W imię tego, który jest “Prawdą” powiedziano już tysiące kłamstw. Jedno z nich irytuje mnie szczególnie mocno, gdyż pod przykrywką ładnej pieśni skłania się ludzi do mówienia (lub raczej: wciska im się w usta) słowa, które tak jawnie przeczą stanowi faktycznemu, że aż dziw bierze (i przerażenie), że można tak bardzo dać się zmanipulować oraz że tak wielka część społeczeństwa nie przywiązuje najmniejszej wagi do myślenia o tym, co mówi.

Mowa o tej pieśni:

Com przyrzekł Bogu przy chrzcie raz,
Dotrzymać pragnę szczerze.
Kościoła słuchać w każdy czas,
I w świętej wytrwać wierze.

Wierutne kłamstwo, każde słowo.

Jaka część ludzi śpiewających te słowa przyrzekała cokolwiek przy chrzcie? Albo chociaż pamięta z tego chrztu cokolwiek? Już sobie daruję biczingi na samo narzucanie nieświadomym niemowlakom przekonań, załóżmy na potrzeby artykułu, że wcale nie ma w tym nic złego. I tak pozostają fakty. Tylko garstka cokolwiek świadomego robiła podczas tej ceremonii. Nikt nic nie przyrzekał.

Ale nawet jeśli założyć, że da się przyrzec cokolwiek w imieniu kogoś innego, czyli każdy wierny “przyrzekł” coś ustami swoich rodziców, to i tak tekst piosenki jest kłamliwy. W obrzędach chrztu nie ma żadnego przyrzeczenia.

Nie ma ani słowa o wierności Kościołowi. Nie ma ani słowa o wytrwaniu w wierze. Jest tylko jej wyznanie. Rodzice i chrzestni oznajmiają że wierzą w Boga Ojca, Jezusa Chrystusa, Ducha Świętego i Święty Kościół Powszechny. Tu i teraz. Żadnego zobowiązania, że ta wiara będzie nadal trwała za dziesięć czy pięćdziesiąt lat. Żadnej deklaracji posłuszeństwa “w każdy czas” dla Kościoła.

Jest jednak fragment, który, jeśli się bardzo uprzeć, można uznać za obietnicę. Lecz to i tak bez znaczenia, bo składają ją rodzice i chrzestni w imieniu własnym, a nie dziecka. Deklarują mianowicie, że wychowają dziecko w wierze. Tylko tyle. A nie, przepraszam, wcale nie deklarują. Po prostu potwierdzają, że są “świadomi tego obowiązku”, a chrzestni, że są “gotowi [rodzicom] pomagać”. Nikt ich nie zmusza, by z tej świadomości coś wynikało. Zresztą cały obrzęd posługuję się w tej materii bardzo ostrożnym językiem: “starajcie się”, “niech pomagają wam”...

Raptem cztery wersy, a tak wiele w nich fałszu. Powtórzone setki razy przez tysiące ludzi sprawiają, że zaczyna się w nie wierzyć. I to jest straszne! Wprawdzie, jak to mówi Gregory House, wszyscy kłamią, ale jakże okropny jest fakt, że niektórzy nawet sami nie wiedzą że kłamią! Proszę, myślmy zanim powiemy!