Czytanie wielu spośród internetowych wpisów czy komentarzy jest okropnie męczące i zasmucające. Jeśli nawet nie ze względu na sięgający dna poziom merytoryczny, to przynajmniej ze względu na formę. No czyż nie jest tragikomicznym, gdy jakiś “ultrapatriota” używa tak kalekiego języka polskiego, że aż oczy mają ochotę zajść krwią?

Ale nawet nie o szacunek dla języka czy dla ojczyzny tu chodzi. Nieważne czy to język ojczysty czy obcy. Powinniśmy używać go porządnie, bo to naprawdę świetne narzędzie!

To jest coś dzięki czemu istnieją cywilizacje, dzięki czemu powstają technologie... Przez długie wieki powstawało coś, co pozawala nam przekazywać myśli tak prezyzyjnie, na ile tylko starczy nam elokwencji, tak sprawnie i skutecznie, na ile trzymamy się ustalonych reguł.

Jeśli tysiące razy widzimy jakieś słowo napisane w dany sposób, a za tysiąc pierwszym ktoś napisze je z bykiem, to będziemy musieli poświęcić choćby ten ułamek sekundy na domyślenie się, co właściwie miał na myśli. Przecinki i kropki nie są w zdaniach dla ozdoby, lecz dla zapisania zależności między częściami zdania, zasugerowania intonacji, uniknięcia dwuznaczności...

Dlatego zdania pozbawione interpunkcji i rojące się od błędów są zwyczajnie trudne do zrozumienia. To tak jakbyś kupił elektryczną wkrętarkę i wkręcał nią śruby ręcznie obracając całością, zamiast po prostu wcisnąć przycisk. Albo jakbyś przeglądał internet nie scrollując kółkiem myszki, tylko łapiąc za pasek przewijania po prawej. Można, zadziała to, ale po co się męczyć? Skoro w przypadku każdego innego narzędzia staramy się używać go jak najbardziej efektywnie, dlaczego w przypadku języka sprawia nam to tyle trudności?