie liczymy apostatów. 4. Z punktu widzenia teologicznej doktryny Kościoła chrzest jako sakrament jest faktem i nie można go się pozbyć. Z poważaniem Ks. prof. dr hab. Witold Zdaniewicz / Dyrektor Instytutu
twitter.com/KaskaBP/status/1232295446187577346/photo/1

Related posts:

Chrześcijanie nie wierzą w bzdury, jak twierdzi obrazek obok?

Owszem, wierzą.

Continue reading…
(~2 min read)

Naszło mnie ostatnio olśnienie. Wyłonił mi się w głowie zaskakujący (choć dość oczywisty) wniosek z wiedzy, którą zdobywałem od dawna. No ale po kolei... Otóż im więcej wiem o katolicyzmie, tym wyraźniej rysuje mi się przed oczami obraz dwóch zupełnie różnych historii – tej, którą księża znają, i tej, którą głoszą...

Continue reading…
(~10 min read)

W poście Czy oni naprawdę w to wierzą? rozważałem autentyczność wiary katolickich duchownych. Ostatnio jednak poszedłem w swych rozmyślaniach dalej – a przeciętni wierni? Czy oni naprawdę wierzą w to, co wyznają?

Przeważająca większość, na całe szczęście, nie. Dlaczego tak sądzę?

Continue reading…
(~5 min read)

Serio. Gdybym mógł poukładać sobie Polskę po swojemu, to chętnie spełniłbym mokry sen terlikowskich tego świata i wprowadził tam chrześcijańskie państwo wyznaniowe. Tyle że z zachowaniem wolności wyznania. Kto nie chce być chrześcijaninem, wcale nie musi. Ale kto chce, temu maszyna państwowa z chęcią pomoże realizować wymagania swojej wiary. Prawo Boskie zaczęłoby obowiązywać jako państwowe.

Continue reading…
(~3 min read)

To przerażające i komiczne jednocześnie. Ludzie sami nie wiedzą w co wierzą. Nie czytają tego, co wyznają. Nie zastanawiają się nad sensem tego, o co walczą...

Continue reading…
(~5 min read)